„Fandom. Fanowskie modele odbioru” to monografia poświęcona zaangażowanemu (fanowskiemu) odbiorowi kultury popularnej oraz mechanizmom tworzenia i funkcjonowania artefaktów, twórczości i praktyk fanowskich. To opowieść o afektywnym przywiązaniu do popkultury i jej zawłaszczeniu w narracjach tożsamościowych i praktykach upodmiotawiających, o indywidualnych i społecznych kontekstach relacji z popkulturowym przedmiotem pożądania.
Publikacja prezentuje multimedialny fenomen Tumblra jako platformy dyskursu fanowskiego, opowiada o feministycznych i queerowych aspektach fanfiction, viddingu i cosplayu oraz analizuje szczegółowo pozycję fanki jako negocjującej nieustannie własną podmiotowość i przyjemność w relacjach z kulturą popularną i dostępnymi modelami ekspresji fanowskiej. Jednocześnie ukazuje też historyczne zaplecze fanowskich praktyk, prezentuje (pre)historię fandomu w postaci odbioru powieści Jane Austen i opowiadań Arthura Conan Doyle’a. Książka odsłania także polską specyfikę kultury fanowskiej, która zasadniczo podważa większość tez przyjętych w badaniach nad fandomem (fan studies). Fandom. Fanowskie modele odbioru to wszystko, co powinniście wiedzieć o fandomie, ale baliście się zapytać.
(ur. 1988) – absolwentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, doktorka literaturoznawstwa. Autorka "Fandomu. Fanowskich modeli odbioru" (2018) i szeregu analiz poświęconych popkulturze. Entuzjastka, autorka i tłumaczka fanfiction. Współpracuje z magazynem kulturalno-literackim Szuflada.net.
Ponieważ znam autorkę na tyle blisko, że podlewamy sobie kwiaty i karmimy koty, moja opinia nie może być neutralna. Stwierdzę, że ujęcie tematu jest szerokie i fascynujące, że są fragmenty, nad którymi kiwałam głową (tak właśnie jest!) i takie z którymi się chciałam kłócić (romancelandia nie jest tak odległa od fanfiklandii!) i daje do myślenia.
Pozbierałam w miarę myśli, mogę zostawić review. Autorkę znam, książka zadedykowana m.in. do mnie, ale mimo to bezstronność będzie, bo mogłabym dać 5 gwiazdek, ale jednak no nie mogę. Obecnie fandom ewoluuje w zatrważającym tempie, ale mimo to prawie cała jego esencja była chociaż wspomniana w tej książce.
Z niektórymi kwestiami nie mogłam się do końca zgodzić. Nie dlatego, że ja osobiście nie postrzegam tego w ten sposób (bo doskonale zdaję sobie sprawę, że doświadczenie fandomu jest wielorakie), ale jakby przeczyły one samemu faktowi istnienia danego elementu, np. stwierdzenie, że gdyby ship stał się kanonem, to ten kanon 'blokuje' trochę twórczość, ten kanon jakby jest wtedy nadmiarem, wg mnie jest niepoprawnym stwierdzeniem, bo tak naprawdę nadal istnieją au, a kanon tylko dał shipowi validation. Wiele shipów mimo wszystko niemal od początku jest kanonicznych, a fiki mimo to są tworzone w taki sam sposób, jak te do shipów niekanonicznych (malec vs destiel). Ten jeden fakt wybitnie rzucił mi się w oczy :D
Uwielbiam spojrzenie na to, jaką dziwną hybrydę stworzył polski fandom z yaoi i slashem, bo to rzeczywiście ewenement i zastanawia mnie, czy wygląda to tak samo jak jeszcze 5 lat temu - czy polskie fanki wchodzące w m/m nadal widzą oznaczenie slashu wszędzie jako yaoi czy jednak już zaczęto odchodzić od łączenia tych dwóch terminów. W książce temat jest poruszony nawet bardziej niż zakładałam, że będzie, ale to właśnie lepiej, bo wali prosto z mostu o tym, jaka jest (była?) sytuacja w naszym kraju.
Przyznam bez bicia - nie czytałam słowniczka, bo przebywając w przestrzeni fandomowej wszystkie terminy znam i się nimi posługuję. Natomiast wychwyciłam jeden błąd w nazwie własnej w treści książki, mianowicie nazwanie RPFów fikami o relacji hetero, a RPSów o relacji tej samej płci. Niby nic, a jednak ukłuło mnie na tyle, że zapamiętałam.
Co do innych rzeczy, które kłuły, to wspominane przez wszystkich literówki (I kid you not, miałam już takie 'ej no ale nie ma ich aż tyle, żeby wspominać...' a potem doszłam akurat do miejsca w pracy, gdzie jakby się wysypały, więc już wiem, czemu są tak często wspominane), ale druga rzecz to różna pisownia tego samego terminu (dobrym przykładem jest omegaverse, omega verse, omega'verse). Być może było to założenie specjalne, aby pokazać, że we fandomie używa się różnych wersji, jednak wg mnie takie uwagi należałoby zawrzeć w słowniczku, a w treści opracowania używać jednego określenia.
Długo czytałam tą książkę, ale w końcu przeczytałam do końca. Polecam ją każdemu, zainteresowanemu historią fandomu i jaki wpływ ma popkultura na kulturę. Autorka w szczegółowy sposób analizuje mity związane z kulturą fanowską, i pozwala nam czytelnikom wszelkiej maści fików przyjrzeć się własnej społeczności. And boy! We're so problematic!
Mam ambiwalentny stosunek. Bardzo przyjemnie się czytało o tym temacie, w dodatku był to chyba pierwszy tekst naukowy, który czytałam z takim zaangażowaniem i nie czułam się w ogóle zagubiona w temacie. Jestem też pod wrażeniem ilości researchu, który musiał poprzedzać napisanie tej pracy. Duży plus również za pomysłowe wykorzystanie zrzutów ekranu z tumblra i wprowadzeniu fanowskich wypowiedzi i prac do toku argumentacji. Wiele obserwacji i wniosków było bardzo ciekawych, ale w niektórych miejscach nie zgadzałam się z autorką. Zwłaszcza fragmenty poświęcone kondycji polskiego fandomu nie napawały optymizmem, a z niektórymi wskazanymi przez autorkę tendencjami nie miałam styczności od dobrych kilku lat - czy jednak wynika to z korzystania z przestarzałych danych, czy po prostu mojemu braku obycia po polskiej stronie fandomu, tego nie wiem. Mogłabym mieć jakieś niewielkie zarzuty co do użytej nomenklatury, ale nie wpływało to aż tak bardzo na moje czytanie. Ilość literówek z kolei... to już zupełnie inna bajka.