Od kiedy Mistrz Tier objął stanowisko dyrektora Akademii Uroków wszystko wydaje się wkraczać na właściwe tory. W studentach nagle rozgorzał pęd do nauki i nienasycony głód wiedzy, ich Alma Mater to już nie jakaś tam podmiejska szkółka dla urzędników niższego stopnia ale prawdziwa Akademia, której studentów i wykładowców darzy się szacunkiem.
I tylko Deya jakaś taka niezadowolona…
Adeptka Riate przez całe życie musiała ciężko pracować, najpierw na wsi w domu rodziców, potem w szkole, gdy jako jedna z ostatnich uczyła się czytać i pisać. Nic więc dziwnego, że nie chce zostać tylko i wyłącznie ozdobą swojego wpływowego przyszłego męża i odwleka ślub jak tylko może. Co się stanie, gdy przewrotny los postawi na jej drodze wyniosłą i dumną Lady Tier? Czy Deya dogada się z przyszłą teściową?
Równo rok i jeden dzień przyszło nam czekać na premierę drugiego tomu Akademii Uroków i żeby nie trzymać Was dłużej w napięciu, powiem:
było warto!
Prawdziwą przyjemność sprawił mi powrót na ziemie Ardamu i korytarze Akademii Uroków. Deya okazuje się już nie być tą samą wystraszoną i nieśmiałą dziewczynką, czytając z przyjemnością odkrywałam storna po stronie, jak adeptka zaczyna dorastać do roli wyznaczonej jej przez Los. Z zagubionej i wiecznie zmęczonej dziewczynki powoli staje się dumną adeptką, którą co prawda jeszcze czasem wciąż onieśmiela jej przyszły mąż czy jego szlachetnie urodzeni krewni, ale zamiast kulić się w kącie Deya dzielnie stawia im czoła.
Również Rian wydaje się zmieniać na lepsze pod wpływem swojej młodziutkiej narzeczonej. Cóż, przed tym mrukiem zapewne jeszcze długa droga, ale nie da się nie zauważyć, że szanowny Lord Dyrektor ograniczył krzyki i macho bulshit na rzecz logicznych argumentów i zwyczajnej ludzkiej rozmowy. Panna Riate wydaje się wpływać na niego znacznie silniej niż ktokolwiek podejrzewał i chyba tylko jednej Lady Monstrum to nie cieszy. A ta kobieta nieprzywykła się powstrzymywać przed wyrażaniem swoich opinii, oj nie.
Akademia Uroków Lekcja druga: Nie wplątuj się w podejrzane śledztwa to niezwykle udana kontynuacja Nie przeklinaj dyrektora swego. Książka z powodzeniem uniknęła klątwy drugiego tomu i utrzymała poziom, pełna zwrotów akcji, niebezpieczeństw czających się za rogiem i gorących mężczyzn była dla mnie niczym ulubiony deser.
Jej niewątpliwym plusem, o którym warto wspomnieć jest rozwój bohaterów. Jak już wspomniałam na kartach książki możemy przyglądać się zmianom jakie zachodzą w postaciach, tak jakby byli prawdziwymi, żywymi ludźmi. Dorastają, uczą się na błędach, łagodnieją lub hardzieją, poddają się upływowi czasu i zawierają nowe znajomości. Niezwykle lekkie pióro autorki o raz zgrabne tłumaczenie sprawiają, że książka czyta się sama. A docierając do ostatniej strony człowiek myśli sobie, jeżu kolczasty i ja mam teraz czekać kolejny rok na Lekcje trzecią?! Jak żyć Lordzie Tier, jak żyć?!
Co do minusów, hym… muszę przyznać, że dla niektórych pewnym problemem może być relacja między Deyą i Rianem. Pozornie różni ich wszystko od pochodzenia po wykształcenie. Adeptka Riate jest młodziutka i niedoświadczona, pochodząca z głębokiej prowincji niema ani posagu ani koneksji. Z kolei Tier jest nie tylko dyrektorem Akademii, w której dziewczyna studiuje ale i siostrzeńcem samego Imperatora, obwieszonym wojskowymi tytułami jak choinka bombkami na święta.
Czy to się może udać? Ona jest cicha i emanuje spokojem, jednak wrodzona ciekawość i spostrzegawczość nieustannie pakują ją w kłopoty. On jest dziki i brutalny, jednak dla niej zrobiłby wszystko, ale wciąż jakimś cudem udaje im się żyć razem.
Eh, miłość jest ślepa <3
Czy jest to jednak minus dla mnie? Nie, absolutnie subiektywnie muszę przyznać, że lubię w książkach takie romanse, gdzie Mroczny Lord ciska się i warczy tak długo, aż pewna nieśmiała panienka go ugłaska, dlatego tym przyjemniej czyta mi się Akademie Uroków.
Podsumowując: Lekcja druga autorstwa Ellen Stellar/ Eleny Zvezdnay to barwna opowieść pełna magii, humoru i romansu. Bohaterowie podążając za swoim przeznaczeniem z uporem pakują się w kłopoty, dostarczając czytelnikowi mnóstwa zabawy, zaś gorący romans, który jednak nie dominuje nad całością nadaje książce dodatkowego smaczku.
Moim zdaniem to lektura idealna na każdą porę roku,
ale na waszym miejscu nie czekałabym do zimy :D
Letnie wieczory to czas w sam raz, by pozwolić sobie porozkoszować się dobrą lekturą.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Wing Person
#współpracarecenzencka
#współracareklamowa
#współracabarterowa