What do you think?


Trylogia krakowska
Chochoły
O rodzinie.
O Krakowie.
O Polsce
Historia wielopokoleniowej krakowskiej rodziny Chochołów, zamieszkującej kamienicę po przodkach, z kaplicą na strychu i katakumbami w piwnicach, jest tylko pretekstem do opowieści o polskiej tożsamości. Chochoły to nastrojowa, piękna proza o rodzinie, o Krakowie, ale również o polskiej tradycji i obrzędach. To zaproszenie do dekonstrukcji naszych narodowych mitów.
O Krakowie.
O Polsce
Historia wielopokoleniowej krakowskiej rodziny Chochołów, zamieszkującej kamienicę po przodkach, z kaplicą na strychu i katakumbami w piwnicach, jest tylko pretekstem do opowieści o polskiej tożsamości. Chochoły to nastrojowa, piękna proza o rodzinie, o Krakowie, ale również o polskiej tradycji i obrzędach. To zaproszenie do dekonstrukcji naszych narodowych mitów.
640 pages, Hardcover
First published September 8, 2010
About the author
Wit Szostak
34 books71 followersWit Szostak (pseudonim, ur. 1976) to polski pisarz, z wykształcenia doktor filozofii, absolwent Papieskiej Akademii Teologicznej. Mieszka w Krakowie. Członek Towarzystwa Tischnerowskiego i miłośnik twórczości Tolkiena. Jest znawcą muzyki ludowej, od kilku lat zapisuje nuty ostatnich skrzypkow ludowych, gra na skrzypcach, gęślach i dudach.
Jako autor debiutował w roku 1999 opowiadaniem „Kłopoty z błaznem” zamieszczonym w „Nowej Fantastyce”.
Jak sam mówi, używa pseudonimu nie po to, by się ukrywać, lecz aby zasygnalizować, że rozgranicza różne dziedziny swoich zainteresowań, jako że pod swoim prawdziwym nazwiskiem publikuje teksty dotyczące filozofii.
Jako autor debiutował w roku 1999 opowiadaniem „Kłopoty z błaznem” zamieszczonym w „Nowej Fantastyce”.
Jak sam mówi, używa pseudonimu nie po to, by się ukrywać, lecz aby zasygnalizować, że rozgranicza różne dziedziny swoich zainteresowań, jako że pod swoim prawdziwym nazwiskiem publikuje teksty dotyczące filozofii.
Ratings & Reviews
Friends & Following
Create a free account to discover what your friends think of this book!
Community Reviews
Displaying 1 - 30 of 30 reviews
December 30, 2025
2,5⭐️ Wygląda na to, że pióro Szostaka nie jest dla mnie. U innych widzę zachwyty, ale u mnie to kolejna powieść, gdzie czułam przerost formy nad treścią.
Zbyt dużo słów. Niektóre zdania mnie ujęły, ale były momenty, kiedy po prostu pomijałam kilka zdań zmęczona ich „dramatyzmem” i tym, że w moim odbiorze nic za nimi nie stało.
Fabularnie początek był ciekawy. Zaczęłam lekturę w dzień przed wigilią, więc zabieg z podążaniem za bohaterem w tym samym okresie świątecznym nadawał lekturze klimat, ale znowu… opis wigili mnie wymęczył. Opis rodziny bohatera mnie wymęczył. Były momenty, że aż mnie skręcało (fascynacja własną kuzynką). A potem przyszła ta część, że w ogóle przestałam rozumieć co czytam.
Tak czy tak, na koniec roku nie mam nastroju na filozoficzne rozważania i szukanie drugiego dnia w treści, a to kolejna (sic!) taka książka w tym miesiącu więc to nie tylko „Szostak”, ale i nie mój nastrój na takie powieści. Niemniej ocenę podwyższam do 3 za ogólny zamysł.
Zbyt dużo słów. Niektóre zdania mnie ujęły, ale były momenty, kiedy po prostu pomijałam kilka zdań zmęczona ich „dramatyzmem” i tym, że w moim odbiorze nic za nimi nie stało.
