Powieść autora Domu tęsknot to sensacyjna polsko-niemiecka rodzinna epopeja, z wielką miłością, polityką, sztuką, zdradą i tajemnicą w tle, rozgrywająca się w nazistowskich Niemczech oraz w dzisiejszej Polsce.
Charlotte, przedwojenna Berlinianka i córka znanego antykwariusza, zakochuje się w Adolfie Zieglerze, znacznie od niej starszym malarzu i kobieciarzu, protegowanym Hitlera malującym akty "prawdziwych, niemieckich kobiet". Wkrótce, pod pretekstem pozowania, staje się jego kochanką, odrzucając zaloty Kristiana. Doroślejący, wciąż zakochany w Charlotte chłopak zaczyna pracę w urzędzie bezpieczeństwa, w tzw. białym wywiadzie szukającym "haków" na znane niemieckie osobistości.
Losy bohaterów osobliwego trójkąta splotą się wielokrotnie m.in. w czasie wojny w słynnym "salonie Kitty" – ekskluzywnym burdelu, w którym specjalnie przeszkolone dziewczyny wydobywały informacje ze swych wysoko postawionych klientów, a potem w Łodzi, gdzie mieściła się placówka Lebensbornu, tytułowa "Ferma blond", w której rodziły się przyszłe pokolenia Niemców i do której porywano jasnowłose dziewczęta różnych narodowości w celach... prokreacyjnych. Tam właśnie po latach skieruje się syn Charlotte, któremu, jak się okaże, ktoś ukradł życiorys i być może nie jest prawdziwym Niemcem. Tajemniczy ośrodek, wymazany z kart historii, stanie się przedmiotem intrygującego śledztwa.
Powieść Adamczyka to nie tylko świetna, trzymająca w napięciu rozrywka ale także doskonały kryminał historyczny, pełen prawdziwych postaci, zdumiewających ciekawostek i plastycznych opisów znanych zdarzeń, w które uwikłani są bohaterowie. Czytelnik nie może też pozbyć się wrażenia, że w swojej wymowie jest to boleśnie aktualna opowieść o ogromnych nadużyciach władzy, tłumaczącej się, że została wybrana w demokratycznych wyborach...
Mało rozpracowany temat "Lebensbornu" porusza Adamczyk w swojej powieści. Ten tytuł zasługuje moim zdaniem na uznanie zarówno ze względu na tę kartę historii z czasów II Wojny Światowej, jak i kunszt pisarski twórcy. Okładka z kolei idealnie oddaje wnętrze. Idealnie!
Czy po dosłownie kilku przeczytanych rozdziałach można ulec zauroczeniu? Zdecydowanie tak! Czytając najnowszą powieść Piotra Adamczyka „Ferma blond” wprost przepadłam i nie mogłam się od niej oderwać.
Po przeczytaniu opisu nie przypuszczałam, że książka wywrze na mnie tak ogromne wrażenie. „Ferma blond” to sensacyjna polsko-niemiecka rodzinna epopeja rozgrywająca się w nazistowskich Niemczech oraz w dzisiejszej Polsce. Tłem są miłość, polityka (za którą nie przepadam i niekoniecznie lubię czytać książki z tym wątkiem), sztuka oraz zdrada i tajemnica. Córka znanego antykwariusza Charlotte zakochuje się w Adolfie Zieglerze, znacznie starszym od niej malarzu i kobieciarzu. Adolf jest także protegowanym samego Adolfa Hitlera a jego „specjalnością” są akty tzw. „prawdziwych, niemieckich kobiet”. Jednym z ważniejszych bohaterów jest też zakochany w Charlotte Kristian, który zaczyna pracę w urzędzie bezpieczeństwa. Ku rozpaczy Kristiana Charlotte postanawia pozować Adolfowi do aktów. Losy bohaterów splotą się wielokrotnie m.in. w słynnym w czasie wojny „salonie Kitty”, czyli ekskluzywnym burdelu, w którym przeszkolone dziewczyny wydobywały informację ze swych wysoko postawionych klientów. Ich losy splotą się także w Łodzi, gdzie mieściła się placówka Lebensbornu. Owa placówka to tytułowa „Ferma blond”, to w niej rodziły się przyszłe pokolenia Niemców, do niej porywano jasnowłose dziewczęta w celach prokreacyjnych. Lebensborn odegra bardzo ważną rolę. Niemiecki polityk Michael, przeglądając pamiątki po zmarłej matce, odnajdzie wielką tajemnicę. Matką chłopaka była Charlotte. Chłopak zacznie podejrzewać, że nie zna prawdy o swoim pochodzeniu, prawdopodobnie ktoś mu ukradł życiorys i nie może być prawdziwym Niemcem. Tajemniczy ośrodek stanie się przedmiotem śledztwa.
