Mam wrażenie, że Pan autor skolonizował swoją osobą każde miejsce, w którym był. Jak XIX-wieczny zdobywca, przyszedł, narobił szaszoru, kompletnie nie zrozumiał kultury, popatrzył na to "jak biedni ludzie żyją", nażarł się, pogapił na prostytutki, zrobił jakiś interes, pozachwycał nieskażoną zachodem cywilizację (ach, ci tubylcy wiedzą o życiu więcej, niż ludzie z zachodu i ich smartfony!) i pojechał. Taką książkę mógł napisać tylko starzejący się mężczyzna z dużym ego. Pan autor mało się różni od zwyczajnych turystów, którymi gardzi. Pisze, że zwykły turysta przyjeżdża i tylko powierzchownie poznaje kulturę, bo tak naprawdę mu nie zależy. Autor nie widzi jednak, że robi dokladnie to samo, tylko czasem dla kolorytu na*ebie się z autochtonami, a potem porozmawia o kobietach (skupiając się na tym, że dla przeciętnego np. Kazacha kobiety to "gadające cipki", albo że przeznaczeniem kobiety jest rozłożyć nogi przed obcym facetem z pieniędzmi, lub też na tym jak to prostytutki są przeorane penisami, albo jak to fajnie jest mieć kilka żon, bo "ciężar obsługi seksualnej się rozkłada", niby nie oceniając, ale jednak da się wyczuć podskórną fascynację takim stanem rzeczy, pod koniec odslaniajac karty i piszac, ze imponuje mu Berlusconi i jego bungabunga). Autor miałby kontakty i możliwości, żeby sprobowac te kulture zrozumiec, ale ma to kompletnie w dupie, albo też zafascynowany swoją osobą nie przelewa tego na papier. Dostajemy tylko ochłapy ciekawostek (głównie o piciu i babach), a ja nie znosze ciekawostek jako takich, bo to gównoślizg po temacie. To, co dostajemy, to już nawet cień gownoślizgu ubrane w nieznosne, barokowe zdania, ktore mozna skwitowac jako "wysrywy".
Mój ulubiony moment to ten, w którym opisuje jak dobrze czuje się na lotnisku w jednym z krajów azjatyckich - w Niemczech na lotnisku trudno puścić bąka (lub też ze*rać się), na szczęście w Azji od razu czuć sfermentowane g*wno, jaka ulga i radość, co za charakter!
Top 2 moment: autor jest mile połechtany tym, że w Azji uśmiechają się do niego nastolatki wychodzące ze szkoły, wyraźnie mu to schlebia (czuje lekkie pedo vibes, ale mniejsza), za to w Polsce żaden nastolatek się nie uśmiechnie do niego! Tylko te smartfony i smartfony! Stary... czemu polskie dzieciaki miałyby się uśmiechać na ulicy do losowego Polaka? xD Polska - ego smutne, Kazachstan - uśmiechy małolat w kierunku starego dziada - ego top.
Top 3 - czy naprawdę trzeba pisać o każdym kraju, że jego zapach to zapach moczu (ew. g*wna) i stęchlizny?