Klara budzi się rano na klatce schodowej. Nie pamięta, co się działo w nocy, nie wie, jak wróciła do domu. Z przerażeniem orientuje się, że od imprezy, na którą wyszła w sobotę, minęły dwa dni. Odkrywa dziwne ślady na swoim ciele. A później dowiaduje się, że parę miesięcy wcześniej inną kobietę spotkało coś bardzo podobnego. Postanawia się z nią skontaktować. I wtedy ktoś podrzuca jej dziwny prezent.
Co stało się z tamtą dziewczyną? Czy Klara będzie następna? I co tak naprawdę jej grozi?
Pod ostatnim zdjęciem na moim instagramowym profilu, jedna z komentujących napisała, że nie kupi najnowszej Stachuli, bo książka jest wyłącznie chwalona przez recenzentów i wydaje jej się to zbyt podejrzane. Jeśli obserwujecie mnie od jakiegoś czasu, wiecie też, że nie boję się wydawać niepopularnych opinii, a wręcz lubię sobie czasami pohejtować paździerze i jechać po gniotach jak po łysej kobyle. W tym przypadku nie miałam się jednak do czego przyczepić. "W pułapce" to - moim zdaniem - najlepsza książka pani Magdy. Najbardziej mroczna i niepokojąca, zawiera przy tym wszystkie charakterystyczne cechy thrillerów psychologicznych: napięcie, niepewność co do dalszych losów postaci, tajemniczość, kilka niezłych zwrotów akcji. Historia opowiadana jest z perspektywy dwóch dziewczyn - Klary i Lisy, każda z nich została uprowadzona, a następnie porzucona przez porywacza na klatce schodowej/leśnym parkingu i nie ma pojęcia co się z nią działo przez te kilka dni. Klara z pomocą swojej przyjaciółki próbuje skontaktować się z Lisą, gdy dowiaduje się, że rok wcześniej dziewczyna była ofiarą bardzo podobnego porwania. Autorka sprawnie myli tropy i dozuje napięcie, a w finale zręcznie łączy ze sobą wszystkie wątki i serwuje czytelnikom satysfakcjonujące zakończenie. No, nie jestem w stanie niczego tutaj skrytykować, mogę natomiast polecić Wam "W pułapce" jako świetną lekturę na lato, idealną do poczytania na leżaku!
Czy poniósł Was kiedyś melanż (pozwalając sobie na użycie młodzieżowego zwrotu), do tego stopnia, że nie pamiętaliście co się z Wami działo? Myślę, że znajdą się tu osoby, które przeżyły coś takiego. A czy pomyśleliście kiedyś jakie mogłyby być tego konsekwencje?
Klara - bohaterka najnowszej książki pani Magdy Stachuli - budzi się po imprezie na klatce schodowej. Nie pamięta połowy wieczoru spędzonego na zabawie, a jak się po chwili okazuje - nie pamięta całych dwóch dni, które minęły od dnia zabawy. Zaniepokojona odkrywa, że nie jest jedyną kobietą, która przeżyła podobną sytuację. Czy zdoła odkryć co wydarzyło się przez te dwa dni? Czy jej przypadek ma coś wspólnego z przypadkiem Lisy?
"W pułapce" to kolejna (już trzecia) pozycja od autorki, gdzie ludzi, z pozoru nic nie łączących ze sobą, życiowe drogi jednak przeplatają się i to w niecałkiem przyjemnych okolicznościach. Podobieństw między trzema historiami jest jednak więcej. Pani Magda w każdej ze swoich książek potrafi doskonale wykreować bohaterki, które zdecydowanie mają problemy z psychiką - kobiety te są albo niebezpieczne, albo zaborcze, są też zlęknione i mają za sobą traumatyczne przeżycia, które rzutują na ich zachowanie i osobowość. W tej książce otrzymujemy całą tę mieszankę śmietanki towarzyskiej. "W pułapce" ma wszystko to co thriller psychologiczny powinien mieć. Trzyma w niepewności i zaciekawieniu do ostatnich stron tylko po to, żeby na końcu wprowadzić czytelnika w osłupienie.