Kilkakrotnie podczas lektury wyrwało mi się stwierdzenie: „jakie to jest dobre”. Ta książka wciąga od pierwszych stron, ba, książka się „sama czyta”. Przyznam szczerze, że byłam tak zaaferowana śledzeniem losów Charlotte, że zapomniałam, że na chwilę o postaci Michaela. Uspokajam, „Ferma blond” nie jest głupiutkim czytadłem dla kobiet. Nie! To książka bardzo inteligentna o niezwykłej umiejętności opowiadania czytelnikowi mrocznej historii w lekkiej i barwnej tonacji. Opisuje życie społeczeństwa ukształtowanego przez kult jednostki Adolfa Hitlera, życie w nazistowskich Niemczech, a ten temat nie jest łatwy i przyjemny, zwłaszcza że się wie o wszystkich popełnionych zbrodniach podczas II wojny Światowej. Czym zatem doprowadziła mnie do zauroczenia? Autor przede wszystkim maluje słowem. Stworzył fascynującą powieść pełną emocji, namiętności odnosząc się do sfery cielesności i seksualności. O cielesności, pożądaniu, wstydu, tęsknot a przede wszystkim do prokreacji. Kobiecość została przedstawiona tutaj jako siła, która zdecydowanie wygrywa z męskością. Cielesność jest ukazana jako wyzwolenie i destrukcja. Ale to kobieta jest zwyciężczynią. Jak udało się autorowi tak wiernie oddać wszystkie emocje, która odczuwa zakochana kobieta? Jestem pod wielkim wrażeniem. Wydarzenia pojawiające się w książce są oparte na faktach, zostały przez autora sfabularyzowane. Mroczna historia Lebensbornu związana jest z ideologią zafascynowanego Hitlerem społeczeństwa. Autor bada ten wątek i decyduje się na wprowadzenie go do swojej powieści. Ciekawa historia związana z ideologią hodowania rasy, porywaniem jasnoblond dzieci o niebieskich oczach łączy się z wątkiem skomplikowanej intrygi, która doprowadzi dwóch kuzynów aż do Łodzi. Wspomniałam też, że autor maluje słowem. Sztuka jest także obecna, mamy malarza Adolfa, który nazywany jest także „malarzem włosów łonowych”. Adolf poszukuje idealnej kobiety, którą pokaże w akcie, jako przykład prawdziwej Niemki. Sztuka jest także obecna poprzez motyw zawłaszczenia obrazów. Autor stworzył intrygę z obrazami w tle, która jednako ukazuje nam znaczenie dokonywanych przez nas wyborów.
Czy w czasach wojny można być porządnym człowiekiem? Czy w czasach niestałości, zawirowań społecznych można zachować kręgosłup moralny? Czy w czasach fascynacji rozrodem możliwa jest prawdziwa miłość? To już musicie sprawdzić sami. Dodatkowym plusem jest wprost wylewający się humor. „Ferma blond” gwarantuje, że przepadniecie z książką na kilka godzin. Nie będziecie mogli się oderwać. Polecam!