Fabularnie początek był ciekawy. Zaczęłam lekturę w dzień przed wigilią, więc zabieg z podążaniem za bohaterem w tym samym okresie świątecznym nadawał lekturze klimat, ale znowu… opis wigili mnie wymęczył. Opis rodziny bohatera mnie wymęczył. Były momenty, że aż mnie skręcało (fascynacja własną kuzynką). A potem przyszła ta część, że w ogóle przestałam rozumieć co czytam.
Tak czy tak, na koniec roku nie mam nastroju na filozoficzne rozważania i szukanie drugiego dnia w treści, a to kolejna (sic!) taka książka w tym miesiącu więc to nie tylko „Szostak”, ale i nie mój nastrój na takie powieści. Niemniej ocenę podwyższam do 3 za ogólny zamysł.
Did Not Finish
September 15, 2026prawie do polowy doszlam I dotarlo do mnie ze kompletnie nic mnie nie interesuje w tej ksiazce
July 7, 2011
„Chochoły” to opowieść o braku możliwości zbliżenia się do drugiego człowieka, do pełnego odszukania go na jakimkolwiek poziomie, do zrozumienia jego myśli i uczynków. To opowieść o maskach i maszkaronach, które mamią, wprowadzają w błąd, zapewniają komfort oszustwa, aż nie można oderwać ich bezkarnie od twarzy.
Lecz przede wszystkim to opowieść o Krakowie.
Kraków-Wenecja, Kraków-Jerozolima, Kraków-Sarajewo, Kraków, gdzie życie ograniczyło się tylko do Starego Miasta i Kazimierza.
Kraków fantasmagoryczny, egocentryczny, pełen zapachów i jedzenia świątecznego, polskiego, śródziemnomorskiego.
Kraków pełen przeciwieństw: kipiący wojenną energią i zamrożony w zimowym bezruchu, klaustrofobiczny i wielowątkowy, dekadencko pretensjonalny i gotycko surowy.
Kraków ukryty w labiryncie i wymyślonych legendach: nie do poznania, nie do przeniknięcia.
Kraków pełen pytań.
Kraków jak sieć, która oplata nasze myśli, w który wplatają się losy naszej rodziny.
Kraków, który wciąga, od którego nie da się odwrócić plecami, z którego nie da się nigdy do końca wyprowadzić, zapadający w każdą komórkę pamięci.
Lecz przede wszystkim to opowieść o Krakowie.
Kraków-Wenecja, Kraków-Jerozolima, Kraków-Sarajewo, Kraków, gdzie życie ograniczyło się tylko do Starego Miasta i Kazimierza.
Kraków fantasmagoryczny, egocentryczny, pełen zapachów i jedzenia świątecznego, polskiego, śródziemnomorskiego.
Kraków pełen przeciwieństw: kipiący wojenną energią i zamrożony w zimowym bezruchu, klaustrofobiczny i wielowątkowy, dekadencko pretensjonalny i gotycko surowy.
Kraków ukryty w labiryncie i wymyślonych legendach: nie do poznania, nie do przeniknięcia.
Kraków pełen pytań.
Kraków jak sieć, która oplata nasze myśli, w który wplatają się losy naszej rodziny.
Kraków, który wciąga, od którego nie da się odwrócić plecami, z którego nie da się nigdy do końca wyprowadzić, zapadający w każdą komórkę pamięci.
March 27, 2022
myślałem, że nadążam za tym, co dzieje się w tej książce, a potem nadeszło ZAKOŃCZENIE
April 21, 2022
Powieść gęsta, miejscami ciężka, ale w każdym elemencie treściwa. Kawał literatury, która za sprawą narracji splatającej trzy elementy: historię Krakowa; historię Domu Chochołów; historie indywidualnych losów bohaterów, w czymś co roboczo możemy nazwać czasem mitycznym, aspiruje do czegoś bliskiego dziełu sztuki. Świetnie też gra Szostak motywem nieobecności, gdzie jedną z głównych postaci, spiritus movens narracji, jest brat Bartosz, którego de facto nie ma. Rzecz na pewno do zapamiętania - chociaż niełatwa i miejscami wystawiająca czytelnika na próbę cierpliwości - ze względu na kunsztowność tkania opowieści.
