Buzująca emocjami opowieść o miłości, tajemnicach i sile dobra.
Na początku jest grom z jasnego nieba. Jedno spojrzenie, jeden dotyk, jedno słowo. Od tej chwili życie dwojga ludzi zmieni się bezpowrotnie. Ona wreszcie zmierzy się ze swoim strachem przed bliskością. On odkryje prawdę o sobie i swojej rodzinie. Czy czeka ich wspólna przyszłość?
Anna Ficner-Ogonowska zabierze Cię w świat prawdziwych uczuć, silnych przeżyć i dramatycznych wydarzeń. Okruch to niezwykła powieść, która przywraca wiarę w sens życia i pozwala zrozumieć, czym jest odpowiedzialna miłość.
To prawda, że jedna iskra wystarczy, by wywołać pożar i zniszczyć wszystko wokół. Ale jeden dobry okruch pamięci wystarczy, by wiele zachować, by karmić się nim przez całe życie. Zrozumiałam, że to moja jedyna nieskończoność. (fragment książki)
Spróbujmy tak – oglądałam kiedyś bollywoodzki staroć o zabójczej długości 3 i pół godziny, którego fabułą sprowadzała się do tego, że państwo mieli trzech synów i ci synowie po kolei najpierw się ekspresowo zakochiwali (piosenka), potem długo hajtali (piosenka, dialog o szczęściu rodzinnym, piosenka weselna, czasem piosenka o tym, jak wszyscy kochamy tatę i mamę, bo rodzina jest najważniejsza), a potem nastąpiło po jakiś 2,5 godziny coś w rodzaju akcji (tragedia rodzinna + źli ludzie zamącili w głowie jednej z bohaterek i rodzina się na chwilę rozdzieliła), co trwało jakieś 20 minut, a potem wszyscy się pogodzili (i piosenka o miłości, a także o tym, że rodzina jest najważniejsza).
To jest mniej więcej to samo tylko w wersji książkowej, więc bez piosenek, tańca i kostiumów, za to z okropnym stylem, równie okropnymi dialogami, jak te bollywoodzkie, iogólnie ledwo dychające pod toną cukru, czyli ogólnie trochę bez sensu. Jakby autorka wzięła stertę „mądrych sentencji o życiu” (tych takich występujących na tle zachodzącego słońca, pisanych nieestetycznym krojem pisma) pocięła, pomieszała i rzuciła sobie wyzwanie typu „spróbuj wszystko zmieścić w jednym i udawać, że to jednak książka, a nie zestaw złotych myśli z kalendarza dla bogobojnych pań domu.” Rozumiem istnienie literatury „ku pokrzepieniu serca”, ale czy nie da się tego lepiej napisać? Bo miejscami jest naprawdę srogo – przez „akcję” właściwą przewijają się tu nam pamiętniki pisane przez matkę głównego bohatera, które z przyczyn dla mnie niezrozumiałych są lekko…”archaizowane”? (i „Yodo-izowane” biorąc pod uwagę, że ¾ tej archaizacji objawia się przestawieniem jakiejś części zdania nie tam, gdzie powszechnie przyjęta gramatyka przewiduje). Jeśli ktoś bardzo chce wiedzieć, co za zdarzenie zburzyło błogie nic-się-nie-dzianie pierwszych 500+ stron tej książki, to zapraszam po spoilery.
Ja bym była zażenowana samą sobą, gdybym to ja to spłodziła, no ale może dlatego ja nie jestem pisarką, a pani Anna Ficner-Ogonowska jest :)
Bardzo dobra obyczajówka. Uwielbiam takie życiowe książki. Głównymi bohaterami są Sara - przedszkolanka oraz Maks - policjant z dochodzeniówki. Poznają się w dość drastycznych okolicznościach, chociaż "poznają" to za dużo powiedziane. Sara jest świadkiem strzelaniny, w której ranny zostaje właśnie Maksymilian. "Okruch" uważnego czytelnika nie zaskoczy. Rewelacje, które autorka serwuje nam pod koniec książki, można odkryć sporo wcześniej. To, co urzekło mnie w tej historii, to przemyślenia i mądrości matki Maksa. Dzięki nim, książka zyskała bardzo na wartości. Na wyróżnienie zasługuje również kreacja postaci drugoplanowych. Wybuchowy temperament Wojtka, spokojny Bekhir oraz dobroduszny dziadek Sary stanowią idealne uzupełnienie tej książki. Szczerze polecam, dla mnie 4 gwiazdki.
Anna Ficner – Ogonowska jest autorką powieści dla kobiet, które bardzo szybko zajmują wysokie miejsca na listach bestsellerów. Gdy więc jakiś czas temu zaważyłam, że w zapowiedziach wydawniczych pojawił się kolejny tytuł opatrzony jej nazwiskiem, wiedziałam, że muszę po niego jak najszybciej sięgnąć, aby przekonać się dokąd tym razem zabierze mnie autorka a wraz z nią bohaterowie powieści” Okruch”.
Trzydziestokilkuletnia Sara na co dzień pracuje w przedszkolu. Gdy pewnego zimowego dnia jest światkiem tragicznych wydarzeń, nie waha się ani przez moment czy udzielić pomocy poszkodowanemu mężczyźnie.
Maks jest policjantem w warszawskiej „dochodzeniówce”. Mężczyzna zostaje bardzo poważnie ranny i to właśnie wtedy na jego drodze pojawia się Sara. Kto wie co może wynikną ze spotkania tych dwojga. Czy Sarze uda się pokonać traumę, raz na zawsze zamknąć drzwi z napisem „przeszłość” i otworzy się na miłość, która tylko czeka by zapukać do jej serca. Podobno prawda zawszę znajdzie sobie najlepszy czas i miejsce na to aby się ujawnić. Czy tym razem stanie się podobnie i bohaterowie wyjdą cało z wszystkich zawirowań, którymi zaskoczył ich los?
Muszę przyznać, iż sam widok okładki sprawił, że z niecierpliwością oczekiwałam na premierę. Jednak jak to mówi nasze piękne polskie przysłowie „Nie oceniaj książki po okładce” Tak też zrobiłam.
Dość szybko udało mi się wysłuchać audiobooka, mimo, że nie jest to krótka powieść. Nie mam zastrzeżeń do języka czy stylu, jeżeli już, to raczej do powtarzalności. Większość akcji rozgrywa się poprzez dialogi, co nie zawsze można jej poczytywać na plus. Ogromnym plusem są za to rozdziały opowiadane z perspektywy matki głównego bohatera. Mają w sobie wiele ciepła a także mądrości życiowej. Bardzo łatwo można poczuć sympatię do tej kobiety, aż chciałoby się ją poznać. Niestety, wielki sekret książki był, jak dla mnie, łatwy do przewidzenia. Niektóre rozdziały mogłyby też być o wiele krótsze, bo ileż można patrzeć sobie głęboko w oczy, rozpływać się pod tym spojrzeniem czy wariować od pocałunków?