Co sprawiło, że wikary z niewielkiej miejscowości na Kaszubach stał się najbardziej rozpoznawalnym duchownym w kraju?
Kochała go cała Polska. Chętnie opowiadał o swoim życiu, walce z rakiem i założonym przez siebie hospicjum. Ale czy znaliśmy go naprawdę?
Przyjęcie do seminarium dzięki protekcji znanego polityka, rozpacz po przybyciu do Pucka, wpływanie na lokalne wybory, tęsknota za ojcostwem i skomplikowane relacje z "synkami" oraz kulisy konfliktu z arcybiskupem – to tylko kilka z mniej znanych faktów, które złożyły się na historię Jana Kaczkowskiego w równym stopniu, co rola "onkocelebryty".
Tysiące godzin pracy. Setki przejechanych kilometrów. Stu kilkudziesięciu rozmówców. Zdobyte zaufanie rodziny. Niepublikowane dotąd fotografie. Przemysław Wilczyński stworzył obraz człowieka, który według księdza Adama Bonieckiego "uratował honor polskiego kapłaństwa".
Nie będę oceniać tej książki. Wydaje mi się, że moja ocena byłaby zbyt moja. Nie chce ukrywać, że bardzo ciężko czytało mi się tę książkę, i to nie dlatego że była źle zrobiona (!) Chyba po prostu to ja nie byłam odpowiednim odbiorcą. Mimo tego chcę ją tylko polecić osobom, które faktycznie temat wciąga i spędza sen z powiek. Serio, tutaj znajduje się studnia bez dna. Ja jedynie cieszę się, że chociaż mogę zachować w pamięci tak cudownego i nie bez wad i błędów człowieka.❤️🩹
Polecam bardzo - autorowi udało się wielowątkowo i, co ważne bez hagiograficznego idealizowania, opisać życie wyjątkowej postaci księdza Kaczkowskiego.
Jest ok, bo bohater jest ok. Choć jestem ateistką, która bardzo sceptycznie podchodzi do instytucji Kościoła Katolickiego, to księdza Kaczkowskiego, podobnie jak księdza Bonieckiego, darzę dużym szacunkiem i podziwem - za jego charyzmę, idealizm, proaktywność i jego miłość do drugiego człowieka, pomimo, że sam był człowiekiem i czasami zdarzały mu się potknięcia różnego rodzaju... Był jednak taki, jakim winni być księża - kochał ludzi, był otwarty na drugiego człowieka. Ale jako biografia, ta konkretna książka była dla mnie trochę chaotyczna, być może wynika to z... mojej "linearności" i komuś innemu skakanie po wydarzeniach, które miały miejsce na różnych etapach życia księdza Jana nie będzie przeszkadzać. Mnie przeszkadza. Ogólnie - warto jednak przeczytać - dla postaci, o której książka traktuje. Świetny gość. Szkoda, że nie było mu dane pożyć dłużej. Być może zrobiłby jeszcze duuuużo dobrego.