January 13, 2026
3.25 (6.5/10) Czytanie książek Wita to duża przyjemność. Pierwsza część tej książki jest wspaniała. Niestety, jest za długa, im dalej tym gorzej mi się ją czytało i tym bardziej czułem, że autor zdecydowanie za dużo chciał poruszyć. Sam finał również mnie usatysfakcjonował, jednak cały aspekt „wojny” w Krakowie sprawił że nie mogę dać jej lepszej oceny. Może za kilka lat, jak przeczytam ją ponownie, to zmienię zdanie i/lub lepiej ją zrozumiem.
Podsumowując tą chaotyczną opinię, raczej warto niż nie (szczególnie dla pierwszej części)
Podsumowując tą chaotyczną opinię, raczej warto niż nie (szczególnie dla pierwszej części)
October 27, 2023
Senność, maski, nieobecność, duszność, ciepło, niezrozumienie. To ostatnie tyczy się nie tylko fabuły, ale też mojego odbioru. Jestem pewien, że nie zrozumiałem dobrze tej książki, ale za sam klimat bardzo doceniam.
Read
November 24, 2023dnf ☹️
January 16, 2026
Kolejna książka Szostaka, która wciągnęła mnie w swój świat całkowicie. Wspaniała!
March 15, 2024
Mogło by się wydawać, że to książka o wszystkim i o niczym, z niespiesznym tempem i rozwlekłymi opisami codzienności, jednak Wit Szostak potrafi potrafi podać to w tak hipnotyzujący sposób, czarując przy tym klimatem, że z łatwością można się zatracić w tej powieści.
Jest to historia pewnej licznej rodziny, z licznymi tajemnicami, która żyje razem w jednym wielkim Domu.
Jedynie nie jestem przekonana co do tego, w którą stronę poszła akcja przy końcówce, fragmenty o obronie i oblężeniu Krakowa wybiły mnie nieco z rymu. Również samo zakończenie było dla mnie zbyt oniryczne, przez co nie wiem czy dobrze je interpretuję, chociaż z drugiej strony dzięki temu wracam do niego myślami.
Jest to historia pewnej licznej rodziny, z licznymi tajemnicami, która żyje razem w jednym wielkim Domu.
Jedynie nie jestem przekonana co do tego, w którą stronę poszła akcja przy końcówce, fragmenty o obronie i oblężeniu Krakowa wybiły mnie nieco z rymu. Również samo zakończenie było dla mnie zbyt oniryczne, przez co nie wiem czy dobrze je interpretuję, chociaż z drugiej strony dzięki temu wracam do niego myślami.
September 6, 2026
Strasznie włazi w głowę ta Szostakowska fraza. Muszę się powstrzymywać, żeby nie zrobić z tej recenzji jednego długiego zdania.
Po lekturze paru tutejszych opinii i po pochwale Dukaja z tyłu okładki miałam trochę obaw. I przyznam, było kilka chwil, gdy myślałam, że rozpocznę swoje refleksje czytelnicze od dramatycznego wezwania "Jacku Dukaju! Radku Raku! I Ty, Wicie Szostaku! Czemu mnie tak konsekwentnie rozczarowujecie, po co te obietnice głębi i pięknej osobliwości składane w pierwszych rozdziałach, skoro zakończenia serwujecie tak niemiłe, rozwleczone, chaotyczne, artystowsko-popiserko-pozerskie?".
Szczęśliwie "Chochoły" w ostatecznym rozrachunku jednak mnie nie rozczarowały, choć z prezentowanego tu realizmu magicznego wolałam, o dziwo, cząstkę realistyczną. Fantastyczne przemiany Krakowa w Wenecję lub arenę wojny domowej, początkowo interesujące, chwilami zaczynały sprawiać wrażenie pustego popisu. Za to wszystko, co dotyczyło stosunków między ludźmi, odczuwałam głęboko i prawdziwie. Można powiedzieć, że była to dla mnie książka o porażce bliskości, o ugrzęźnięciu w pozorach i formach relacji bez prawdziwego poznania - nie tylko siebie nawzajem, ale nawet po prostu siebie, bo własna tożsamość też się gubi i rozpływa jak bezimienny bohater-narrator.
Książka ma bardzo wyrazistą tożsamość - krakowską i polską, ale też indywidualną - a przy tym wydaje mi się niezwykle uniwersalna. Ciekawe.
