Krystek jest prężnym copywriterem, który trzaska masę ambitnych prodżektów. Tak można by go opisać na Fejsie. Jednak tak naprawdę Krystian jest kulturoznawcą, który żyje z pisania ogłoszeń klepanych aut dla komisu samochodowego i marzy o wydaniu swojej powieści. Stara się trzymać fason, popijając latte, i nie odstawać od standardów lewackich znajomych.
Kiedy udziela pierwszego wywiadu jako literat, jego życie nabiera tempa, a on sam wpada w wir niecodziennych zdarzeń. Szasta lajkami, płaci swoim fejmem. Toczy filozoficzne dyskusje z kotami. Wpada na znanych ludzi w metrze i ucina sobie z nimi surrealistyczne pogawędki, choć już od dawna są martwi.
Krystian to bohater na miarę naszych czasów, w których ważne są filtry na Instagramie, a miłości poszukuje się za pomocą geolokalizacji.
Pełna czarnego humoru i sarkazmu powieść o millenialsach robiących kariery inne, niż im obiecywano. O rozczarowaniu i próbie radzenia sobie z rzeczywistością znacznie mniej nasyconą, niż ta na Insta.
Dobrze wiedzieć, że tym co nas najbardziej łączy, są wspólne paranoje, lęki i myśli, które mówimy sobie głowie. Powiedzmy sobie szczerze: uwielbiamy historie pociesznych nieudaczników, ponieważ automatycznie poprawia nam się od nich humor - nie jest z nami jednak tak źle. A już historie pisarzy nieudaczników to już w ogóle. Beka z artystów jest prawie tak dobra, jak beka z informatyków.
No więc jest zabawnie, zdarzało mi się prychać śmiechem w autobusie i pociągu. Bardzo lekka rzecz, dobra do czytania kiedy ma się względnie dobry nastrój i ochotę na coś niewymagającego, ale inteligentnego. Jeśli się ma/miało koty to +2 do śmieszności gratis.
Niektóre fragmenty są zbędne i przegadane, można by spokojnie całość skrócić o jakieś 70-80 stron i niektore sceny sobie poprostu darować. Za połową trochę siada flow, jakby autor się zmęczył byciem zabawnym i wraca ono już tylko na momenty.
Generalnie ciekawa rozgrzewka (bo to debiut), a druga książka autora ("Ludzie Dobrej Woli") w moim poczuciu dojrzalsza, a przede wszystkim kompletnie inna, co zaskakuje i zasługuje na pochwałę.
Czytając ów dzieło, warto zastanowić się nad czytaniem go na głos. Sobie samemu lub komuś bo od tej chwili cały tekst nabiera kolorów i pełności. Generalnie śmieszna książka, która z czystym sumieniem mogę polecić.
Fajne takie, internetowe. Dobrze się czyta, szczególnie pierwsze 2/3, które połknąłem w półtora dnia. Po intensywnej sesji trzeba odpocząć, ale tak czy siak lubikuję.
Nierówna, momentami bardzo dowcipna. Przeznaczona dla specyficznego typu odbiorcy, trzeba mieć do tego dobre podejście, inaczej nie wejdzie sprawnie w mózg.
Postać Krystiana Nowaka nie była mi wcześniej znana, ani za sprawą facebookowej strony „Zdelegalizować coaching i rozwój osobisty”, ani „Tak trzeba żyć”. Obserwatorem tej drugiej strony stałam się w momencie kiedy egzemplarz recenzyjny jego debiutanckiej powieści „Wszyscy ludzie których znam są chorzy psychicznie” był w drodze do mnie, aby choć przez chwilę wejść w buty autora. I trzeba przyznać zaintrygowała mnie okładka.
Główny bohater - Krystek pracuje jako „copywriter”, tworząc niebanalne ogłoszenia kupna-sprzedaży samochodów dla lokalnego serwisu ogłoszeniowego. Chodzenie do pracy nie traktuje ani jako obowiązek, ani jako konieczność. Jest statystycznym członkiem społeczeństwa, który pretenduje do stanowiska Wielkiego Pisarza. Ta książka marzeń to droga do sukcesu bohatera.