Bohaterowie (bez wyjątku) są ciekawie skonstruowani - nie są idealni, posiadają swoje lęki, są zagubieni, a niektórzy nieprzewidywalni, mają swoje historie i tajemnice, które autorka dawkuje czytelnikowi wraz z kolejnymi stronami.
Książkę czyta się bardzo szybko i mimo wszystko lekko, dzięki ciekawej fabule i chęci, wraz z głównymi bohaterkami, odkrycia prawdy.
Towarzyszę twórczości pani Magdy Stachuli od samego początku (od "Idealnej") i powiem Wam, że jeszcze się nie zawiodłam - oby tak dalej.
Już przy przeczytaniu opisu książki, wiedziałam jak będzie wyglądać narracja - nie pomyliłam się, obawiałam się też podobieństwa do innej książki - niestety też się nie pomyliłam. Trochę się zawiodłam, bo „Idealna” zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie, pomysł był oryginalny i ciekawy. W tej książce jakby trochę ściągnięty.
Książka skupia się na Klarze i Lisie, obie mają za sobą podobne doświadczenie - porwanie i kilkudniową amnezje, co tylko dodatkowo doprowadza je do szału. Książka napisana jak wiele obecnie książek psychologicznych - czytelnikowi serwowana jest wiedza w takich dawkach aby dochodził do wniosków w momentach w których chce autor, zapewniając zwroty akcji, głównie dzięki rożnym narratorom.
Ogólnie książka wciąga, akcja dzieje się szybko, trzyma w napięciu, wielu osobom powinna się spodobać.
Uwaga, dalej spoilery.
. . . . .
Nie podobało mi się wątek Doros i Sebastiana - zupełnie nie potrzebnie zostali połączeni, ponadto motyw zbrodni jest banalny i mógłby zostać rozwinięty, no i czemu Sebastian w ogóle pomagał Doris? Jaki on miał cel? I po co w ogóle chcieli ją zabić? Cała ta sprzedaż działki i tak była bez sensu, a przecież miała być niby inteligenta kobietą. No i czy „Damian” powiedział, że Sebastian pomagał Doris? Nie podobają mi się takie nie dokończone wątki.
Magda Stachula podbiła literacki rynek książki sensacyjnej w 2016 swoją debiutancką powieścią „Idealna”. Książką dobrą, trzymającą w napięciu, z lekkimi niedoskonałościami wynikającymi bardziej z mojego zamiłowania dbania o szczegóły i notorycznego czepiania się. Z drugą powieścią Stachuli nie udało mi się zapoznać, dlatego też z ogromną ciekawością sięgnęłam po najnowsze powieściowe dziecko „W pułapce”.
Klara po sobotniej imprezie budzi się na klatce schodowej w bloku rodziców…. dwa dni później. Jest mocno rozbita, ma kłopoty z koncentracją, a z weekendu pamięta jedynie szczegóły. Dość dziwna sytuacja jak na surowo wychowaną studentkę. Za wszelką cenę próbuje dociec co właściwie się stało. Tym bardziej, że na swoim ciele znajduje dziwne ślady, ktoś podrzuca jej pod drzwi koszyk ulubionych brzoskwiń, a w sieci trafia na podobną tajemniczą sprawę sprzed kilku lat. Przez kolejne rozdziały będzie próbowała dotrzeć do tej osoby (a tym samym do prawdy o sobie), a czytelnik będzie w tej komfortowej sytuacji że druga zaginiona kobieta – Lisa – będzie sama odkrywała karty.
