Detektyw Szymon Solański bawi się na weselu w Zdrojowicach. Na moment wymyka się z uroczystości i trafi a na teren budowy kolejnego budynku hotelu. W świeżo wylanych fundamentach odkrywa ciało. Ktoś zamordował miejscowego aptekarza!
Właściciel hotelu, którego interes jest zagrożony, zleca Solańskiemu odnalezienie mordercy. W śledztwo włącza się Róża Kwiatkowska, a i kundelek Gucio tu i ówdzie wetknie swój nos. W tej malowniczej beskidzkiej wiosce każdy zna każdego, a mieszkańcy niechętnie zdradzają swoje tajemnice. Dla Szymona ta sprawa jest tym trudniejsza, że to właśnie w Zdrojowicach zginęła w pożarze jego żona...
Ja już naprawdę nie wiem co mam pisać o guciowej serii, bo co ja jeszcze mogę pochwalić? Wciąż podtrzymuję wszystko, co pisałam w poprzednich recenzjach - to jest Mistrzostwo przez duże eM.
W tej części nie zabrakło ani emocji, ani humoru, ani dobrej fabuły. Najbardziej rozpływam się nad językiem i pomysłowością autorki. W sumie to mogę powiedzieć, że rozpływam się nad autorką. ;) Matyszczak jest wyjątkowo spostrzegawcza w codziennym życiu, a widać to niemal na każdej stronie powieści - po prostu majstersztyk jeśli chodzi o porównania czy skojarzenia! Dodatkowo lubimy chyba te same książki i seriale, co sprawia, że każdy żart spod jej pióra jest dla mnie przezabawny, bo zwyczajnie zrozumiały, a przy tym niecodzienny. To są też jedyne książki, a przecież czytam dużo, które cytuję mężowatemu bez przerwy i oboje zaśmiewamy się z tych cytatów do łez. Oboje też bez ustanku powtarzamy, że żeby takie teksty wymyślać, to trzeba mieć łeb nie od parady. ;) Polecam Wam Gucia i spółkę z całego serca. Lepszych komedii kryminalnych nie znajdziecie.
Ps. Tradycyjnie cytat dla smaczku: „Kwiatkowska wygładziła czoło - niechybny znak, że z sukcesem zakończyła proces myślowy.”
Strasznie się wynudziłam. Zagadka kryminalna (z kiepskim zresztą rozwiązaniem) ginie w masie niepotrzebnych pseudoslapstickowych scenek, ciągle ktoś na kogoś wpada, wywraca się, zrzuca w sklepie cały towar... Raz na jakiś czas do przyjęcia w książce, ale co 12 stron?! Na dodatek chemii miłosnej nie ma ani między Różą i Solańskim, ani między tąż samą a Bólem. Jedyna ładna scena, to Róża wzruszona Bólem ratującym żaby. Trochę mało na 300 stron.
Ja chrzanię, ale porażka. Czytałem wcześniejsze tomy, były nieco nierówne, ale ten to jest jakaś totalna katastrofa. Narracja jest niespójna, próby złamania porządku chronologicznego są chaotyczne zamiast intrygujące. Postacie zrobiły się potwornie irytujące - Róża, która ma być nieco enfant terrible stała się zamiast tego zwyczajnie durną chamowatą babą. W tej książce jest tak potwornie antypatyczna, że byłem bliski przerzucania kartek na których się pojawiała. Jedyne co ją ratowało, to to że Szymon stał się skończonym debilem, więc nie była sama. Mam wrażenie że książka powstawała w czasie jakiegoś strasznego wzmożenia politycznego, bo strasznie dużo w niej słabych żartów na ten temat - samo w sobie nic takiego, ale są wepchnięte tak bardzo na siłę, że normalnie wypadają i trzeba je przyklejać przylepcem, żeby się to wszystko nie rozlazło. Niby z jakiego powodu Róża zaglądając w oczy śmierci na rowerze bez hamulców myśli o odstrzale dzików, to ja po prostu sobie nie mogę wyobrazić (nawet biorąc pod uwagę jej upośledzenie intelektualne w tej części). Przecież naprawdę, można zażartować śmiesznie, a to jest jakaś totalna porażka. Gwoździem do trumny jest intryga, która jest tak niewiarygodna i bezsensowna, że w chwili wyjaśnienia sytuacji wychodzi na to, że nasi bohaterowie trafili do wioski w której IQ poniżej 50 jest dziedziczną i uniwersalną przypadłością (inna sprawa, że wcale by się nie wyróżniali). Wydaje się, że ważniejsze od prawdopodobieństwa były względy słuszności politycznej - ale nawet to nie tłumaczy zwyczajnego kretynizmu całej koncepcji. Ogólnie poziom znacznie poniżej dna i doradzałbym autorce poszukać nowej pracy, bo z chatem GPT raczej nie ma szans, on ma lepsze poczucie humoru.
Bardzo przyjemna, wciągająca, napisana z humorem książka. Momentami chaotyczna z racji niechronologicznego sposobu prowadzenia przez autorkę narracji, znalazło się też miejsce dla sporej ilości klisz i ogranych rozwiązań. Z drugiej strony - powieści takie, jak "Zło czai się na szczycie" nie muszą być innowacyjne - ich celem jest danie czytelnikowi rozrywki i jako taki właśnie umilacz czasu ta książka sprawdza się idealnie. Napisana z polotem, lekkim piórem, a fragmenty z perspektywy psa Gucia są przecudowne. Zdecydowanie polecam i sama chętnie też sięgnę jeszcze po jakąś książkę tej autorki.
Podobnie jak poprzednia sprawny i dobrze sie czytajacy kryminal na wakacje. Moze troche wiecej grozy niz w popraedniej czesci, co mos=zna zrozumiec, biorac pod uwage nierozwazna decyzje autorki o podjeciu budowy domku w gorach z pieknym widokiem.