(Może "Lód" Dukaja też by był taki dobry, gdyby nie był rozwleczony na ponad 1000 stron).
Dwa cytaty ku pamięci:
Pierwszy o wieczerzy wigilijnej: "Nie było w tym prawdziwego życia, był obrzęd udający życie. Kiedyś mit był szkieletem, wewnętrzną strukturą nadającą życiu sens. Teraz obróciliśmy go na nice, zamiast kręgosłupa stał się zewnętrznym rusztowaniem wspierającym kruchą konstrukcję, którą są nasze rytuały. Rusztowanie jest gęste, ubite, okazałe, pustka znakomicie zamaskowana, pustka chowa się za nie, pustki nie widać, dzięki temu wszyscy możemy wiarygodnie udawać, że nie widzimy tego, iż prawdziwe życie wycieka, staje się nieobecne, zostaje barszcz, barszcz z uszkami, wyśmienity, ręcznie lepiony, o świcie zbierany, czerwony".
I drugi o rytmie życia - przy tym fragmencie w pełni zdałam sobie sprawę, jak bardzo mi się podoba konkretna obrazowość stylu Szostaka, gdy pisze o sprawach abstrakcyjnych: "Bywają dni o pustych przebiegach, całe tygodnie na bocznym torze, wykolejone ze struktur czasu, leżenie na łóżku, wzrok mozolnie błądzący po suficie, przypadkowe drzemki na fotelu, sny przerywane dreszczami, snucie się po pokoju, jałowe myśli, nikła nadzieja na odmianę, człowiek zatrzaśnięty w swojej samotni. Kiedy wreszcie czas rusza, eksploduje sekwencjami wydarzeń, spotkaniami, mieni się nastrojami. Życie nabiera właściwego rytmu, przynosi ukojenie, ulotne jak celofan iluzje, że tak już będzie zawsze, że tak zawsze było, czujność usypia. I wtedy, właśnie wtedy, łamie się jakieś nieistotne z pozoru kółko zębate, tryby czasu hamują, zgrzyty i jęki, dźwięki pozbawione wdzięku. I znów kolejne dni w bezruchu, pociąg w szczerym polu, tory pordzewiałe w każdym kierunku, dookoła zaorane zagony, gawrony, rachityczne brzozy na horyzoncie".
Po lekturze paru tutejszych opinii i po pochwale Dukaja z tyłu okładki miałam trochę obaw. I przyznam, było kilka chwil, gdy myślałam, że rozpocznę swoje refleksje czytelnicze od dramatycznego wezwania "Jacku Dukaju! Radku Raku! I Ty, Wicie Szostaku! Czemu mnie tak konsekwentnie rozczarowujecie, po co te obietnice głębi i pięknej osobliwości składane w pierwszych rozdziałach, skoro zakończenia serwujecie tak niemiłe, rozwleczone, chaotyczne, artystowsko-popiserko-pozerskie?".
Szczęśliwie "Chochoły" w ostatecznym rozrachunku jednak mnie nie rozczarowały, choć z prezentowanego tu realizmu magicznego wolałam, o dziwo, cząstkę realistyczną. Fantastyczne przemiany Krakowa w Wenecję lub arenę wojny domowej, początkowo interesujące, chwilami zaczynały sprawiać wrażenie pustego popisu. Za to wszystko, co dotyczyło stosunków między ludźmi, odczuwałam głęboko i prawdziwie. Można powiedzieć, że była to dla mnie książka o porażce bliskości, o ugrzęźnięciu w pozorach i formach relacji bez prawdziwego poznania - nie tylko siebie nawzajem, ale nawet po prostu siebie, bo własna tożsamość też się gubi i rozpływa jak bezimienny bohater-narrator.
Książka ma bardzo wyrazistą tożsamość - krakowską i polską, ale też indywidualną - a przy tym wydaje mi się niezwykle uniwersalna. Ciekawe.
(Może "Lód" Dukaja też by był taki dobry, gdyby nie był rozwleczony na ponad 1000 stron).
