Makabryczne szkolenie asów polskiej policji W śrubę napędową barki powoli sunącej po Wiśle zaplątała się ludzka skóra. Wieść o wstrząsającej zbrodni rozniosła się po całej Polsce. Zelektryzowane wiadomością media donosiły o przerażającym odkryciu. Policja rozpoczęła śledztwo. Czas mijał, a morderca pozostawał na wolności.
Ta zbrodnia stała się obsesją.
W październiku 2017 r., blisko dziewiętnaście lat po mrożącym krew w żyłach odkryciu, policjanci z „Archiwum X” ujęli podejrzanego. Do tego momentu przygotowywali się bardzo długo. Sprawa o kryptonimie „Skóra” zaprowadziła ich wcześniej do innych ofiar i kazała zmierzyć się z tajemnicami innych morderstw. Głowa odcięta łopatą, twarz pozbawiona oczu, porzucone w działkowej altanie zwłoki – z każdą sprawą nabierali doświadczenia, odkrywali sposób na mordercę.
Bogdan Michalec i Mariusz Nowak, współtwórcy krakowskiego „Archiwum X”, w toku wielu śledztw przeszli szkołę, w której lekcje prowadzili najokrutniejsi przestępcy. Ta książka jest tego świadectwem.
Na jej kartach towarzyszy im dziennikarz śledczy i reporter – Piotr Litka.
W świecie bezkrytycznej wiary w nowe technologie i badania genetyczne oni wciąż uznają wyższość dedukcji i samodzielnego myślenia. Zamiast czekać tygodniami na wyniki badań DNA – pytają. Z odpowiedzi tworzą spójny obraz zbrodni. Choć – jak sami podkreślają – każda sprawa to historia czyjegoś życia i śmierci. Teraz tajnikami swojej pracy policjanci z „Archiwum X” dzielą się w książce. Dawid Serafn, Onet.pl
Wszystkie moje dotychczasowe liczne spotkania z literaturą true crime mogę zaliczyć do bardzo udanych i jeszcze bardziej udanych. W związku z tym myślałam, że napisanie słabej książki z tego gatunku to zadanie awykonalne. „Polskie Archiwum X” dobitnie uświadomiło mi w jakim błędzie żyłam. Autor - dzienikarz śledczy i reporter Piotr Litka ma wybitny talent do pisania o sprawach fascynujących w sposób wyjątkowo nieciekawy i nużący. A przecież temat to samograj, bo czy tytułowe Archiwum X zajmujące się nierozwiązanymi przez nawet i kilkadziesiąt lat sprawami nie jest najciekawszą jednostką policji?
„Polskie Archiwum X” rozpoczyna się od sprawy wyłowionych z Wisły oskórowanych zwłok krakowskiej studentki i ta zbrodnia określa i wyznacza kształt całej książki. Opisywane w kolejnych rozdziałach przestępstwa zawsze w jakiś sposób wiążą się z tą zbrodnią - czy to przy okazji używanej techniki śledczej czy z powodu podobieństwa wyglądu podejrzanego. Wszystkie przypadki łączy również to, że opisane są powierzchownie i w znacznej większości niezbyt interesująco. Autor nie zgłębia tematu, nie drąży, nie chce poznać motywacji sprawców, nie skupia się tez zbytnio nad tłem i całą otoczką zabójstw. Trafiło się parę ciekawszych fragmentów jak np. przypadek ojcobójcy, który ubrał się w skórę zdartą z zabitego ojca czy wywiad z antropologiem sądowym. I tu wyraźnie obnażona została mizerność Litki jako autora - rozmowa z antropologiem była tak fascynująca dlatego, że sam rozmówca z ogromną pasją opowiadał o swojej pracy. Natomiast autor prędzej niż zaciekawić czytelnika to go zanudza. Współautorami tej książki są również dwaj policjanci - i kiedy oni dochodzili do głosu to oczy same wykonywały tik przewrotu, a głowa wręcz rwała się do walenia o ścianę. Wstawki policjantów to jeden wielki cringe - z takim przeintelektualizowaniem jeszcze się nie spotkałam. Panowie chcą się popisać swoją erudycją i w każdą wypowiedz wplatają filozofię rodem z notki z Wikipedii i oczywiście - nazwisko Nietzschego. A i łacińskimi sentencjami zdarzy im się rzucić. Komedia. Sztuczne to wszystko potwornie. Miałam wrażenie, ze Litka przed oddaniem książki do wydawnictwa dał maszynopis policjantom do autoryzacji i wtedy Ci dopisali do każdej swojej wypowiedzi parę „mądrych” słów. Tak sztucznie te filozoficzne wstawki w ich wypowiedziach wybrzmiewają. Ktoś tu chyba ma kompleksy!
