W zdewastowanym świecie przetrwały nieliczne, zarządzane przez korporacje Miasta. Uzależniony od cyfrowych narkotyków Neth żyje w jednym z nich, otoczonym przez pustynię RepTek Polis. Tutaj granice cywilizacji i względnego bezpieczeństwa wyznacza technologia - tam gdzie nie sięgają macki firmy panuje chaos. W Przymurzu, jednej z takich dzielnic znajduje się nielegalne laboratorium, stanowiące dla Netha i jego dilera Wiz.una łakomy kąsek. Nie przypuszczają oni jednak, że grasujący w tej dzielnicy zmutowani ocaleńcy Błękitnej Plagi, wszelkiej maści bioćpuny i zintegrowany system obronny placówki to dopiero początek ich problemów. Konsekwencje tego włamania zmienią losy całego Polis i nie tylko...
Zasiadając do lektury Cyfraka, liczyłem na solidną dawkę cyberpunku z nutą postapo — i dokładnie to dostałem. Haladyn prowadzi czytelnika przez historię dynamiczną, pełną akcji i pytań o granice technologii oraz wolność jednostki w świecie coraz bardziej zszytym z maszynami.
Choć motywy gatunkowe są znajome — wirtualne rzeczywistości, bioniczne ulepszenia, człowiek podpięty do sieci — autor podaje je świeżo, głównie dzięki pomysłowi tytułowego Cyfraka. To koncept, który wyróżnia się na tle klasyki i naprawdę zapada w pamięć.
Świat Netha działa na wyobraźnię, a całość wciąga jak dobrze naoliwiona cyberprzygoda. Jedyny minus? Fabuła nie zamyka się w jednym tomie, a apetyt na finał rośnie z każdą stroną. Nic to — po takiej dawce dobrej zabawy chętnie sięgnę po kontynuację.
Na koniec warto wspomnieć o wydaniu. Okładka nie tylko wygląda świetnie, ale trafnie oddaje klimat powieści i daje delikatny przedsmak tego, co czeka nas w środku. Cyfrak to może nie rewolucja, ale porządny kawał rozrywki, dynamiczny, dystopijny i bardzo satysfakcjonujący.
Cieszę się bardzo, że zaczęłam te czytać świeżo po grze Cyberpunk2077. Niezwykły klimat - ciężki, mroczny.Książka upchana w 90% sama akcja, aż ciężko się oderwać. Polecam. Niestety nie porwał mnie wątek romantyczny(?)... Jednakże nadal 5!
Mój książkowy romans z Krzysztofem Haladynem, z wykształcenia dziennikarzem i specjalistą public relations, rozpoczęłam od wspólnego wkroczenia do Zony. I muszę Wam się przyznać, że to wspólne szwendanie się po drugiej stronie kordonu pochłonęło mnie całkowicie, a uroczy Sołdat skradł moje serduszko (tylko nie mówcie nic mojemu ślubnemu ;)). Dlatego też na fali tych niezwykle miłych wspomnień postanowiłam sprawdzić, jak autor poradził sobie na cybernetycznym poletku i sięgnęłam po kolejną w dorobku autora książkę pod tytułem Cyfrak.
Wielki włam. Neth jest jednym z serwisantów korporacyjnych multiterminali, który prowadzi nierówny bój z Cyfrakami, czyli bytami, które są pozostałościami starego cyfrowego kodu. Ponieważ praca w korpo jest nieco męcząca, dlatego dodaje smaczku swojemu życiu bionarkotykami. Wiadomo jednak, iż wspomagacze wszelakiej maści tanie nie są, więc Neth wykorzystuje swoje umiejętności i dorabia na boku.
No i właśnie jedno ze zleceń od zaufanego dilera Wiz.una, kończy się dla Netha szeregiem komplikacji, przy których zmutowani ocaleńcy Błękitnej Plagi czy bioćpuny stają się dla niego najmniejszym problemem.
Hmm… Sama nie wiem. ;) :P Ciężko mi się ustosunkować do tej książki, targają mną mieszane uczucia i ogólnie mam mętlik w głowie. ;)
Wszystko przez to, iż pomysł, jak i „pierwsze takty” książki ujęły mnie całkowicie. Akcja była dynamiczna, każdy element fabuły i opis był przemyślany oraz pozwalał na pewien element dywagacji z mojej strony.
Do tego Neth ze swoją zdolnością widzenia Cyfraków roztaczał wokół siebie taką małą aurę tajemniczości, a jego „akcje” wskazywały jasno, że aureolka nie jest mu pisana i jeszcze wiele ciekawego mogę się po nim spodziewać. ;)
No i niestety, gdy już dobrnęłam do punktu, w którym poznałam „kierunek dalszych działań”, miałam wrażenie, że autorowi uruchomił się tryb Speedy Gonzales i najważniejsze było tylko odhaczanie punktów na liście. Przez co historia straciła głębię i ten początkowy zachwyt uleciał jak piórko unoszące się przy lekkim podmuchu wiatru.
Oczywiście nie zmienia to faktu, że książkę mimo wszystko czytało mi się dobrze, może bez fanfar, ale jednak jakoś tak sympatycznie. ;) No i chyba co najważniejsze w przypadku takich pozycji, to autorowi należy się duży plus za to, że nie przedobrzył z technicznym językiem i w mojej ocenie dość dobrze odnalazł się w cyfrowym świecie.
Dlatego, jeżeli macie ochotę na połączenie cyberpunka z postapo, to myślę, że Cyfrak Krzysztofa Haladyna jest dokładnie tym, czego szukacie. Polecam i czekam na kolejne spotkanie z Nethem i spółką.