Uwaga, to nie jest reportaż!
Uwaga, to nie jest kryminał/thriller!
To jest gniot, rozdmuchanie tragedii dla kasy!
W żaden sposób nie chcę trywializować i analizować samej sprawy morderstwa Sylvii Linkens oraz znęcania się nad jej siostra Jenny przez Gertrude Baniszewski, jej dzieci i sąsiadów. Historia ta jest niewyobrażalnie brutalna i przerażająca. Nie mieści się w głowie i nie potrzebuje dodatkowego komentarza. Skupie się tutaj na innych sprawach, która wstrząsnęła mną nie mniej niż historia Sylvii, czyli na autorze i wydawnictwie. Zacznę od wydawnictwa. Od pierwszej zapowiedzi byłam pewna, że będzie to reportaż. Tak było napisane na stronie wydawcy i tak była ta książka promowana. Gdy 2 dni temu kupiłam swojej egzemplarz i zaczęłam przeglądać teść okazało się, że nie ma w nim przypisów, ani źródeł. Co od razu sugeruje, że to nie jest lit. faktu jak zapowiadało wydawnictwo. Dalej, opis na tylnej okładce głosi "prawdziwa historia uwięzienia, okaleczenia i mordu" - "prawdziwa"! To jest jawne wprowadzenie w błąd czytelników. Następnie dostanie się wydawnictwu za edycję i korektę tekstu. Tylu błędów gramatycznych i stylistycznych to ja dawno nie widziałam, ale żeby nie zauważyć brudu przez "ó" (str.63) to już przesada. Tak, tak wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, każdemu zdarzają się błędy, ale książka ma 200 stron i jest w małym formacie. Przeczytanie jej zajmuje 2-3 godziny. Takie oszczędzanie na korekcie źle odbija się na całej książce jak i na wydawcy. Za to na cenie książki nie oszczędzali. 42,99zł za format trochę większy od kieszonkowego, ale mniejszy od np. książek od IX czy Starej Szkoły, to rozbój w biały dzień. Dodatkowo okładka nie ma skrzydełek, jest trochę grubsza od kartki, bez żadnej powłoki matowej lub błyszczącej. Za takie coś taka cena!? Pochyle się też krotko nad osobą tłumacza Mateusza Rulskiego-Bożka. Jeśli korekta zawaliła, to wcześniej zawalił tłumacz, bo dla przykładu czy dziewczyna i dziewczynka to synonimy? Jak przeczytałam setki książek, tak nigdy się nie spotkałam z czymś takim...
Teraz dostanie się autorowi. Jego styl tej książki nie wskazuję jednoznacznie z czym mamy do czynienia, z reportażem czy thrillerem. Bo czy w tych gatunkach używa się takich słów jak umizgiwać (str.44), czy kwikać (str.83), albo zdań takich jak np. "jednak olśnienia jakiego doznała w związku z podkładem (makijaż) zupełnie zbladło, kiedy Gert dowiedziała się, że istnieje coś takiego jak rozwód" (str. 33). Wstęp oraz środek książki gdzie dzieją się najgorsze sytuacje dla Sylvi, mają bardziej powieściowy charakter. W prawdopodobnie prawdziwe wydarzenia wplecione zostały dialogi i prawdopodobne uczucia bohaterek. Cały czas patrząc na to, do jakiego gatunku została przypisana książka taka praktyka jest całkowicie niedopuszczalna! Skąd autor wie co mówiły i czuły bohaterki?! Green podaje tylko jedno wiarygodne źródło - materiał dowodowy ze śledztwa. Wspomina również o zeznaniach Stephanie córki Gertrudy, która obciążyła w nich swoją rodzinę próbując się wybielić. Czy to mogą być rzetelne informacje, patrząc na to że sama brała udział w tej tragedii. Nie wydaje mi się. Autor nie dość, że nie umie pisać, to jeszcze nie umie weryfikować informacji, albo go to nie interesuje...
Za to życiorys Baniszewskiej i ostatni rozdział, gdzie mowa o procesie są przedstawione w stylu artykułu w prasie brukowej. Sensacyjne momenty ponad konkretną teść i nieudolna próba wyjaśnienia motywu i charakteru sprawczyni. Green jest w 100% pewien, że cierpiała na upośledzenie umysłowe (str.195). Skąd on to wie?! W jego ocenie końcowej nie znalazły się takie oczywistości jak to, że kobieta nie miała odpowiednich wzorców w rodzinie, musiała szybko dorosnąć, nie miała oparcia w najbliższych. Jakby tego było mało wplata w historię Gertrudy scenę łóżkową (str.48), lub ni stąd, ni zowąd zaczyna podawać zdrobnienie jej imienia, bez żadnego powodu. Na zmianę używa też jej nazwisk.
W nocie o autorze napisane jest, że Ryan Green pisze kryminały oparte o prawdziwe wydarzenia i przedstawia historię z perspektywy zabójcy. Kłamstwo! Ta książka nie jest kryminałem, oparcie o prawdziwe wydarzenia to kwestia dyskusyjna, natomiast perspektywa zabójcy to bujda. Najważniejsza teść jest opisana tylko z poziomu Sylvii i Jenny (wstęp).
Podsumowując, czuję się oszukana i nie tylko ja mogę się tak poczuć. Nie ma w tej książce niczego nowego, czego nie możemy przeczytać w sieci. Wydawnictwo i autor uważają czytelników za mało rozumnych i myślą że mogą nam wcisnąć kłamstwo oparte o kontrowersje i tragiczne wydarzenia, bo tylko takie tematy najlepiej się sprzedają. Czytelnicy, nie dajmy się zwieść i serio nie popierajmy takich praktyk i nie promujmy takich książek!
@moze_booka