Jump to ratings and reviews
Rate this book

Dziwniejsza historia

Rate this book
Kiedy płonęło getto, Hubert spoglądał na niebo w płomieniach z okna rodzinnego mieszkania na warszawskiej Ochocie. Michał w tym samym czasie ukrywał się przed Niemcami w kopcu kartofli. Jeden i drugi od początku wiedzieli, że inność potrafi być zagrożeniem, a homofobię i antysemityzm łączy więcej, niż mogłoby się wydawać. Wiedzieli też, że sami są "inni", a wyjście z szafy oznaczałoby narażenie się na ostracyzm.

Bohaterów u Ryzińskiego jest więcej: Jurek z międzywojennej Podkowy Leśnej, który chłopaków pojechał szukać do Warszawy, Lulla – najstarsza polska drag queen, Iza – lesbijka, córka niemieckiej Żydówki. Łączy ich wykluczenie ze względu na orientację seksualną i silna potrzeba walki o swoje człowieczeństwo.

Dziwniejsza historia to poruszająca opowieść o obcości i samotności. To także podróż po warszawskich ulicach lat wojny i PRL-u, które pod pozorem szarego życia kryły zaskakująco tęczową wolność.

272 pages, Hardcover

First published September 19, 2018

13 people are currently reading
453 people want to read

About the author

Remigiusz Ryziński

5 books16 followers

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
47 (14%)
4 stars
83 (25%)
3 stars
115 (35%)
2 stars
68 (20%)
1 star
14 (4%)
Displaying 1 - 30 of 44 reviews
Profile Image for Joanka.
457 reviews82 followers
February 7, 2021
„Dziwniejsza historia” jest książką specyficzną. Myślę, że dobrze, że powstała, że przeszłość LGBT+ w Polsce to temat, o którym trzeba mówić i pisać jak najwięcej. Uświadamianie, że ludzie nieheteronormatywni nie spadli z nieba niedawno i jest to jakaś nowa moda i tak dalej, i tak dalej. Książkę przeczytałam w dwa dni i całkiem nie mogłam się od niej oderwać. O ile nie dowiedziałam się wiele nowego, to wciąż powiedziałabym, że „dobrze, że powstała, jest potrzebna”.

Tylko że… niestety zawiodła mnie ta książka. Ryziński mało miejsca poświęca temu, co interesowało mnie najbardziej. O czasach wojny w książce znajdziemy naprawdę niewiele, co więcej, dużo z tego pochodzi z cytowanych fragmentów innych książek i to typu jeden długi cytat na całą stronę. Do tego informacje od osób, które chyba nie żyły w tamtych czasach albo były dziećmi i powtarzają coś, co kiedyś zasłyszeli, co im się wydawało. Cała książka to w sumie taki zapis wspomnień, plotek i ploteczek i zachłystywania się życiem gejów w PRL. O kobietach, choć są wspominane, a autor z nimi rozmawiał – dowiemy się tyle, co nic. Mam tu na myśli lesbijki, bo o kobietach-prostytutkach i policjantkach znajdziemy już więcej. Na to bardzo liczyłam, ale mało co dostałam.

Wreszcie książka ma charakter bardziej… anegdotyczny niż socjologiczny, obserwacje przekrojowe, jakaś głębsza analiza – wszystko zanika w gęstwinie opowieści, niekiedy sobie przeczących, niekiedy irytujących, często nawet zmyślonych, co niekiedy punktuje sam autor. Połowa bohaterów książki była dla mnie nieznośna, a ich hipokryzja i patrzenie z góry na dzisiejszych młodych queerów sprawiały, że aż trochę mrugałam z niedowierzaniem.

Napisana jest w specyficzny sposób, urywanymi niemal zdaniami, jakby autor chciał podać gotowe puenty, niemal aforyzmy, podsumowania, które, jak zakładam, miały być mocne w zamyśle. Mnie umęczyły, a wreszcie chwilami zaczęły śmieszyć. Bardzo mi przykro, bo chciałam zachwycić się tą książką albo przynajmniej ją docenić. A nie dałam rady.

Tak więc dobrze, że książka powstała. Szkoda tylko, że nie napisał jej ktoś inny, skupiając się na innych tematach i przerabiając je pod innym kątem.
Profile Image for Anna.
512 reviews80 followers
December 28, 2018
3.5 gwiazdki

Pierwsza część książki jest naprawdę świetna. Obyczajowość i codzienne życie okresu wojennego to według mnie wciąż niezgłębiony temat (nie twierdzę, że nie ma badań i publikacji - po prostu rzadko się o tym mówi, a tym bardziej uczy) i na swój sposób trudno nam sobie chyba w ogóle wyobrazić, że wtedy to "życie" w ogóle istniało, że nie zamarło, nie zostało zawieszone.