Nie wiem komu ta książka mogłaby się spodobać. Chyba tylko osobom, które wcześniej z tematyką true crime nie miały nigdy do czynienia. Litka nie odkrywa żadnych nowych faktów, wszystkie informacje ukazane w książce są bez problemu za darmo dostępne w internecie. A nawet i na różnych blogach i forach kryminalnych sprawy wymienione w książce są dużo lepiej i dogłębniej opracowane. Od Jaśmin, Kryminatorium czy Agi Rojek autor mógłby się uczyć jak interesująco i z pasją opowiadać o zbrodniach. Niestety „Archwium X” jakościowo zdecydowanie bliżej do „W-11” niż darmowych podcastów kryminalnych tworzonych przez prawdziwych pasjonatów tematu.
Można na tę książkę spojrzeć dwojako: (1) ziomkowie próbują sprzedać wiedzę nt. pracy śledczych, odwołując się do sprawy krakowskiego Hannibala Lectera (skóra z zaginionej studentki znaleziona w rzece). ALBO, i to mi się bliższe prawdy wydaje, (2) ziomkowie, usiłując wypromować się (wypłynąć wydaje się słowem cokolwiek nie na miejscu) na głośnej sprawie oskórowanej studentki z Krakowa, piszą jakieś komunały nt. pracy śledczych. Na 147. stronie podziękowałam, bo nuuuuda, panie, nuda! I niesmak, że pitu pitu o czymś tam (technice czy sprawie, która wykorzystywała jakąś technikę) i na końcu jedno zdanie w stylu "z naszą studentką nie miało to/nie miał podejrzany nic wspólnego". Noż..
Sięgając po tę książkę byłam pewna, że dostanę identyczną lekturę jak pierwsza część tej serii, jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że autor wprowadził zmiany i forma książki jest całkowicie odmienna. Oczywiście znajdziemy tu kilka opisanych spraw, nad którymi pracowało Archiwum X, ale cała pozycja opiera się głównie na sprawie Krystyny S. z Krakowa i jej skórze, którą odnaleziono przez przypadek, kiedy ta "wplątała się" w śrubę łodzi. Każdą ze spraw w jakimś stopniu (mniejszym lub większym) nawiązuje do tej ze skalpem. Rozczarowaniem jednak okazało się, że mimo wszystko autor nie opisuje nam tego morderstwa zbyt szczegółowo, a podaje tylko podstawowe informacje, pozostawiając nas z niedosytem - domyślam się, że powodem jest fakt, iż sprawa jest cały czas w toku. Całe szczęście inne czynniki wpływają na to, że książka jest równie dobra co jej poprzedniczka. Opisane historie są dość drastyczne, więc dla czystego sumienia uprzedzam osoby o delikatniejszych żołądkach. Dodatkowo tym razem autor przeprowadza rozmowy z np. biegłym psychologiem, antropologiem czy też specjalistą w zakresie badań DNA - dzięki temu możemy dowiedzieć się wiele interesujących rzeczy o ich pracy.
Jest to mocna lektura - przez opisy morderstw - ale niezmiernie ciekawa i pełna wiedzy z zakresu pracy Archiwum X.
Serdecznie polecam zarówno pierwszą, jak i drugą część.
Końcowe moralizowanie skierowane do potencjalnych czytelników-morderców to lekkie WTF, poza tym całość nieco chaotyczna - jakby autorzy nie mogli się zdecydować, czy bazują na jednej sprawie, czy robią przegląd. Mimo wszystko jednak książka jest ciekawa.
