4.5/5
"Lód" Ulli-Leny Lundberg opowiada historię młodego pastorstwa, które wraz z dwuletnią córeczką wprowadza się na Örlandię na Wyspach Alandzkich i szybko odnajduje się w spokojnym rytmie życia mieszkańców wyspy. Obserwujemy ich codzienność, nawiązywanie relacji z mieszkańcami i wsciąknięcie w tę społeczność.
"Lód" to książka stworzona do powolnego czytania i delektowania się lekturą. Hasło z tyłu okładki "Znasz slow life? Wypróbuj slow reading" jest bardzo trafne. Mamy tutaj długie, przeciągnięte sceny, pełne szczegółowych opisów, które wspaniale oddają surowy skandynawski klimat. Polecam sięgnąć po "Lód", gdy będziecie mieli czas i ochotę na powolną lekturę, której będziecie mogli się w pełni oddać. Mam wrażenie, że na przeczytanie tej książki trzeba mieć odpowiedni nastrój, bo inaczej można się z nią rozminąć.
Mnie pochłonął ten kameralny klimat wyspy i codzienne problemy młodego pastorstwa, które z pozoru mogą wydawać się nudne, ale mnie bardzo wciągnęły i zaangażowały. Pokochałam bohaterów, przywiązałam się do nich i z dużym zainteresowaniem śledziłam ich losy.
Nie spodziewałam się, że "Lód" aż tak do mnie trafi. To spokojna lektura, w której nie ma pędzącej akcji, a dużą rolę odgrywa klimat i nastrój. Polecam.
✨
Garść cytatów na zachętę:
"Gdy dotarł na miejsce, w okolicy panował absolutny spokój. Z jakiegoś powodu pomyślał o pasterskiej idylli: z wolna pasące się krowy, gdzie okiem sięgnąć żadnej aktywności, na niebie chmury jak baranki, nad wszystkim świeci łaskawe słońce. „Życie jak na ziemi przed potopem" myśli z uśmiechem na ustach. A z każdego oblicza ludzkiego, jakie napotkał po przybyciu do największej z zachodnich wiosek, biła życzliwość i dobroduszność.
W przystani wszyscy zadziwiająco niewzruszeni, siedzieli jak siedzieli, z wolna, po królewsku pomachali mu w odpowiedzi na jego przywitanie. Niedzielny spokój w środku zwykłego dnia."
"Bałaby się, gdyby nie siedziała w ramionach taty. Kłębiące się na górze światło nie dociera do ziemi, ta jest czarna jak węgiel. Nic jej nie oświetla, tylko niebo płonie i migocze, bardzo zimnym, słabym światłem. Bardziej niż tego widoku doświadcza obecności taty. Ciepło jego rozradowanego ciała, które wibruje, gdy mówi, uczucie bycia tak mocno przytuloną. Zimne powietrze na plecach, jego ciepła pierś z przodu, jej policzek na jego policzku. Tego, że są sami, bez matki i Malusi. Tylko ona, jego powierniczka i asystentka podczas obserwacji zorzy polarnej."