Ponadto bardzo przypadło mi do gustu również to, że autor nie skupia się wyłącznie na homoseksualistach (zapewne dlatego, że jego bohaterowie/bohaterki byli wówczas dziećmi). Ta część książki w znacznej mierze poświęcona jest też Żydom (później Michał Głowiński bardzo słusznie porównuje ze sobą antysemityzm i homofobię), prostytucji, kobietom (Ryziński przytacza historię pierwszych polskich policjantek). Autor nakreśla tu obraz świata, w którym dorastało się i poznawało swoją seksualność zupełnie inaczej jak teraz. I to wciąga, w pewien sposób oczarowuje.

Druga część, ta o PRL-u, znacznie mniej mnie zainteresowała. Kobiety zeszły na dalszy plan (naprawdę liczyłam na to, że Ryziński pozwoli dojść do głosu lesbijkom i ich wspomnieniom, ale "Dziwniejsza historia" okazała się kolejną silnie męskocentryczną książką), a ja przewracając strony czułam, że nie dowiaduję się niczego nowego. Dwa lata spędziłam czytając o życiu gejów w PRL-u, więc ta pozycja nie poszerzyła raczej mojej wiedzy. Doskonale czyta się tę część książki, ponieważ autor ma naprawdę lekkie pióro i oryginalny styl (który nie każdemu będzie odpowiadał), a ja w dodatku naprawdę bardzo lubię takie głęboko intymne i opowiadane bezpośrednio przez ludzi, którzy je przeżyli, historie, ale to wciąż trochę dla mnie za mało.

Szkoda też, że jedyne zdjęcie w książce, to to na okładce. O zdjęciach często jest mowa, autor przegląda je ze swoimi rozmówcami, ale my ich nie widzimy. Jeśli wynikało to z faktu, że bohaterowie książki nie chcieli się nimi podzielić, to w porządku, ale wydaje mi się, że w takiej publikacji warto było umieścić ich chociaż kilka, niekoniecznie takich bardzo "prywatnych".

Na koniec dodam, że niestety nie umiałam się nie smucić i nie irytować niektórymi wypowiedziami o współczesnej działalności na rzecz praw osób nieheteroseksualnych, o ich widzialności w społeczeństwie, o zmianach. Doskonale unaocznia to, dlaczego starsi geje źle czują się w społeczności LGBTQA+ i odcinają od niej, a to wywołuje u mnie szczery smutek, ale jednocześnie, kiedy czyta się coś w tonie "kiedyś było dobrze, a teraz te parady i związku partnerskie...", to aż się w człowieku gotuje.
Profile Image for Marcin.
329 reviews81 followers
August 30, 2020
"Nie pamiętam". "Wydaje mi się, że". "Przypuszczam". "Zakładam". "Słyszałem". Plus takie chwyty retoryczne, jak: "mówi się" lub "wiadomo, że". A to wszystko w książce opublikowanej w serii REPORTAŻE. Jak dla mnie ŻENADA. W podręcznikach do nauki prawa postępowania karnego ich autorom zdarza się napisać, że proces poszlakowy nie może być oparty na domysłach i życzeniach oskarżyciela. Najwidoczniej ktoś powinien i autorowi i wydawnictwu napisać, że reportaż jako gatunek literatury faktu nie może się opierać na przypuszczeniach autora lub jego bohaterów. Fakt bowiem lubi konkret a nie gdybanie.

Nie wiem, po co powstała ta książka. Ani czemu ma służyć. Autor zebrał kilku rozmówców i wziął ich na spytki, jak to gejom i lesbijkom żyło się przed wojną i po wojnie. Jednym z rozmówców jest prof. Michał Głowiński, który w Czarnych sezonach zdążył już na ten temat powiedzieć niemal wszystko. Remigiuszowi Ryzińskiemu widać to nie wystarczyło, gdyż usilnie próbował wydobyć od swego bohatera intymne tajemnice alkowy, o których prof. Głowiński z rozmysłem nie napisał w swej autobiograficznej książce i nie zamierzał się nimi dzielić i w tym wypadku. Jedyną nowością jest fakt pozostawania przez Michała Głowińskiego w stałym związku. Szczegóły jednak przyjdzie nam poznać dopiero po jego śmierci. Dopiero pośmiertnie będzie można uzyskać dostęp do jego archiwum zdeponowanego w Bibliotece Narodowej. Na nieszczęście profesora, Remigiusz Ryziński ujawnia na tyle dużo detali o partnerze Michała Głowińskiego, że ustalenie, o kogo chodzi, nie nastręcza większych trudności. Z tego punktu widzenia doprawdy komiczne jest ukrywanie głównego rozmówcy autora pod pseudonimem "Hubert". Ryziński kamufluje go tu i ówdzie, w tekście ujawniając taką masę szczegółów, że ustalenie prawdziwych personaliów "Huberta" za pomocą wyszukiwarki internetowej zajęło mi mniej niż 2 minuty.