Pierwsze wrażenie jakie pojawiło się podczas lektury to brak wyodrębnionej fabuły. Z drugiej strony wybrzmiewa gdzieś echo, że rzeczywistość nas otaczająca zbudowana jest na lajkach, gdzie liczą się jedynie zasięgi i liczba obserwatorów. Tu sprawdza się stwierdzenie „nie ma cię w sieci = nie żyjesz”. To podśmiewanie się z ludzi, którzy z korpo wychodzą na lunch, a w modnej kawiarni na „S” zamawiają najbardziej wymyślną kawę, jaka jest dostępna w menu. A z drugiej strony zarabiają najniższą krajową na śmieciowej umowie.
„Wszyscy ludzie których znam (…)” to dużo absurdu i specyficzny humor, do którego trzeba się przyzwyczaić. To strach i obawa przed młodym pokoleniem, które nie wyobraża sobie życia bez Internetu. Pojawia się lekkie wrażenie, że starsze pokolenie, aż tak mocno nie zakorzenione w sieci może po prostu tej książki nie zrozumieć. Natomiast główny bohater to trochę swoisty wzorzec lub próba do jego dążenia, jak żyć aby przeżyć w świecie opartym na technologii i relacjach w chmurze.
Najmocniejszą stroną książki dla mnie pozostają koty Krystka, które żyją praktycznie jak ludzie, przemawiają ludzkim CAPS LOCK-owym głosem i prowadzą egzystencjalne rozprawki na temat życia swojego właściciela. To trochę dowód na tytułową „psychiczność”. Czytając ich dialogi uśmiałam się do łez.
Trudno mi jednoznacznie ocenić powieść. Czy polecam? Tak. Czy dla wszystkich? Nie. Jest i śmieszno, i straszno. To lęk przed tym jak zmienia się społeczeństwo i puste „co z nami będzie” nabiera naprawdę głębszego sensu.
Uwielbiam! Główny zarzut wobec tej książki to szczątkowa fabuła i trudno się z tym nie zgodzić. Ze to kolekcja żartów z fejowego profilu autora - i to prawda. Ale uwielbiam ten styl, uwielbiam ten język i dla mnie największa wada książki jest ze tak szybko się kończy. Mam nadzieje ze ten debiut do dalszej twórczości. Jak nie kochać książki w której są GADAJĄCE KOTY?!?
Kocie dialogi w tej książce to mistrzostwo świata. Może nie jest to dzieło wybitne, ale pośmiałam się trochę, zażenowałam parę razy i całkiem było fajnie.
Yyy, ja nie wiem co ja właśnie przeczytałam i dlaczego poświęciłam na to aż dwa wieczory. Zapowiadało się elegancko, ale gdzieś po drodze chyba skończył mi się kwas...
Nigdy nie wierzyłem w książki o copywriterach. Co innego powieści, których bohaterem jest biedny student, czy muszkieter.... tyle sucharu. Wszystko jedno, kim jest bohater, wierzę w to, że dobrą powieść można napisać z użyciem bohaterów wszelkich zawodów. Ale niektóre wymagają wyjścia poza schemat i naprawdę nieszablonowego pomysłu, inaczej pojawia się nuda. Straszna Nuda.