Nie można zarzucić Stachuli dopracowanego i przemyślanego pomysłu na książkę. Choć lekko irytuje zachowanie Klary, lekkomyślne przemyślenia i nieracjonalne wybory, to czyta się zaskakująco dobrze. Jak na gatunek sensacji przystało akcja biegnie w miarę niespiesznie, pozwalając na uważne śledzenie wszystkich wydarzeń późniejsze scalenie elementów układanki. Ciekawym zabiegiem, który generalnie prawie zawsze się sprawdza jest dzielenie rozdziałów między dwie bohaterki. Tu dodatkowo otrzymujemy trzecią „historię” - mocne i brutalne opisy przetrzymywania w zamknięciu porwanej kobiety. Ta część jest najmniej poznana, na początku trudno domyślić się o czym mowa, ale też o to przecież chodzi w tego typu książkach. Nieznacznie rozczarowuje podanie rozwiązania na tacy, już pod sam koniec książki.
W sensacji, kryminałach i thrillerach psychologicznych już dużo się wydarzyło. Szczególnie wiosenne książkowe nowości zasiliły półki kilkoma ważnymi tytułami. I tu podczas lektury echa tych pozycji były dostrzegalne. Z drugiej strony trudno wyczarować coś nowego, kiedy właściwie wszystko już było…
Podsumowując, jeśli szukacie dobrej rozrywki na dwa wieczory to „W pułapce” Wam to zagwarantuje. To książka idealna na lato! Końcowe sceny naprawdę robią wrażenie (gratuluję pomysłu wykorzystania gadów i ssaków…). A ja mocno kibicuję autorce, żeby kolejna książka była jeszcze lepsza!
"W pułapce" to moje kolejne spotkanie z thrillerem psychologicznym Magdy Stachuli. Książka jest dobra, szybko się ją czyta, akcja bardzo wciągająca i dosyć dynamiczna. Wydarzenia rozgrywają się w dwóch planach czasowych oraz dotyczą dwóch bohaterek. Pierwszą z nich jest Klara, dziewczyna studiująca w Krakowie, którą poznajemy latem 2017 roku, kiedy to budzi się oszołomiona na klatce schodowej kamienicy, w której mieszkają jej rodzice. Klara nie pamięta, jak się tam znalazła, oraz co się z nią działo przez ostatnie dwie doby. Co prawda, była na imprezie, ale to nie w jej wyniku straciła z życiorysu dwa dni. Klara stresuje się, panikuje i próbuje znaleźć jakiś trop. Ze swoich obaw zwierza się Ninie, której historia Klary wydaje się podobna do przeczytanej w Internecie historii porwanej i odnalezionej po kilku dniach Lisy. Berlińsko-krakowskie losy Lisy poznajemy na przemian z losami Klary oraz niemalże relacją live kolejnej uprowadzonej dziewczyny. Co działo się z uprowadzonymi? Co łączy te historie? Kim jest niezrównoważony porywacz? Czy dziewczyny w ogóle nie zostały uprowadzone? Wszystkiego dowiadujemy się pod koniec książki. Rozwiązanie jest częściowo przewidywalne, ale ma też w sobie pewien element zaskoczenia. Bardzo podobały mi się także wewnętrzne rozterki obu dziewczyn, ukazanie zmian zachodzących w psychice ofiary oraz niezrozumiałe dla normalnie funkcjonującego człowieka pobudki, którymi kierował się sprawca...
-"Porwanie, włamanie, Sebastian, głuche telefony i pieprzone esemes, który zniknął."
-"Moje życie wewnętrzne staje się coraz bardziej zagmatwane. To, co czuję do Sebastiana, jest tak silne i prawdziwe, że przypomina mi o czasach przed porwaniem, kiedy świat miał barwy, jedzenie smak, a uczucia dynamikę. Nie powinnam pozwolić sobie na fascynację terapeutą."
-"W tym momencie nie chcę już żyć, wciąż zastanawiając się, kto mnie porwał, co ze mną robił i dlaczego. Minęło zaledwie kilka dni, a ja już jestem wykończona psychicznie i fizycznie. Co musiała przeżywać Lisa? Trzy miesiące takich myśli, naprawdę można oszaleć."
-"Nie zawiadomię policji. Poczucie wstydu towarzyszy mi od dnia, w którym zbudziłam się na schodach kamienicy. Nikt nie może się o tym dowiedzieć, nie zniosę tych wszystkich zdziwionych, osądzających spojrzeń."
