Jump to ratings and reviews
Rate this book

Ortodroma

Rate this book
Ortodroma (gr. orthós – prosty, drómos – bieg, tor wyścigowy) – najkrótsza droga pomiędzy dwoma punktami na powierzchni kuli biegnąca po jej powierzchni
W 1914 roku Ernest Shackleton wyruszył na pokładzie Endurance w podróż, która przeszła do historii. Cel był jasno określony – Antarktyda. Pomimo wysiłków całej załogi statek został uwięziony w lodzie – od kontynentu dzielił ich dzień żeglugi. Rozpoczął się wyścig o życie w skrajnie nieprzyjaznym, bezlitosnym i wymagającym pustkowiu.

Ponad wiek później inna załoga wyrusza w rejs, by powtórzyć trasę legendarnej wyprawy. Jednym z kapitanów jest Mateusz Janiszewski – lekarz, podróżnik, pisarz. Zaplanowana na wiele miesięcy podróż okazuje się dużo bardziej wymagająca – nie dla podróżnika, dla człowieka.

W tym znakomitym reportażu literackim nawiązującym do najlepszych tekstów podróżniczych Janiszewski zabiera nas w nieznane, w wyprawę poza granice ludzkiej wytrzymałości, do świata, który jest skrajnie nieprzyjazny, ale który – jeśli się na niego otworzymy – nas przeniknie.

W swym pojmowaniu bezkresu Janiszewski daje nam doświadczenie iście conradowskie. Dotknięcie tajemnicy.

208 pages, Paperback

Published June 18, 2018

2 people are currently reading
30 people want to read

About the author

Mateusz Janiszewski

5 books3 followers

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
9 (16%)
4 stars
7 (12%)
3 stars
21 (37%)
2 stars
13 (23%)
1 star
6 (10%)
Displaying 1 - 14 of 14 reviews
Profile Image for Wojciech Szot.
Author 16 books1,424 followers
April 3, 2020
Egzemplarze recenzenckie z odautorską adnotacją, komentarzem czy dedykacją budzą zawsze mój niepokój. Bo ktoś chciał dobrze, chciał być miły, a może mu nie wyszło… I teraz trzeba będzie mu to napisać, a i jeszcze światu ogłosić. Tak jest w przypadku Mateusza Janiszewskiego, któremu “Ortodroma” nie wyszła. A chciał dobrze i ładnie wpisał się na stronie tytułowej.

W powieści, a właściwie zbiorze spostrzeżeń o świecie ubranych w formę powieści, a może bardziej… eseju intelektualnym z podróży… reportażu z nadmiarem ‘ja’, a może… no właśnie, “Ortodroma” stanowi zagadkę. Zapewne miała być opowieścią o podróżach po krańcach Ziemi (już widzę jak czyta to jakiś Argentyńczyk i puka się w głowę, skoro ten kraniec to jego podwórko), ubranych w filozoficzną przypowieść i rozważania nad człowieczym losem, ale autor tak zadurzył się w słowach, że stworzył dzieło manierystyczne, w którym nadmiar przymiotników wprowadził nieznośną kakofonię praktycznie uniemożliwiając lekturę. Oto przykład pierwszy z brzegu:

“Ulica prowadzi mnie w stronę szeregu rządowych budynków, surowych brył z wąskimi oknami i betonowymi żaluzjami, szarych kostek surowo wpatrujących się w asyście pomników martwych bohaterów w podbiegające pod ich stopy życie (...)”.

To nie jest koniec tego zdania. A teraz wyobraźcie sobie książkę, która składa się z tysiąca przymiotników, w której narracja i logika opowieści poddane są całkowicie zalewowi słów, którymi autor najwyraźniej się rozkoszuje. Niestety rozkosz ta nie przechodzi na czytelnika, któremu pozostają długie i mozolne godziny z twarzą z minuty na minutę zamieniającą się w jeden wielki pytajnik - “po co?” Po co tak zapchać swoją opowieść słowami, by przestała być czytelna? Czy filozofia potrzebuje wielu słów? Czy opisy muszę brzmieć tak, że “bezbarwne miasteczka nanizane na kręgosłup drogi z rzadka tylko ożywiane są stadami przeganianych ich środkiem koni, wychudzonych chabet…”.

Janiszewski w efekcie uzyskał parodię książki filozoficznej i niestety - mówię to z przykrościa acz czarnym serduszkiem - jest pisarzem zapominajacym, że rzadko kiedy udaje się opowiedzieć coś ciekawego poprzez nadmiar, raczej redukcja i ostrożne korzystanie ze słownika dają szansę wyobraźni. Janiszewski nie daje nam ani chwili oddechu i w swojej opowieści o podróżach wkroczył na teren pastiszu. Przebijanie się przez “Ortodromę” do opowieści o autorze i jego podróży na Antarktydę jest ciężką drogą, której nie warto przebywać. Ja się po niej czułem wykończony, jak te wychudzone chabety nanizane na miasteczka na kręgosłupie… czy jak to tam szło. Nie warto waszego czasu.