Dwa cytaty ku pamięci:
Pierwszy o wieczerzy wigilijnej: "Nie było w tym prawdziwego życia, był obrzęd udający życie. Kiedyś mit był szkieletem, wewnętrzną strukturą nadającą życiu sens. Teraz obróciliśmy go na nice, zamiast kręgosłupa stał się zewnętrznym rusztowaniem wspierającym kruchą konstrukcję, którą są nasze rytuały. Rusztowanie jest gęste, ubite, okazałe, pustka znakomicie zamaskowana, pustka chowa się za nie, pustki nie widać, dzięki temu wszyscy możemy wiarygodnie udawać, że nie widzimy tego, iż prawdziwe życie wycieka, staje się nieobecne, zostaje barszcz, barszcz z uszkami, wyśmienity, ręcznie lepiony, o świcie zbierany, czerwony".
I drugi o rytmie życia - przy tym fragmencie w pełni zdałam sobie sprawę, jak bardzo mi się podoba konkretna obrazowość stylu Szostaka, gdy pisze o sprawach abstrakcyjnych: "Bywają dni o pustych przebiegach, całe tygodnie na bocznym torze, wykolejone ze struktur czasu, leżenie na łóżku, wzrok mozolnie błądzący po suficie, przypadkowe drzemki na fotelu, sny przerywane dreszczami, snucie się po pokoju, jałowe myśli, nikła nadzieja na odmianę, człowiek zatrzaśnięty w swojej samotni. Kiedy wreszcie czas rusza, eksploduje sekwencjami wydarzeń, spotkaniami, mieni się nastrojami. Życie nabiera właściwego rytmu, przynosi ukojenie, ulotne jak celofan iluzje, że tak już będzie zawsze, że tak zawsze było, czujność usypia. I wtedy, właśnie wtedy, łamie się jakieś nieistotne z pozoru kółko zębate, tryby czasu hamują, zgrzyty i jęki, dźwięki pozbawione wdzięku. I znów kolejne dni w bezruchu, pociąg w szczerym polu, tory pordzewiałe w każdym kierunku, dookoła zaorane zagony, gawrony, rachityczne brzozy na horyzoncie".
September 9, 2026
Geeeez. Skończyłem. Wreszcie!
Jedna z najnudniejszych książek, jakie w życiu przeczytałem. Utrzymać uwagę przez dłużej niż pół strony – wyzwanie. Nie zasnąć – wyzwanie! Prawie każda sesja czytelnicza kończyła się odpłynięciem po maksymalnie 10 stronach.
Staram się nie być złośliwy. Może i miała ta książka podstawę intelektualno-filozoficzną, ale na poziomie narracji jest całkowitą porażką.
Dostajemy zapętlające się, zmierzające donikąd rozważania o tożsamości i relacjach: ja–inny człowiek, ja–miasto, ja–historia, ja–mit, ale żadne z tych napięć nie służy fabule.
Konflikt, sprawczość i ruch zostały poświęcone na rzecz atmosfery, mitologii i symboliki, nie dając przy tym czytelnikowi żadnej nagrody. I to wszystko w rozwleczonej, powtarzalnej formie.
Gdybym miałbym coś pochwalić, byłyby to przenikliwość i zdolności obserwacyjne autora dla sytuacji społecznych. Zapadła mi w pamięć scena Wigilii i dzielenia się opłatkiem.
W końcówce z obyczajowej książka robi się oniryczno-fantastyczna, co łamie porozumienie zbudowane przez pierwsze 380 stron.
Na osobną pochwałę zasługuje mnóstwo błędów, najczęściej w postaci brakujących albo powtarzających się słów. Literówka na stronie tytułowej to wisienka na torcie. „Warszazwa”.
Jedna z najnudniejszych książek, jakie w życiu przeczytałem. Utrzymać uwagę przez dłużej niż pół strony – wyzwanie. Nie zasnąć – wyzwanie! Prawie każda sesja czytelnicza kończyła się odpłynięciem po maksymalnie 10 stronach.
Staram się nie być złośliwy. Może i miała ta książka podstawę intelektualno-filozoficzną, ale na poziomie narracji jest całkowitą porażką.
Dostajemy zapętlające się, zmierzające donikąd rozważania o tożsamości i relacjach: ja–inny człowiek, ja–miasto, ja–historia, ja–mit, ale żadne z tych napięć nie służy fabule.