Rozkoszne jest również podanie przez Ryzińskiego, że "Hubert" pozostawał w stałym związku ze swoim partnerem, Carlosem, przez ponad 40 lat, podczas gdy parę stron wcześniej "Hubert" przechwala się, jak to Carlos musiał ulatniać się z paryskiego mieszkania, gdy do "Huberta" przychodzili inni chłopcy, bynajmniej nie w celach odwiedzin przy herbatce. Przy takim rozumieniu monogamii, to "Hubert" z Carlosem mogli żyć razem i 140 lat, co nie zmieniłoby faktu, że "Hubert" mając partnera życiowego, lubił sobie podupczyć na boku.
Profile Image for Wojciech Szot.
Author 16 books1,438 followers
March 19, 2020
„Dziwniejsza historia” to jedna z najgorszych książek, jakie czytałem w serii „reportaże” wydawnictwa Czarne. Tak od strony konstrukcji, narracji jak i błędów czysto merytorycznych. [UWAGA – ARGUMENTY]

Już poprzednia książka Remigiusza Ryzińskiego, „Foucault w Warszawie” była przegadaną opowieścią zbudowaną na bardzo wątłym materiale i ledwie kilku świadkach (recenzję znajdziecie na Kurzojady.pl). Brak materiału zastąpił autor wyliczankami z przypuszczeń, pustosłowiem i chwytami czysto technicznymi, parapoetyckim wersowaniem, które – co chyba ciekawe – w nowej książce zostało zredukowane do czasem absolutnie niezrozumiałych zdań pojedynczych, z których zbitki nic nie wynika. To pokazuje jak wielką przysługę zrobiła autorowi redakcja w Dowodach na Istnienie, redakcja w Czarnym nie postarała się, choć jest tego jeszcze jeden powód. Bohater. Jeden. Hubert. Pochodzący z uprzywilejowanej rodziny (architekci, w tle majaczy Krzywicka) mężczyzna jest właściwie jedynym bohaterem tej książki. To jego opowieść życia, którą Ryziński grzecznie przepisuje, dodając - gdy Hubertowi brakuje pamięci lub wyobraźni - własne obserwacje i przypuszczenia. A Hubert, “jest badaczem i jednocześnie okazem. Zawsze chętny do rozmów, do analiz, do pisania i wspominek. Pyta sam siebie o siebie i bawi się, gra. Stawia na czerwone. Zakłada oczko. Trochę kantuje”.

Nie jest niczym złym reportaż poświęcony jednemu bohaterowi, ale wtedy poprosimy o ciekawą biografię, a nie udawany reportaż o życiu osób homoseksualnych przed, w trakcie i po wojnie. Materiały dodatkowe, tworzące tło, czy mające uzasadnić reportażowy charakter książki są wątłe, o czym najlepiej świadczy zakończenie “Dziwniejszej historii”, w którym autor nawrzucał co tylko mógł - knajpy, pisarzy, teczki, Huberta, lesbijki, seks z żołnierzami… groch z kapustą, z którego faktycznie wychodzi “dziwniejsza historia”, ale nie jest to komplement.

Ryziński z powodu braku materiału i by ukryć, że ‘de facto’ mówi w książce tylko jedna osoba, buduje swoją opowieść zacierając ślady pomiędzy tym, co opowiada jego bohater, a co jest odautorskie. I tak na przykład, gdy ktoś mówi bardzo ryzykowne od strony faktów zdanie: „W czasie wojny warszawscy homo bywali w kawiarniach chętnie”, to nie wiemy kto mówi, może nam się wydawać, że robi to Hubert, główne źródło informacji z „Dziwniejszej historii”, ale jest to wypowiedź nieoznaczona myślnikiem, zatem jednak pochodząca od narratora. Skąd narrator to wie? Tego nie wiemy. Takich momentów są setki, bo jest to książka utkana z przypuszczeń, plot, niepewności i fantazji odautorskich. O tyle trudnych do kontrowania, że często podanych jako zasłyszane lub zacytowane z wypowiedzi bohatera. Weryfikacji bohaterów autor się nie podjął, bo i niezbyt wielu ich było, ale o tym też za chwilę.

Nominacja „Foucaulta…” do Literackiej Nagrody Nike mogła się zdarzyć. Błędy popełniać może też szacowne jury, choć w tej sytuacji Kamil Bałuk powinien dostać nagrodę z marszu i kurierem do miejsca pobytu. Niestety nominacja i ważki temat, sprawiają, że Ryziński zaczął uchodzić za eksperta od historii homo, a media chętnie go nam pokazują. Nie zaglądając zbyt uważnie do samej książki. Zajrzyjmy i zobaczmy najpierw kilka prostych błędów merytorycznych.