Edit: po namyśle zmieniam na 2 gwiazdki (wcześniej było max 3... ale nie, po prostu ta książka nie zasłużyła) Chciałam się zagłębić trochę w temat Archiwum X, bo to jak udaje im się rozwiązać zbrodnie po latach, jest niesamowite. A jak oceniam całość? Nie doczekałam sie w gruncie rzeczy opowieści o głównej sprawie, a czekałam... Dowiedziałam się za to ciutkę więcej o innych, mniejszych sprawach, działach kryminalistyki, ale zabrakło mi więcej szczegółów (miejscami nawet brak wyjaśniania pojęć). Nowe tematy są przedstawiane raczej skrótowo (myślę, że podobnej ilości informacji bym się dowiedziała z dobrze napisanego artykułu z internetu). Bardzo mnie też zaczęła drażnić, zwłaszcza pod koniec książki, ilość nawiązań do Biblii, odowływanie się do dobra i zła (w gruncie rzeczy nic nie wnoszące). Nie ujmuje śledczym w ich dokonaniach na kretej drodze dochodzenia sprawiedliwości, ale pokraczne argumentowanie swoich działań, motywacji, sposobów rozwiązywania spraw poprzez używanie pojęć jak "patrzenie sercem", szukaniem odpowiedzi z wewnątrz, w opozycji do racjonalności, "suchej" nauki, trochę mi się nie klei. Bo tak jednak odebrałam sporo wypowiedzi policjantów, jako moralizatorskie i pseudointelektualne. Czemu? Bo w gruncie rzeczy mówią o naukach społecznych, o psychologii itp. O tym co już z tych nauk wiemy o podłożach zbrodni, o wpływie traumy na morderce itp. To nie żadne patrzenie "sercem". Chociaż nawet motywowanie popełnionych zbrodni w oparciu o traumy, trudne relacje jest pokraczne w wykonaniu komentujących policjantów. I trochę zachowują się, jakby coś odkryli, a no... nie odkryli. Naprawdę nie odkryli. Ale i tak porównywanie przełomu sprawy do Mojżesza mnie rozwaliło... Jak to ktoś ujął w jednej recenzji: cringe. A moralizatorski tekst na koniec do morderców... no błagam!
"Każda zbrodnia to sytuacja, w której stają naprzeciwko siebie sprawca i ofiara"
"Polskie Archiwum X. Nie ma zbrodni bez kary" to drugi tom, w którym Bogdan Michalec i Mariusz Nowak pozwalają nam od kuchni zobaczyć jak wygląda praca polskiej policji. Tym razem tłem do opowiadanych przez nich historii jest sprawa, która dotyczyła zabójstwa studentki z Krakowa. Właśnie to śledztwo było impulsem do powstania Archiwum X.
W styczniu 1999 roku z Wisły wyłoniona została ludzka skóra. Informacja ta wstrząsnęła opinią publiczną w całej Polsce. Odnalezione szczątki należały do zaginionej Krystyny S. Sprawcy nie udało się złapać. Dopiero w październiku 2017 roku, po prawie dwudziestu latach właśnie policjanci z Polskiego Archiwum X ujęli mordercę.
Książka pokazuje nam jakie metody stosowane są w trakcie prowadzenia śledztwa. W poszczególnych rozdziałach czytamy o pracy profilerów, biegłych sądowych czy antropologów. To oni pomagali w śledztwie i doprowadzili do rozwiązania sprawy "Skóry", bo taki miało ono kryptonim. Wszystkie śledztwa opisane w książce w mniejszym lub większym stopniu przyczyniły się do ujęcia podejrzanego.
Ta część, tak jak i poprzednia napisana jest lekkim i przystępnym językiem, co zdecydowanie pomaga w lekturze. Tym bardziej, że tematyka jest dość trudna. Dodatkowym smaczkiem są zdjęcia z miejsc zbrodni i fragmenty zeznań sprawców. Książkę polecam, szczególnie fanom kryminalistyki.
Wszystkie moje dotychczasowe liczne spotkania z literaturą true crime mogę zaliczyć do bardzo udanych i jeszcze bardziej udanych. W związku z tym myślałam, że napisanie słabej książki z tego gatunku to zadanie awykonalne. „Polskie Archiwum X” dobitnie uświadomiło mi w jakim błędzie żyłam. Autor - dzienikarz śledczy i reporter Piotr Litka ma wybitny talent do pisania o sprawach fascynujących w sposób wyjątkowo nieciekawy i nużący. A przecież temat to samograj, bo czy tytułowe Archiwum X zajmujące się nierozwiązanymi przez nawet i kilkadziesiąt lat sprawami nie jest najciekawszą jednostką policji?