Konflikt, sprawczość i ruch zostały poświęcone na rzecz atmosfery, mitologii i symboliki, nie dając przy tym czytelnikowi żadnej nagrody. I to wszystko w rozwleczonej, powtarzalnej formie.
Gdybym miałbym coś pochwalić, byłyby to przenikliwość i zdolności obserwacyjne autora dla sytuacji społecznych. Zapadła mi w pamięć scena Wigilii i dzielenia się opłatkiem.
W końcówce z obyczajowej książka robi się oniryczno-fantastyczna, co łamie porozumienie zbudowane przez pierwsze 380 stron.
Na osobną pochwałę zasługuje mnóstwo błędów, najczęściej w postaci brakujących albo powtarzających się słów. Literówka na stronie tytułowej to wisienka na torcie. „Warszazwa”.
December 9, 2025
Witowi Szostakowi brakuje talentu. Brzmi brutalnie, ale prawda jest taka, że pisarz zamierzył się bardzo wysoko: napisać książkę o krakowskiej rodzinie w konwencji realizmu magicznego. Niektóre podgatunki wymagają zaś piękniejszego pióra niż inne. Styl Szostaka oceniam na 7-8 w dziesięciostopniowej skali. Czyli dobrze, może nawet bardzo dobrze; na pewno wystarczająco dobrze, żeby pisać zwyczajne fantasy lub fantastykę przygodową. Ale realizm magiczny? Tutaj trzeba już czarować słowem, wciągać mocno czytelnika w rytm swoich opisów, zdań, paragrafów. Przydałoby się raczej 9/10, 10/10, najlepiej Marquez/10. Z napisaniem książki podobnej do „Chochołów” na pewno doskonale poradziłby sobie Dukaj (swoim sposobem) – i paradoksalnie jego krótki blurb na tylnej okładce wypada lepiej niż proza Szostaka.
September 7, 2025
To było realne i nierealne jednocześnie. Straszliwie długo to czytałam i przez to przeciągnięcie w czasie czuję się jeszcze bardziej zagubiona. Ale czuję też, że to było coś dobrego. Nadal nie wiem jak można tak genialnie opisać codzienność, żeby ta opowieść zaczęła wchłaniać czytelnika. Skonfundowanie pomieszane z zaintrygowaniem to najczęstszy nastrój, który towarzyszyły mi przez ten cały miesiąc przy czytaniu tej książki. Sama konstrukcja powieści na poziomie językowym jest fascynująca i też trochę dezorientująca. "Chochoły" na pewno będą jeszcze przebywały w moich myślach, bo wciąż mam wrażenie, że zrozumienie części nawiązań i rozwiązań przyjdzie z czasem. Sennie i trochę mozolnie, po zmieleniu całego potężnego materiału, ale przyjdzie.
October 25, 2025
Pozostawiłam ją niedoczytaną, ledwo zaczętą na 7 miesięcy. Ileż w tym było polskości, ile motywów, jakież postaci! Najbardziej chyba urzekła mnie legenda o śpiącym królu (pierwsza, będąca zagęszczeniem mitologizacji Wojciecha Chochoła) i postać Kozła Ostrowskiego- błazna niczym z ,,Wesela”. Wątek muzyczny, sakralizacja szykowania potraw w rodzinie, to jest taka skarbnica wiedzy nie tylko na maturę, znajdowanie smaczków intertekstualności aż cieszyło Przeplatanie chocholej senności narodu w sposobie pisania i fabule mistrzowskie. Nie wiem jakiego zakończenia oczekiwałam, na pewno nie takiego, dlatego 4 gwiazdki ale warta polecenia, przeczytania. Piękne też było kończenie niektórych rozdziałów, jestem zachwycona prozą Szostaka.
October 10, 2025
Jaka to jest fraza, jaki język, taki niesamowicie gęsty, ale w żadnym razie nie duszny i nie mdły. Treść pieczołowicie skonstruowana, starannie posplatana, zgrabnie nawiązująca do innych dzieł Wita. I Kraków, który przybiera rozmaite maski lub musi nosić maski zakładane mu przez ludzi. I ludzie również noszący maski, które sobie sami założyli, które utkały się z cudzych oczekiwań i wyobrażeń. Niezwykła historia, tak różna na początku, w trakcie i na końcu.
