Czas burzy w życiu Felicji
Podchodziłam do książki niemal bez oczekiwań, gdyż z literaturą czasu wojennego mam znikome doświadczenie. Początkowo całkiem podobało mi się wszystko, co składało się na pierwszą część książki: charakterna bohaterka, świadoma swoich zalet i wad, świat pogrążony w oczekiwaniu na eskalację nieuniknionego konfliktu, a także pocztówki z życia miejskiego w Berlinie i wiejskiej sielanki Lulinna w roku 1914. Niestety, z każdą kolejną stroną moje zadowolenie ustępowało miejsca znużeniu, aż wreszcie irytacji.
Felicja Degnelly okazała się być całkiem zgrabną oszustką, nabierając po kolei czytelników i postaci książki na swoje szare oczy i pozornie ciekawą osobowość. Bohaterka przeżywa naprawdę trudne chwile podczas wojny, choć zdecydowaną większość z nich zawdzięcza nie tylko własnym działaniom, ale przede wszystkim niezrozumiałym dla mnie uporowi i ślepocie. Towarzyszenie komuś, kto niemalże bezrefleksyjnie brnie przez kolejne trudności życia, powodując jeszcze więcej bólu i zgryzoty u siebie oraz bliskich, było trudne i nadwyraz irytujące. Ciężko mi stwierdzić, czy to był zamysł autorki, aby sportretować, jaki typ osób i charakterów wybijały się podczas Wielkiej Wojny i dwudziestolecia międzywojennego, czy po prostu kiedyś tak próbowano opisać silną postać kobiecą? Mimo wszystko książka ma już swoje lata, a mnie naprawdę trudno oddzielić swoje współczesne spojrzenie od tego, w jaki sposób Charlotte Link przedstawiła swoją bohaterkę.
Zachowania Felicji, niejednokrotnie wątpliwe z punktu widzenia moralności i etyki tamtych czasów, miały na szczęście swoje konsekwencje oraz podstawy w tym, jak bohaterka przyjmowała świat. Zdecydowanie zabrakło mi odrobiny refleksji nad tym, czy tak egoistyczne podejście do świata faktycznie jest dobrą drogą. Dużo mówiło się o tym, zwłaszcza ustami Letycji (babki Felicji), że bohaterka może i jest egoistyczna, ale dba o swoich. Niestety to dbanie nie przeszkodziło jej niszczyć życia innych, by wieść wygodniejsze życie lub porzucać bliskich na wiele lat, nie znajdując dla nich czasu ani miejsca w ekscytującej codzienności.
Kronika towarzyska czy powieść?
No właśnie, które w końcu? Zdecydowana większość relacji między bohaterami rozgrywała się na przestrzeni może dziesięciu stron, nie licząc burzliwego i męczącego związku Felicji i Maksyma. Wszelkie śluby, zaręczyny, rozwody i kłótnie zamykały się w obrębie połowy rozdziału, a książka ma ponad 500 stron. Czym więc były one ostatecznie wypełnione? Sama do końca nie wiem.
Rodzina Degnellych, zajmująca centralne miejsce powieści, faktycznie nie tylko zostaje opisana, ale przede wszystkim sportretowana co do ostatniego członka. Być może właśnie te portrety wypełniły strony książki, tuż obok skrótowo opisanych relacji towarzyskich, szybko kończących się obrazów trudnej, wojennej i powojennej codzienności, oraz pseudointelektualnych usprawiedliwień paskudnego zachowania Felicji.
Na zachodzie bez zmian
Znając obraz Wielkiej Wojny głównie z kinematografii, odczuwałam niedosyt w przedstawieniu wojennej codzienności frontu zachodniego i wschodniego. Jedna, krótka historia Christophera oraz mgliste opisy z lazaretu, w którym pracowała Felicja, wydawały się niewystarczające do opisania tego, jak okropny był to okres. Byłam zawiedziona, podobnie jak opisem obozu jenieckiego w Rosji.
Kwestię scen obyczajowych i kontekstu społecznego zdecydowanie uratował opis rewolucji lutowej, oraz późniejsze obrazy z powojennych Niemiec, w których prosty lud głodował, a do władzy dochodziły co raz to bardziej radykalne opcje polityczne. Charlotte Link, w mojej opinii, o wiele lepiej poradziła sobie z zagłębieniem się w złożoność problemów społecznych dwudziestolecia międzywojennego, niż scenami czysto wojennymi.
Romans bez romansu
Ostatnią bolączką tej książki był dla mnie brak wątku romantycznego. Pomimo tego, że Felicja w swoim życiu deklaruje miłość do dwóch mężczyzn, w historii praktycznie w ogóle tego nie widać. Alex Lombard pojawia się i znika, rzadko dostając więcej miejsca niż kilka złośliwych komentarzy i okazję do wypicia. Jego małżeństwo z Felicją było dla mnie ogromnym rozczarowaniem, chyba większym niż dla niego samego.
Maksym Marakow był jeszcze większą solą w oku, niepotrafiący skleić jednego, sensownego zdania bez ideologii socjalistycznej. Jego gburowatość i poczucie wyższości idealnie pasowało do bohaterki, jednocześnie podkreślając to, jak nieznośna momentami była Felicja. Ich relacja, choć w teorii pełna napięcia i dramatów, rozwleczona na ponad 500 stron męczyła i gdy wreszcie bohaterowie dochodzą do konkluzji, iż nie są dla siebie dobrzy, jedyne, na co ma się ochotę, to wywrócenie oczami.
Benjamin Lavergne okazał się postacią tak samo tragiczną, jak nijaką, stanowiącą jedynie tło dla życia Felicji.
Co gorsza, ta nijakość i bladość relacji romantycznych dotyczy każdej podobnej relacji w książce. Nieważne, czy śledzimy losy Felicji, Kat, Niny, czy Sary. Dodatkowo autorka zdecydowała się przedstawić kilka scen zbliżeń, w których zgoda kobiety była co najmniej wątpliwa, po czym przemilczeć kwestię tego, że być może kobiety te zostały wykorzystane.
Jak kot, na cztery łapy
Książka, podobnie jak jej bohaterka, ostatecznie wychodzi na swoje. Podsumowując moje wrażenia, muszę powiedzieć, że lektura nie była całkowicie nieprzyjemna. Autorka z pewnością potrafiła oddać atmosferę i drobnostki, które sprawiały, że opisy codzienności Berlińczyków stawały się żywe oraz przejmujące. Bohaterowie, choć często zawodzący oczekiwania, byli wyraziści i spójni w ramach tego, co zostało dla nich założone. Fabuła zaś pędziła szybko, bez przystanków i zawracania sobie głowy czasem na refleksję. Na przestrzeni jednej powieści poznaliśmy życie Niemców na przestrzeni prawie piętnastu lat, z całą intensywnością doznań wojny, rewolucji, radości życia oraz krachu ekonomicznego.
Skłamałabym, mówiąc, że nie jestem ciekawa, jak barwne życie Felicji wpłynęło na małą Belle Lombard oraz Ninę Degnelly. Być może kiedyś sięgnę po kolejną część, ulegając nie tylko słabości do obserwowania często niedorzecznych dramatów rodzinnych, ale również temu, w jaki sposób Charlotte Link sportretowała niesamowicie ciekawy okres w historii Europy.