Z PERSPEKTYWY BLONDYNKI Gdybym chciała oceniać tę książkę biorąc pod uwagę wyłącznie temat i rzetelność w odwzorowaniu historycznych realiów, ocena byłaby dużo wyższa. Ale powieść, to nie tylko zwierciadło rzeczywistości. To również dobrze opowiedziana historia i w tej kwestii mam bardzo poważne zastrzeżenia.
Akcja zaczyna się rozwijać we współczesnej Polsce. Nawiązanie do kolekcji dzieł sztuki skradzionych przez Niemców w czasie II wojny sugeruje pasjonującą intrygę, zwłaszcza, że wydawca twierdzi, że to „sensacyjna epopeja”. Okazuje się jednak, że książka co innego obiecuje, a co innego daje, i to jest pierwszy zawód.
W części drugiej, najistotniejszej dla powieści, bo zajmującej jakieś trzy czwarte objętości, przenosimy się do III Rzeszy (z drobnym łódzkim epizodem wciśniętym na siłę, chyba tylko, żeby usatysfakcjonować polskiego czytelnika). Przez ponad połowę tej nielitościwie przegadanej części zastanawiamy się o czym i o kim właściwie jest ta historia, i czy ma coś wspólnego ze wstępem.
Mamy antykwariusza handlującego, niekoniecznie legalnie dziełami sztuki (nawiązanie do części pierwszej, ale zmarginalizowane). Mamy jego córkę, którą poznajemy jako dziecko. Jest słynny, choć kiepski malarz pozostający w osobistych relacjach z Hitlerem, jest chłopak, który zakochuje się w córce antykwariusza, jest nawet ciotka rezydentka. Równorzędnych postaci i wątków (bo jeszcze przecież cała fabuła dziejąca się współcześnie), mamy tyle, że można by nimi obdzielić sagę, a tymczasem to ponoć powieść sensacyjna. Kolejne tematy wrzucane są do niej tak, jakby nie podlegały żadnej selekcji, a autor chciał upchnąć wszystko, czego tylko udało mu się dowiedzieć na temat rozwiązłości seksualnej w III Rzeszy i próbach stworzenia przez hitlerowców rasy nadludzi.
Wątek kryminalny pojawia się również, ale bardzo mocno zakamuflowany i nie ma wpływu na akcję. Tak naprawdę nie mamy pewności, czy o zagadkę seryjnego mordercy tu chodzi i czy w ogóle można mówić o jakiejś serii. Wyjaśnienie tej kwestii nie za bardzo autora interesuje, bo gdzieś tak w połowie tej części zdecydował się wreszcie, komu poświęcić trochę więcej uwagi.
Na plan pierwszy wychodzą losy nastolatki zakochanej w dużo starszym malarzu: młodzieńcze uniesienia, rozczarowania, zdrady. Postać głównej (chyba?) bohaterki jest jednak tak naiwna i bezbarwna (no chyba, że ktoś uzna, że fantazje seksualne wystarczą, żeby zrobić z Charlotte wystarczająco interesującą postać), że trudno się przejąć jej losami. Taka blondynka w wersji standard: motywacji i logiki w jej działaniach trudno się doszukać. O ile pewne decyzje można wyjaśnić zauroczeniem, to postanowienie, aby oddać swą waginę w służbie ojczyzny (hmm…) w ogóle się nie broni. Jeśli zrobiła tak, aby zemścić się na kochanku - facecie, któremu wszystko wisi, bo zmienia kobiety zgodnie z porami roku, to już chyba głupiej nie można. Jeżeli uczyniła to z powodów ideowych - ja w to nie wierzę, bo wcześniej nie mamy żadnych zachowań z jej strony, które by to uzasadniały. Jeśli po prostu jest nimfomanką, a wszystko na to wskazuje, to tym bardziej, taka postać mnie nie interesuje.