July 16, 2023
Zdecydowanie nie dla mnie. Niby język płynął, ale czytało mi się bardzo mozolnie.
Za długa książka, za długie opisy i wywody. I co z tego że ładnie napisane kiedy zaczynały się ciekawie ale ciągnęły się daleko poza moment gdy pojawiał się przesyt i znużenie.
Nie mam pojęcia co autor chciał przekazać, nie zrozumiałam 🙁
Za długa książka, za długie opisy i wywody. I co z tego że ładnie napisane kiedy zaczynały się ciekawie ale ciągnęły się daleko poza moment gdy pojawiał się przesyt i znużenie.
Nie mam pojęcia co autor chciał przekazać, nie zrozumiałam 🙁
February 10, 2024
ja się dałem temu Krakowowi ponieść bez zadawania pytań: książka z historii rodziny przerodziła się w mit kosmogoniczny umieszczony w nieokreślonym czasie, kiedy każdy budynek nosił ludzką twarz, a każda twarz kryła swoje miasto, z labiryntami ulic, z obcymi i znajomymi zapachami, z ludźmi, z nastrojami, które do tej pory wybrzmiewają wśród tych samych, starych ścian
August 18, 2023
Pochłonęły mnie Chochoły na każdej płaszczyźnie, pobudziły zmysły (zwłaszcza smakowe), zauroczyły językiem, zahipnotyzowały klimatem, zaintrygowały absurdami. Czytane zimową porą muszą smakować jeszcze wyborniej.
February 2, 2026
Jedna z najbardziej introwertycznych i lirycznych niemal metafizycznych powieści jakie udalo mi sie przeczytac. Wydaje sie monotonna acz miejscami zaskakująca a zarazem oczywista, aczkolwiek z pewnością warta grzechu. Napisana pięknym, poetyckim językiem.
March 30, 2022
Czasem mam wrażenie, że przeprowadziłam się do Krakowa po to, żeby rozumieć prozę Szostaka (jeszcze pół roku temu byłabym sąsiadką Zosi). Ładne, gęste, senne.
June 9, 2022
3.75 mocny poczatek, pozniej momentami troche przydlugie i przegadane, ale generalnie mi sie podobalo
August 27, 2023
Nie wiem, co powiedzieć, naprawdę. Mam tak dużo do powiedzenia, a jednocześnie nie potrafię, po prostu musicie sami przeczytać – polecam z całego serca
June 23, 2026
Ciężka przeprawa, bo zbyt długa opowieść, a jednocześnie coś nie pozwalało mi odłożyć tej książki.
Znajomy Kraków? Dobry styl autora?
Czy będę kontynuować trylogię? Nie wiem jeszcze.
Znajomy Kraków? Dobry styl autora?
Czy będę kontynuować trylogię? Nie wiem jeszcze.
December 27, 2013
Jedna z lepszych współczesnych polskich książek, jakie miałam ostatnio przyjemność przeczytać. Historia rodziny, historia kamienicy, historia Krakowa, co rozdział innego, ale co rozdział znajomego.
Idealna książka na kilkudniowe wyłączenie się ze świata na rzecz jej czytania, zanurzenia się w "schultzowatej" narracji, w tym, co znane (zwłaszcza mieszkańcom Krakowa), w tym co egzotyczne. Najlepiej w okresie okołoświątecznym, by móc współczuć bohaterom (kapusta z grochem!).
"Chochoły" ciągną się, meandrują celową niekonsekwencją, a historia pochłania, pochłania.
Idealna książka na kilkudniowe wyłączenie się ze świata na rzecz jej czytania, zanurzenia się w "schultzowatej" narracji, w tym, co znane (zwłaszcza mieszkańcom Krakowa), w tym co egzotyczne. Najlepiej w okresie okołoświątecznym, by móc współczuć bohaterom (kapusta z grochem!).
"Chochoły" ciągną się, meandrują celową niekonsekwencją, a historia pochłania, pochłania.
March 11, 2025
Książka mojego życia.
Displaying 1 - 30 of 30 reviews




