Książka dość słaba. Może się spodobać nastolatce, ale osobie przyzwyczajonej do "poważnych" kryminałów wyda się nieco płytka. Konkrety:
Minusy: - przewidywalne, nudne a zarazem niespójne postaci; wszyscy praktycznie wydają się bardzo podobni - szczególnie mężczyźni, - dialogi są bardzo sztuczne i niekiedy wymuszone; biorąc pod uwagę fakt, że akcja dzieje się w bardzo niedalekiej przeszłości a wszyscy bohaterowie są w okolicy 30-ki, sformułowania rodem z "Chwili dla Ciebie", - postaci kobiece są przedstawiane jako niby silne, a z drugiej strony ciągle próbują racjonalizować swoje nieracjonalne zachowanie; bardzo dużo nic nie znaczących założeń nie prowadzących do nikąd; czytając książkę przypomniał mi się taki kawał:
"John mieszkał na farmie leżącej na kompletnym odludziu, o kilkanaście mil od najbliższej siedziby człowieka. Pewnego razu postanowił zrobić porządki w swym ogrodzie. Nie miał sekatora,więc wybrał się po niego do swojego najbliższego sąsiada. Ponieważ dzielił go od niego szmat drogi (John szedł piechotą) facet z nudów zaczął po drodze kombinować jak to będzie, gdy już dojdzie do kumpla... - Ja powiem "cześć", a on się zapyta co mnie sprowadza. Więc powiem mu, że chce pożyczyć sekator. On się pewnie zapyta, po co mi sekator. Więc ja mu powiem, że to nie jego interes. No to on powie, że jak sekator jest jego, to chce wiedzieć po co go pożyczam. Więc ja jemu powiem... No i John pokłócił się sam ze sobą. I gdy po paru godzinach dotarł do celu, to aż się gotował ze złości. Załomotał pięścią w drzwi. Sąsiad otworzył. - O, cześć stary! Co cię sprowadza? - W DUP*E MAM TWÓJ SEKATOR!!! - wrzasnął John i zawrócił do domu."
Plusy: + cała historia, mimo tego że dość naciągana, wciąga...
Po tej lekturze, muszę z przykrością stwierdzić, że czuję się wymęczona. Dziwią mnie też trochę tak wysokie oceny, ale po kolei.
Poznajemy historię Lisy, dziewczyny polskiego pochodzenia, mieszkającej na stałe w Berlinie, która po trzech dniach, których nie pamięta, budzi się na ławce w środku lasu. Jest też Klara, której rok później przydarza się coś podobnego, kiedy to po kompletnej utracie pamięci z dwóch ostatnich dni, budzi się na klatce schodowej swojego mieszkania. Czego możemy się dowiedzieć i co łączy te dwie historie?
