1. Danny (jak mam lubić te postać skoro jest rozpieszczonym idiotą?) stwierdził, że guwernantka spojrzała na zegarek, nawet jej nie widząc. I jakimś cudem miał słuszność.
Edit. Zakonczenie książki stara sie mnie przekonać, że Danny się zmienił, ale jakoś nie czuje tej zmiany.
2. Okej, czas wydarzeń nie został jeszcze dokladnie określony, ale a) istnieją telefony, b) istnieją samoloty, więc pozowole sobie założyć, że to czasy współczesne (2018 rok wydania). Kto współcześnie zatrudnia guwernatki? Serio, nie wiem. Może to wymysł bogatych ludzi. Z drugiej strony, jak bogaci mogą być paleontolodzy?
3. Gdybym spotkała ducha, to raczej nie przywaliłabym sobie patelnią w głowę.
4. Dziecko skarży się, że w szkole są dla niego niemili - absolutnie wszyscy są niemili, a reakcja ciotki "no takie jest gimnazjum". Dobra reakcja.
5. Danny wlazł do tego labiryntu za Gwiazdowskim i chciał napisać esms, a tu zong, brak zasiegu. Chwilę później Gwiazdowski wesoło sobie gawędzi przez telefon.
Edit. Danny zastanawia się jakiego Gwiazdowski ma operatora, że siega on podziemii. Jest refleksja, więc autorka wie, że to dziwne. Tyle wystarczy do mojej akceptacji.
6. Badanie wzroku w sytuacji tego labiryntu - Gwiazdowski bedzie badał swój wzork. Idę o zakład.
Edit. Nigdy się nie dowiadujemy tego. Żałosne.
7. Nawet nie skomentuje topienia telefonu w zimnej herbatcie. To uwłacza mojej godności i inteligencji.
8. Przypominam uprzejmie, że miejsce akcji to Warszawa. DUŻA WARSZAWA, w której jest WIELE GIMNAZJÓW. Skąd szanowni panowie z banku wiedzieli, do której szkoły uderzać, żeby odnaleźć Danny'ego, idąc śladem jego absencji? Pomińmy, że nie ma takiego certyfikatu, który uprawniałby ich do uzyskania takiej informacji. Nawet jeśli założymy, że poszli do kilku gimnazjów, to dostaliby dane bardzo wielu uczniów, którzy całkiem przypadkiem byli nieobecni tego dnia. Zbieranie takich informacji nie doprowadziłoby ich donikąd. Za dużo danych i za dużo zmiennych.
9. Podoba mi się szanta o czekoladzie:
"Przygotujcie się, kamraci,
Na historię smutną.
O tym jak na dzikim lądzie
Pirat w lustrze utknął.
Hej ho, hej ha, czekolada!
Hej, kto może, niech zajada!
Żaden majtek ni kapitan
Nie mógł służyć radą.
Aż rzuciła zuch-dziewczyna
W lustro czekoladą.
Hej ho, hej ha, czekolada!
Hej, kto może, niech zajada!"
10. Autorko, ta awaria toalety dla osób z niepełnosprawnością nie była konieczna. Te toalety i tak często są zamknięte, bo tak. Ale to sobie tak na marginesie mówię, nie czepiam sie tego.
11. Okej, zbliżam się do punktu kulminacyjnego i powiem, że ta intryga to taka grubymi nićmi szyta. Wszystko jest dość pobierznie zaprojektowane, a czytelnik ma to sobie przyjąć od tak, na słowo. Wiecej kreacji świata by się przydało, żebyśmy mogli jako czytelnicy jakkolwiek wyobrazić sobie te nowoczesne technologie, którym włada przeciwnik. I gdzie odpowiedzi na pytania, dlaczego tylko niektórzy widzą duchy?!
12. Panie prokuratorze, ten człowiek szedł, potknął się i całkiem przypadkiem nadział się na nóż, który trzymałem.
13. Czternastolatek i laska, która ma tysiąc dwadzieścia jeden lat są parą i to ma być pozytywne zakończenie.