Profile Image for Dawid Zaraziński.
122 reviews2 followers
November 24, 2019
Poetycki niemal zapis podróży na koniec świata. Są i cenne spostrzeżenia, są piękne słowa. Ale trudno mi się oprzeć wrażeniu, że za dużo tutaj formy i pustych stron rozpychających książkę. Zachęcam do posmakowania, choć to nie moje smaki.
184 reviews3 followers
June 5, 2018
W 1914 roku Ernest Shackleton postawił sobie za cel dopłynięcie do brzegów Antarktydy. Wyprawa przeszła do historii gdyż statek został uwięziony w lodzie, a od kontynentu dzielił ich dzień żeglugi. Załoga walczyła o przeżycie w mało sprzyjających warunkach. W 2015 roku jacht, gdzie jednym z kapitanów był Polak Mateusz Janiszewski, postanowił popłynąć śladami Endurance.

Podróż startuje w Buenos Aires, gdzie rozpoczyna się nie tylko Wielka Wyprawa, ale walka człowieka ze słabościami, swoista walka o przetrwanie. Cała książka to reportaż mocno literacki, ukraszony soczystymi porównaniami i nawiązaniem do klasyki literatury. Nie czyta się łatwo, bo i też nie mówi o rzeczach błahych. To swoisty tekst gdzie reporterskie oko zostaje wyparte przez analizę uczuć i dawkę silnych emocji. To nie jest klasyczna opowieść z gatunku byłem-widziałem, to uzewnętrznienie się autora, obnażenie z najbardziej intymnych przemyśleń. Książka jest trudna w odbiorze, a czytanie wymaga skupienia, tylko dla wymagających. Ciekawa czytelnicza przygoda.

Mateusz Janiszewski – lekarz, podróżnik, pisarz. Przyznaję, że do tej pory nazwisko mi obce. Jego „Ortodroma” od samego początku kojarzyła się z pamiętnikami spod zimowej wyprawy na K2, tworzonej przez Rafała Fronię, chociaż otoczenie i tematyka trochę inne, to klimat tekstu niezmierne podobny i poruszający te same struny w czytelniku.


56 reviews
November 8, 2020
Początkowo mi się nie podobała i do końca została pewna ambiwalencja, ale to dobra książka. I trochę odnośnik do innych dobrych książek ;)

To jest bardzo "post". Post-Centkiewiczowskie, post-Urbańczykowe, post-Melville. Trochę "po piśmie" jak pisał Dukaj - bardzo duży strumień odczuć i wrażeń.

To opowieść o wyprawie o której kiedyś marzyłem ale już raczej nie odbędę, bo mi będzie szkoda czasu i pieniędzy na to żeby romantycznie marznąć, moknąć i rzygać przez 8 tygodni. Ale to jednak powrót do pewnych marzeń.
Profile Image for Lew Stanisława.
151 reviews
August 4, 2023
Tak bardzo chciałabym dać temu ujemne gwiazdki. Przerośnięte ego, rasizm, klasizm, pierdolenie od rzeczy. Autor nie idzie, on "brnie"; nie wychodzi ze śpiworka, ale "zdziera go"; nie ma choroby morskiej, ale "woreczki rzygowin otaczają jego głowę jak aureola". Myśli, że co najmniej odkrył Buenos Aires, a inni ludzie to "chochoły" o "marnych żyćkach". Cały paragraf o tym, że jest kurna sierotą i nie potrafi założyć kurtki. Inny o tym, że jest ZŁY na ludzi, co mają normalne życia ("żyćka" ofc) w miejscu, gdzie on miał przeżywać swoje neokolonialne przygody. Jprdl. No nie da się tego czytać.
Profile Image for Katarzyn.
19 reviews6 followers
September 8, 2021
2,75
Niby mi się podobała, niby niektóre zdania bardzo ładne... ale! Za dużo słów. Chyba trochę przekombinowana.
3 reviews
August 4, 2023
Jakby wydano to pod koniec XIX wieku to pewnie nawet by się przyjęło w trendzie kolonialnych ego-tripów.
Profile Image for Izabela.
12 reviews1 follower
April 21, 2024
Taki styl musi mieć w sobie to coś, żeby zadziałać, tu niestety tego zabrakło i książka zostawiła mnie za szybą, szkoda.
Profile Image for Lady Captain Bók.
177 reviews1 follower
December 3, 2021
Po pierwsze marnotrastwo miejsca, dużo pustych kartek, gdyby to zapełnić jak normalną książkę z 200 stron było by bliżej 100. Na plus opis śmieci w wodzie i opis choroby morskiej. Czy ten Pan naprawdę jest żeglarzem? Bo ta książka jest bez życia, jakby co najmniej był to tylko słownik ładnych słówek. Była co prawda przez chwilę nadzieja, pojawiły się uczucia do jachtu i przygody... I szybko umarło. Także opis życia na morzu na małej jednostce - nuda. Nie będę się już czepiać techniki pływania, może sternik był po prostu inaczej uczony.
Mieszanie jakiś dziwnych wątków z innych książek... Po co? Jedyna wspólna to Antarktyda to jeszcze nie powód aby o tym pisać przez 2 rozdziały.
Jeszcze jeden plus to zachęcenie przez autora do własnej interpretacji zagranicznych tekstów niż tylko w sposób jaki podaje tłumacz (np. różne znaczenie jednego słowa w innym języku zmienia wydźwięk całego zdania)
Ogólne wrażenie, że książka jest przeintelektualizowana, oprawiona w wielkie ładne słówka, a pisanie tego chyba było dla autora męka...

https://youtu.be/uRzWSvV9Gfs
Displaying 1 - 14 of 14 reviews

Can't find what you're looking for?

Get help and learn more about the design.