Po pierwsze, książka jest pisana w najbardziej denerwującej w moim mniemaniu narracji, a mianowicie w pierwszej osobie czasu teraźniejszego - daję minus numer jeden. Lisa jest irytująca, podkochuje się obsesyjnie w swoim terapeucie i siedzi w domu, nic nie robiąc. Druga dziewczyna panikuje i jest ciepłymi kluchami. Obie niezdolne do wzięcia się w garść i działania. Oprócz rozdziałów z pozycji obu kobiet, mamy też fragmentaryczne opisy uwięzienia pewnej niewiasty przez psychola. Przez większość czasu nie wiemy kim ona jest i dlaczego jest torturowana, ale te sceny były również mocno słabe i 'przegadane'. Żadnej z bohaterek nie polubiłam, więc drugi minus zaliczony. Rozwiązanie zagadki niezbyt porywające, więc minus numer trzy dopisany. Plusów nie zauważyłam, a już dawno się tak na niczym nie wynudziłam, więc niestety nie polecam :(
Powieść rozpoczyna bardzo ciekawie. Jest pewna tajemnica, niepewność, strach, zagubienie, obawa o to co się stało gdy film po imprezie się nagle urwał, a świadomość powraca na klatce schodowej pod własnymi drzwiami kilka dni później…
Przyznam, że jest to interesująca pozycja, choć w połowie zwątpiłem w jej treść bo opisywane nieszczęście dwóch osób stawało się przekolorowane, szaleńcze, dręczące, nużące, a postacie zakrawały na dobrą drama queen…
Książka jednak wychodzi na prostą, akcja przyśpiesza, gmatwa się i rozwiązuje ukazując całą prawdę o tym co się wydarzyło
Akcja tej książki toczy się dwutorowo. Z jednej strony poznajemy historię Klary, która po imprezie budzi się na klatce schodowej przemyskiego mieszkania swoich rodziców i, jak się później okazuje, zupełnie nie pamięta dwóch ostatnich dni ze swojego życia. Podobna sytuacja przydarzyła się Lisie, mieszkającej w Berlinie Polce, która jest bohaterką drugiego wątku tej powieści. Przerażona Klara stara się odtworzyć te wyjęte z życiorysu dwa dni i zwierza się swej przyjaciółce Ninie, która w internecie odkrywa historię Lisy. Niestety okazuje się, że Lisa popełniła samobójstwo, a Klara zaczyna się obawiać, że ona też będzie musiała zginąć. Książka ma naprawdę niesamowitą atmosferę. Czytając ją czułam strach, obawę, napięcie, a przede wszystkim niepokój. Jej zakończenie jest dość zaskakujące, chociaż też trochę przekombinowane.
Według zapewnień recenzentów, dobry i wciągający kobiecy thriller. Owszem, sprawnie napisany, ale przegadany i przekombinowany w ostatecznym rachunku. I mało wiarygodny ze względu na pewne rozwiązanie fabularne.
Jak Stachula napisze thriller, to nie ma wiadomo czego we wsi ;) Autorka zaskoczyła mnie już swoim debiutem, a potem było jeszcze lepiej. Najnowsza powieść trzyma w napięciu już od pierwszej strony. Bo jeśli urwał ci się film, to czy nie chcesz dowiedzieć się od razu, co się wydarzyło? Polecam!
Mega przyjemnie się ją czytało i tradycyjnie przy takich książkach zajęła mi dwa dni. Zakończenie mogło się rozegrać w moim mniemaniu o wiele lepiej, stąd taka niska nota, bo nie przemawia ono do mnie. Okładka: 3/3
W mojej ocenie kryminał zasługuje na mocne 3 i pół gwiazdki. Całkowicie spełnia swoją rolę, czyli przestawia ciekawą historię i trzyma w napięciu praktycznie do samego zakończenia. Polecam 😊
Strach to pierwotna reakcja organizmu, który w sytuacji zagrażającej życiu i zdrowiu motywuje człowieka do ucieczki albo do ataku. Zdarzają się jednak momenty, w których żadna z tych strategii nie przyniesie rezultatu – wobec braku tego, co zagraża. Oprawca okazuje się sprytnym, nieuchwytnym i niebezpiecznym osobnikiem o niezdefiniowanych motywach. Mówi się, że strach ma wielkie oczy, jednak najnowsza powieść Magdy Stachuli „W pułapce” przeczy temu powiedzeniu.
bardzo dobra książka z beznadziejnym zakończeniem. fabuła trzyma w napięciu niemal do ostatniej strony, autorka co i rusz posyła nas za fałszywym tropem, a atmosfera niepokoju nie pozwala odłożyć książki na półkę. tylko co z tego, skoro wszystko wieńczy bezsensowny i kompletnie nieprzemawiający do czytelnika motyw? nie jest on nawet z gatunku tych, które kategoryzuję jako "ludzie są głupi i robią głupie rzeczy", jest zwyczajnie pozbawiony sensu, nudny, wtórny, rodem ze szmatławca sprzedawanego w podziemiach Dworca Zachodniego za 3,50 zł. ocena dość wysoka tylko i wyłącznie ze względu na ATMOSFERĘ. szkoda potencjału!