[cztery i pół gwiazdki tak naprawdę]
To była dla mnie strasznie fascynująca lektura, choć miejscami frustrująca (o tym chwilę dalej). Fabularnie jest to książka opowiadająca prawdziwą historię dwóch norweskich dziewcząt somalijskiego pochodzenia, które w 2013 roku opuściły rodzinę, żeby pojechać do Syrii i tam przyłączyć się do tworzenia Państwa Islamskiego. Jest to też opowieść o tym, co było przed – o radykalizacji i nieoczywistej drodze od feminizującej piętnastolatki do dziewiętnastolatki, która uznaje całkowite poddaństwo względem męża, którego nawet dobrze nie zna – i o tym, co stało się potem – i z dziewczętami (choć tego jest tu najmniej) i z rodziną, którą zostawiły (reakcje są różne i czasem nieoczywiste). W tle jest też solidnie nakreślona krótka historia najgorszej wojny ostatnich lat, która mi mocno pomogła, bo, choć trochę wstyd się przyznać, w morzu informacji medialnych o tym, które miasto kto aktualnie bombarduje i jak bardzo cierpią cywile, straciłam trochę z oczu sens tego, jakie tam są strony konfliktu i dlaczego. Poznawczo jest to szalenie interesujące – daje wgląd w mnóstwo rzeczy – i somalijską diasporę w Norwegii, i strukturę norweskiej edukacji, i różnice miedzy różnymi szkołami islamu, i w końcu realia życia na syryjskim pograniczu (są tam wspaniałe sceny – na przykład ta, gdy ojciec dziewcząt jedzie za nimi do Syrii i wkraczając do tego kraju musi dla własnego bezpieczeństwa przedstawić się wszystkim stronom konfliktu po kolei, a jest ich dużo, i uzyskać od nich „zabezpieczenie” bezpiecznego pobytu). Do tego dostajemy też pogłębiony portret rodziny, której błędy nie są do końca oczywiste, i którą odejście córek fundamentalnie zmienia (i to nie na lepsze). Sam portret ojca rodziny, dla którego odzyskanie córek staje się powoli obsesją, która właściwie niszczy mu życie, i popycha go też do działań, które trudno pochwalać, jest wart przeczytania. To, co mnie przy czytaniu frustrowało też nie jest winą książki tylko nieuniknionym efektem ubocznym czytania o prawdziwych ludziach, którzy nie chcą dostosować się do mojej logiki – książka przytacza na przykład sporo autentycznych rozmów, które jedna z przebywających już wtedy w Syrii sióstr odbywała przez Internet ze swoim szybko ateizującym się bratem – w całości są to rozmowy o tym, czy bóg istnieje czy nie, i czy religia ma sens i brat usiłuje przekonywać siostrę do zmiany zdania wyłącznie na tym quasi-egzystencjalnym polu, gdy ja w tle frustruję się ogromnie tym, że on nie pyta nawet o to, jak ona może żyć na cudzej śmierci i krzywdzie i gdzie jest jej jakiś fundamentalne człowieczeństwo. Wszystkich odpowiedzi oczywiście ta książka nie daje - nie wiem, czy w ogóle się da - ale autorka wykonała ogromną pracę i zrobiła wszystko, żeby pokazać nam kontekst i paralele. Nie jest to też historia o "typowej" czy "reprezentacyjnej" radykalizacji (ta jest zazwyczaj męska), ale to też w sumie czyni ja bardziej interesującą i bolesną w czytaniu (bolesną, bo paradoksalnie, wśród kilkunastu czynników, które doprowadziły do tego, że siostry znalazły się tam, gdzie są, jest na przykład też to, że ojciec rodziny wychował córki z nietradycyjną swobodą, która pozwoliła szczególnie starszej przekuć zaradność i pewność siebie w skuteczny plan ucieczki).