Nuda jako narzędzie krytycznej oceny książki bywa wyśmiewana w komentarzach, jako zbyt osobiste i niejasne kryterium. Jednocześnie gdy 300 stron czytasz przez dwa tygodnie, prokrastynując przy tym łapczywie, licząc na przeczytanie jej w samolocie, a gdy już tam docierasz, okazuje się, że poznałeś dokładnie ofertę duty free i wiesz kiedy kenijskie linie lotnicze zaczną latać do NY oraz tudiujesz uporczywie chmury za okienkiem, to znaczy, że nie może być dobrze. “Wszyscy ludzie, których znam są chorzy psychicznie" to sztampowa, nijakowymiarowa, narracyjnie prosta, literacko wyświechtana, nudna książka, której nawet pod palmę nie polecę. Nie wolno się nudzić podczas nudzenia! Literatura pisana z napięciem postów na fejsie wydaje się być zabawna, ale przy dłuższej lekturze wyjątkowo męcząca. Wystrzegajmy się i ostrzegajmy. Otóż tu nie ma nic ciekawego. Jest nudny bohater, nudna akcja i nudne refleksje. Do tego suchary o sojowym latte i ideologii dżender. I powtórzenia. I niepewność twórcy maskowana śmieszkowaniem. I tak na koniec będzie przecież można stworzyć mema dla Magazynu Porażka...
Krystek ma być przedstawicielem millenialsów, co wynika z opisu wydawcy, choć autor w książce używa kodu kulturowego przynależącego raczej starzejącym się trzydziestkom a nawet czterdziestkom (Kazik, T Love, Varius Manx itd). To już budzi moją nieufność wobec tego, kogo chciał Krystian Nowak (pseudonim) opisać. Krystek jest lewakiem, biegłym w pisaniu śmiesznych ogłoszeń o sprzedaży samochodów (traktowanych tu najwyraźniej jak atrakcyjne zapchajdziury). Mieszka w Warszawie, froteruje bruki Zbawiksa i pl Grzybowskiego, Ma koty, które z nim rozmawiają i te dialogi są nawet zabawne. Krystek jednak ma ambicje - chce zostać pisarzem, w końcu udzielił już wywiadu literackiemu periodykowi, a w głowie nosi nawet pierwszy rozdział swojego dzieła. Nowak dołożył odrobinę groteski, przemieszczeń czasowych, surrealizmu i… absurdalnych sformułowań. Ten ostatni “myk" polega na pisaniu np., “poszedłem do drugiego pokoju, ale mam tylko jeden, więc znalazłem się na balkonie”. Itd. Masłowska to piękne ograła poprzez “nieposiadanie", “niewychodzenie" itp. Tutaj to dość proste i po raz kolejny napisze - nudne zabiegi. Jak widzicie fabuły tu prawie nie ma, nie ma też dowcipu, bo ile można czytać rozbudowane statusy z fejsa, nienajgorsze dialogi pozbawione kompletnie tła i kontekstu? Oczywiście dla bywalców stołecznych hipsterowni tło nie musi być potrzebne, ale opisy rzeczywistości Nowak ma w poszanowaniu. A ja nie mam poszanowania dla takiej książki. Wynudziłem się, nie odkryto przede mną żadnej prawdy o millenialsach, właściwie to nic nowego mi nie powiedziano. Poza kilkoma sympatycznymi gagami, zabawnymi scenkami, to jest to produkt, bardziej w stylu rozbudowanego stand-upu niż ciekawej powieści.
W książce jest też jednak wyrażona pewna idea, a nawet dwie - jak się dokładniej przyjrzeć. Otóż autor zdaje się chciał opisać sytuacje ludzi, którzy etat znają tylko ze słyszenia i lekcji przedsiębiorczości w liceum, a wolny rynek reguluje wszystko, choć byśmy się nie wiem jak łudzili w ramach naszej bańki społecznej. No i jeszcze, że lajkami się nie nakarmimy. Praca w “start-upie", który zatrudnia bezrobotnego, by dostać dotacje, normcorowy szef Jarek i absurdalne zajęcie głównego bohatera mieszczą się w popularnej aktualnie krytyce korposzczurzej jak i hipsterzej utopii pracowniczej, nie wykazując się na etapie refleksji jakimiś innowacjami. Równie nudny jest wątek pisania książki, rozważań o roli i losie artystów. Myślę, że mamy do czynienia z częstą wśród debiutantów zasłoną - książką autoreferencyjną, w której pojawia się nawet jej recenzja autorstwa jednej z bohaterek (zaskakująco do niej pasująca), niejako po to by uprzedzić czy wyminąć zarzuty krytyki.