„Polskie Archiwum X” rozpoczyna się od sprawy wyłowionych z Wisły oskórowanych zwłok krakowskiej studentki i ta zbrodnia określa i wyznacza kształt całej książki. Opisywane w kolejnych rozdziałach przestępstwa zawsze w jakiś sposób wiążą się z tą zbrodnią - czy to przy okazji używanej techniki śledczej czy z powodu podobieństwa wyglądu podejrzanego. Wszystkie przypadki łączy również to, że opisane są powierzchownie i w znacznej większości niezbyt interesująco. Autor nie zgłębia tematu, nie drąży, nie chce poznać motywacji sprawców, nie skupia się tez zbytnio nad tłem i całą otoczką zabójstw. Trafiło się parę ciekawszych fragmentów jak np. przypadek ojcobójcy, który ubrał się w skórę zdartą z zabitego ojca czy wywiad z antropologiem sądowym. I tu wyraźnie obnażona została mizerność Litki jako autora - rozmowa z antropologiem była tak fascynująca dlatego, że sam rozmówca z ogromną pasją opowiadał o swojej pracy. Natomiast autor prędzej niż zaciekawić czytelnika to go zanudza. Współautorami tej książki są również dwaj policjanci - i kiedy oni dochodzili do głosu to oczy same wykonywały tik przewrotu, a głowa wręcz rwała się do walenia o ścianę. Wstawki policjantów to jeden wielki cringe - z takim przeintelektualizowaniem jeszcze się nie spotkałam. Panowie chcą się popisać swoją erudycją i w każdą wypowiedz wplatają filozofię rodem z notki z Wikipedii i oczywiście - nazwisko Nietzschego. A i łacińskimi sentencjami zdarzy im się rzucić. Komedia. Sztuczne to wszystko potwornie. Miałam wrażenie, ze Litka przed oddaniem książki do wydawnictwa dał maszynopis policjantom do autoryzacji i wtedy Ci dopisali do każdej swojej wypowiedzi parę „mądrych” słów. Tak sztucznie te filozoficzne wstawki w ich wypowiedziach wybrzmiewają. Ktoś tu chyba ma kompleksy!
Nie wiem komu ta książka mogłaby się spodobać. Chyba tylko osobom, które wcześniej z tematyką true crime nie miały nigdy do czynienia. Litka nie odkrywa żadnych nowych faktów, wszystkie informacje ukazane w książce są bez problemu za darmo dostępne w internecie. A nawet i na różnych blogach i forach kryminalnych sprawy wymienione w książce są dużo lepiej i dogłębniej opracowane. Od Jaśmin, Kryminatorium czy Agi Rojek autor mógłby się uczyć jak interesująco i z pasją opowiadać o zbrodniach. Niestety „Archwium X” jakościowo zdecydowanie bliżej do „W-11” niż darmowych podcastów kryminalnych tworzonych przez prawdziwych pasjonatów tematu.
Drugi tom zbioru historii rozwiązanych przez polskie "Archiwum X" nie ustępuje jakością pierwszemu. Motywem przewodnim książki jest wspomniana w poprzednim tomie (wtedy jeszcze nierozwiązana) głośna sprawa znalezienia w Wiśle ludzkiej skóry. Opisane historie są powiązane z przewodnią podobnym stopniem bestialstwa. Szkoda tylko, że historia tej skóry nie została tu opisana (poza momentem aresztowania sprawcy) ze względu na to, że toczy się obecnie proces mordercy. Domyślam się, że po jego rozwiązaniu wyjdzie trzeci tom - i dobrze, bo polskiej policji zawsze przyda się dobry PR. :)
Książka porusza ciekawe zagadnienia na temat pracy policji i z zakresu kryminalistyki/kryminologii. Potraktowane są jednak, niestety, ogólnikowo. Autorzy cały czas odnoszą się do jednej sprawy prowadzonej przez policjantów z archiwum x, opisując tez przy okazji inne. Przeszkadza jednak fakt, ze historie te urywają się jakby w połowie a czytelnik zostaje z pytaniami, które jak mi się wydaje mogłyby być mieć odpowiedź.
I znowu rozczarowanie. Sprawa znalezionej skóry wokół której jest obudowana cała książka tak naprawdę w ogóle nie została omówiona. Reszta spraw to krótkie opowiastki. Czytadło, które dobrze się czyta ale jednak czytadło.
Chciałam dać 4, bo książka jest tym czym miała być i czytało się ją ciekawie, ale po zakończeniu niewyjaśniającym głównej sprawy zmieniłam zdanie. Czytam całą książkę, rozwiązania wielu spraw, żeby dotrzeć do rozwiązania tej jednej konkretnej i go nie dostaję? Tylko, że typa aresztowali? Halo?