Książka "Zmagania o Beksińskiego" to bardzo szczera opowieść Piotra Dmochowskiego o jego relacji ze Zdzisławem Beksińskim. Mimo iż autor jest wielbicielem i promotorem talentu artysty, przedstawia go bez sentymentów, z jego wadami i słabościami. Książka jest kopalnią ciekawych, niejednokrotnie fascynujących, informacji o tragicznie zmarłym malarzu.
"Gdybym posiadał obrazy Picassa lub Leonarda da Vinci to bym zaraz je oddał na aukcje i dobrze sprzedał, aby za te pieniądze kupić obrazy Beksińskiego, których jeszcze nie posiadam i wybudować im wielkie, piękne muzeum." Piotr Dmochowski
Dla każdego, kto wcześniej zetknął się z biografią Zdzisława Beksińskiego, a tematu nie zgłębił, postać Piotra Dmochowskiego może wydawać się w najlepszym wypadku kontrowersyjna. Dobrze znamy wersję zdarzeń opowiedzianą przez artystę, a później wielokrotnie powielaną. Należy jednak pamiętać o tym, że medal ma dwie strony, a i trzecią na upartego da się znaleźć.
"Zmagania o Beksińskiego" są historią popularyzowania malarstwa Zdzisława we Francji oraz innych zachodnich państwach. Choć geniusz Beksińskiego wydawał się oczywisty, zadanie rozpowszechnienia jego sztuki poza granicami Polski okazało się przedsięwzięciem żmudnym, karkołomnym, frustrującym, a w początkowej fazie najczęściej bezowocnym. Zapiski rozpoczynają się w momencie, gdy pierwsza bardzo kosztowa wystawa malarstwa Beksińskiego odniosła sukces wśród zwiedzających, jednak żaden z przedstawicieli kultury, dziennikarzy, czy kolekcjonerów nie wyraził swojego entuzjazmu (delikatnie powiedziawszy) na jej temat. W związku z tym od pierwszych stron otrzymujemy obraz Piotra Dmochowskiego – autora i narratora jednocześnie – złamanego, przytłoczonego długami oraz przerażonego wizją przyszłości. Osią całej historii jest nie tylko heroiczna próba promocji obrazów Beksińskiego, ale również walka o odbicie się od finansowego dna.
Książce można zarzucić, że niewiele jest w niej Beksińskiego, ale prawda jest taka, że jest go równie wiele, co za mało. Są rozdziały poświęcone tylko jemu, ale zdecydowana większość książki opowiada historię jej autora, jego starania, wspomnienia i przemyślenia. Autor nikogo nie oszczędza, tak jak nikogo zwykle nie oszczędza się w pamiętnikach, które z zasady zawierają najintymniejsze i najszczersze (choć niekoniecznie pozytywne) opinie i sądy. To nieprawdopodobne jak wiele spostrzeżeń zapisanych w latach osiemdziesiątych, dzisiaj ciągle wydaje się aktualna: kontrolowany pluralizm społeczeństwa demokratycznego, duchowy upadek zachodniej cywilizacji, absurdalne wyroki sądowe, układy wśród dziennikarzy, terroryzm. "Zmagania o Beksińskiego" są niezwykle ciekawym przewodnikiem po Francji lat osiemdziesiątych z punktu widzenia emigranta, który do wszystkiego musiał dojść własną ciężką pracą.
Wspomnienia Piotra Dmochowskiego spisane są bardzo przyjemnym, żywym i gawędziarskim stylem. Niektóre anegdoty są zabawne, inne wstrząsające. Bardzo wnikliwe analizy rzeczywistości, przeplatają się z humorystycznymi opowiastkami z dzieciństwa i młodości autora. Oczywiście słowne okrucieństwo i bezlitosne obnażanie wad i słabości nie każdemu przypadnie do gustu, dla mnie jednak ten nieidealny obraz człowieka jest po prostu ludzki i takim właśnie chciałam go zobaczyć.
Jeżeli miałabym mieć jakiś zarzut, to według mnie książka kończy się nagle i bez ostrzeżenia. Oczywiście całość jest spójna i zamknięta klamrą, na którą składają się zorganizowane wystawy, ale żal mi było kończyć tę lekturę i pomimo jej niemałej objętości czuję, że skończyła się zdecydowanie zbyt szybko.
Podsumowując, "Zmagania o Beksińskiego" nie są biografią malarza (to zadziwiające, ale w negatywnych opiniach na temat książki przewijał się taki zarzut). Jeśli ktoś chce poznać życiorys artysty, polecam zajrzeć do innych pozycji (np. "Beksińscy. Portret podwójny"). W książce Piotra Dmochowskiego Beksiński i jego twórczość stanowią tylko tło (choć bardzo wyraziste) i motyw do opisania działalności promotorskiej autora, jego rozważań i wspomnień. Książkę polecam przede wszystkim tym, których interesuje tematyka malarstwa sanockiego Mistrza. Warto by zajrzeli do niej również Ci, którzy uważają, że doskonale orientują się w skomplikowanych relacjach między Beksińskim i Dmochowskim, a które przez samego malarza oraz opinię publiczną były przekazywane jednostronnie. W moim odczuciu: zbyt jednostronnie. "Zmagania o Beksińskiego" przedstawiają relację obu panów, ale z zupełnie innej, niepopularnej strony, dopełniając znacznie bardziej rozpowszechnioną wersję Beksińskiego.
Zbyt rozwleczona. Dziennik omawiający parę miesięcy z życia Dmochowskiego, czyta się jak dziennik dotyczący wydarzeń rozgrywających się na przestrzeni 20 lat. Oczywiście są tu ciekawe wpisy, ale giną w natłoku jego osobistych wycieczek w stronę paryskich instytucji urzędniczych i ogólnego betonu myślowego francuskiego rynku sztuki.
Dość nużąca lektura. W miarę czytania kibicowałem autorowi w wysiłkach w jego misji ale coraz bardziej miałem go dość. Specyficzny ekshibicjonizm - rozumiem sens pisania tego dla siebie, nie pojmuję wydawania.
Czas czytania: 25,5h, głównie przy jedzeniu lub na takim zmęczeniu że i tak nic bardziej produktywnego bym nie zrobił.