Książkę wydało flowbooks, imprint Znaku. Nie dziwię się, że to nie mogło być wydane w Znak Literanova, czy tym bardziej pod główną marką. Niestety ta książka nie ma flow i choć firmowana jest przez twórcę popularnych fanpejdży, to zdaje się, że nie bez powodu autorstwo jest pseudonimowe. To nie jest złoto, to jest zło.
Nie wystawiam oceny, bo trochę ciężko znaleźć odpowiedni punkt odniesienia: traktować to powieść czy jako 300-stronicowy shitpost? A może jako poradnik, jak nie pisać książek (bądź śmielej: czemu jednak zaczynać od pisania opowiadań i gdy ktoś pyta "a co napisałeś?" pokazywać z bardzo pewną siebie miną zacząć opowiadać o antologiach, mając nadzieję, że rozmówca nigdy w życiu ich nie sprawdzi?? A może broszurę, czemu (nie) warto uczyć koty mówić i zachowywać się jak człowiek? Przegląd memów z facebooka z +/- 3 lat poprzedzających wydanie powieści? Zmarnowaną szansę na rozważenie różnicy mocy lajków na różnych portalach społecznościowych w sytuacji płacenia nimi za obiad? Nie wiem, a co gorsza - nie wiem, czy sam autor to wiedział.
Zalety tej książki kończą się na ładnej okładce, którą ewentualnie możnaby wrzucić na instagrama. Napisana dużą czcionką i dziwnie wydrukowana mogłaby być spokojnie o połowę chudsza. Autorowi wydaje się, że naśladując styl "Zrób mi jakąś krzywdę" i wrzucając przekleństwo w każde zdanie wyda się elokwentny, zdystansowany i interesujący, jednak niestety efekt jest odwrotny. Za trzydzieści kilka złotych otrzymujemy książkę pozbawioną akcji i fabuły, z prymitywnym humorem i absolutnym brakiem sarkazmu. Bo chyba o to chodziło- sarkazm, ironię i czarny humor, jednak wyszedł jeden wielki bełkot. Książka o niczym. Najgorsza z przeczytanych w tym roku, a może i w życiu.
Debiutancka powieść Krystiana Nowaka składa się z: - chwytliwego i przykuwającego uwagę tytułu; - zdań "jestem pisarzem" oraz "tak działa wolny rynek"; - cynizmu i pogardy zwymiotowanych z niezwykłą starannością.
Komentarz społeczny najniższej próby, bełkotliwy i pretensjonalny. I nawet gadające koty nic tu nie zwojują.
Po "Dziewczynie z pociągu", spodziewałem się czegoś lepszego... Akcja toczy się bardzo sennie, bohaterowie niby mają złożone osobowości, ale tak naprawdę są bardzo przewidywalne. Kolejne fakty nie zaskakują, zakończenie tym bardziej... Czasem opisy tak przeciągane, że wiało nudą... No nie podobało mi się...
Zabawna satyra na pisarskie zmagania. Kocie rozmowy dają ciekawy wątek. Może chwilami za duże nagromadzenie viralowych tekstów z internetów... Moje pokolenie zrozumie, ale młodsi mogą stwierdzić, że niektóre kwestie krindżowe. Ogółem lekka powieść, szybko się czyta, można się wiele razy uśmiechnąć 😁
nie wiem w sumie czego się spodziewałam przed przeczytaniem tej książki ale raczej nie tego co przeczytałam... momentami nawet zabawna, ale przez większość czasu zastanawiałam się co ja w ogóle czytam i do czego to wszystko zmierza. meh.
Podpisuję się całkowicie pod opinią Alicji. Potencjał był bo autor ma trafne spostrzeżenia na temat Polaków ale sposób pisania i próba bycia śmiesznym i inteligentnym na siłę nie powiodła się 🤢🤷♀️