W trzeciej części powracamy do dzisiejszej Polski, jednak klamra, w założeniu spinająca końcówkę z pierwszą częścią, niewiele łączy. Pojawia się kolejna, tym razem współczesna historia miłosna, nie mająca z opowieścią rozgrywającą się w przeszłości niczego wspólnego. Zasygnalizowany na wstępie wątek z dziełami sztuki wprawdzie częściowo się wyjaśnia, ale satysfakcji z tego czytelnik nie ma za grosz.
Tak więc mamy w „Fermie blond” całą galerię nieprzekonujących, biernych postaci podejmujących pechowe decyzje, których życiem kieruje przypadek. Bardzo to wszystko chaotyczne i nieprzemyślane.
Doceniam wkład pracy Piotra Adamczyka włożony w dokumentację naprawdę pasjonującego tematu, ale konstruowanie ciekawych fabuł i wiarygodnych postaci słabo mu wychodzi. Jeżeli ktoś chciałby dowiedzieć się czegoś o rozwiązłości seksualnej w III Rzeszy usankcjonowanej przez państwo, i o próbach stworzenia kraju, w którym rządzić będą blondyni, powinien raczej sięgnąć po pozycje publicystyczne. Bez bohaterek blondynek.
Plus za to że książka oparta na faktach, poruszająca temat niezbadany, a może bardziej nie popularny w opinii publicznej. Minusy za to że fabuła jest męcząca, postacie nierealne, a sceny pisane tak że wiesz co się zaraz stanie. Mało dogłębna, raczej wszystko płytkie (jak dialogi).
Lubię książki, w których przemyślnie uknuta fabuła jest wpleciona w rzetelnie zebraną porcję wiedzy historycznej. Połączenie dla mnie idealne, tym lepsze im mniej widoczna granica pomiędzy jednym i drugim. W „Fermie blond” do tego jeszcze całość osadzona jest w najciekawszym dla mnie okresie historii. I to już właściwie wystarczy, by wybaczyć wszelkie inne niedociągnięcia, o ile ktoś mądrzejszy ode mnie się ich dopatrzy. „Ferma blond” nawiązuje do jednego z pierwszych wątków, który zainteresował mnie w drugowojennych tematach, jeszcze gdy byłem chyba w liceum. Tak się zdarzyło, że książka, do której @piotr.adamczyk.official odwołuje się w swojej powieści, była jedną z pierwszych, którymi zaczytywałem się swego czasu - poza lekturami. Ferma dodatkowo ma to, czego w takich powieściach nie może dla mnie zabraknąć: zaginione dzieła sztuki i skarby rabowane przez Niemców podczas okupacji, szalonego artystę, całą paradę kolekcji modowej Hugo Bossa 😉, no i oczywiście ... miłość: ta romantyczna, ale też wykoślawiona przez system, tragiczna i sprowadzona do poziomu ideologii. Jednym słowem, pomieszanie z poplątaniem, w jak najlepszym stylu.
Powieść obyczajowa o erotycznym zabarwieniu i to w stylu retro (ciągle się kręci wokół "dupy Maryny" a raczej wokół d. Charlotty). Tło powieści to II Wojna Światowa.
Książka nie skomplikowana - prosta historia ale jakoś nie udało mi sie w ta powieść wejść - cały czas krążyłem obok niej. Odkładając ją nie gryzła mnie ciekawość co będzie dalej. Kilka istotnych faktów zostało przytoczonych o Lebensborn oraz o niemieckich obozach koncentracyjnych.
Może i "Ferma Blond" jest dobrą pozycją, może nawet i wakacyjną ale o tym każdy musi przekonać się sam !
Nie porwała. Temat niby dobry, historia niby ciekawa. Ale jakoś za mało dramatu Lebensbornu, a za dużo miłosnych i erotycznych przygód bohaterów i bohaterek.