Pisze Ryziński: „Chłopcy się puszczali, chodzili ze sobą z własnej woli, kochali zupełnie zwyczajnie. Była na nich w Rzeszy kara. Stanowił o niej paragraf 175, który przywędrował za sprawą okupacji także do Polski. Oskarżonych znaczono różowym trójkątem”. Oskarżonych z art. 175 nie znaczono różowym trójkątem, a robiono tak z tymi, skierowanymi do obozów koncentracyjnych. Zatem niektórzy byli tak oznakowani, ale nie wszyscy. Ma to swoje konsekwencje w „Dziwniejszej historii”, bo autor pisze, że: „Obecnie znany jest jeden przypadek Polaka z różowym trójkątem” i dodaje, że ma na myśli Teofila Kosińskim. Otóż nie, Teofil nie miał takiego oznaczenia, bo nigdy nie był w obozie. Co prawda Ryziński w usta bohatera wkłada wypowiedź: „potem do mnie dotarło, że jego cały pobyt w obozie koncentracyjnym i cała historia z tym Willim, w którym był potwornie zakochany, że to musiało zostawić na jego osobowości straszne piętno", ale jej nieskontrowanie przez narratora może zostawić czytelnika z błędnym przekonaniem, jakoby Stefan (Teofil) Kosiński w obozie był. A nie był, o czym mówi książka, na którą się autor powołuje. Myląc zresztą posłowie Joanny Ostrowskiej i pisząc o nim jako o przedmowie. Co zatem czytał Ryziński? Dla mnie to pytanie ważne, bo dalej mamy kolejny błąd. Pisze autor, że w 1933 roku w Niemczech "powstały listy homoseksualistów i paragraf 175 wszedł nabrał [sic!] nowej mocy. Za czynny lub bierny homoseksualizm – oraz „nierząd ze zwierzętami” – wyznaczał karę od trzech miesięcy do dziesięciu lat więzienia". Nie wiemy zatem czy wszedł, czy nabrał mocy, a tak naprawdę to istniał od 1871 roku, zawsze był powiązany z zoofilią, która w 1935 roku została wydzielona jako paragraf 175b.

Należy zadać pytanie, o czym myślał autor, pisząc, że ulicami Podkowy Leśnej chodzili sobie Żydzi, bo Niemcy ich nie rozpoznawali. „A Żydzi chodzili zupełnie swobodnie, cała masa. Wszyscy wiedzieli, że to są Żydzi, koledzy, koleżanki z kompletów, nikt się tym nie przejmował”. Ponownie narrator milczy, a przecież gdyby tak było, to Helena Turczyńska z Brwinowa nie dostałaby tytułu Sprawiedliwej wśród Narodów Świata, a Anna Synoradzka-Demadre nie opisywałaby losów rodziny Wertensteinów. A jest to książka, na którą Ryziński przy innej okazji się powołuje. Takich błędów wyłapałem kilka w temacie mi bliskim, ale myślę, że powinni się tym tekstem zająć specjaliści i specjalistki i przyjrzeć dokonanym w nim manipulacjom.

Także bardzo wątpliwe jest pisanie o Boyu-Żeleńskim, że prowadził “walkę o prawa mniejszości seksualnych”, bo w porównaniu z ilością publicystyki poświęconej „świadomemu macierzyństwu”, jego publicystyka odnośnie osób homoseksualnych jest rozproszona i niekonsekwentna, a sam Boy widział go raczej jako pewną ideę platońską, a o ludzi troszczył się z powodu przemocy, jaką wobec nich stosują np. szantażyści, o czym Ryziński też wspomina. Wojciech Śmieja analizował te teksty i pisał, że Boy nigdzie nie zauważa pojedynczej osoby, a widzi zbiorowość, środowisko. To też było cenne, ale wbrew pozorom był to gło osamotniony. Nieciekawe jest też pisanie przez Ryzińskiego, że za nim “niemalże na ślepo, szła Irena Krzywicka”, bo to trzeba by dowieść.

Podobnie jak w „Foucaulcie…” ma Ryziński problem z bohaterami. Bo ich nie ma, a jak są – to niewiele wnoszą, a przecież trzeba książkę napisać. Jak to zrobić? Okazuje się, że można mimo, że głównego bohatera książki, Huberta, najlepiej charakteryzuje sam narrator, pisząc (na jednej stronie): „nie chodził”, „mówiło się”, „prawdopodobnie”, „Hubert nie pamięta, ale…”; dobrze, że „Hubert mijał”, bo można by uznać, że Hubert został wymyślony tylko po to, by autor mógł opowiedzieć pełną niepewnych źródłowo informacji bajkę, a nie reportaż. Albo tak: „znany jest przypadek chłopca molestowanego przez swojego szefa”. Skąd znany? Komu znany? Od reportera wymagałbym jednak zwracania uwagi na takie elementy.

Kilkanaście stron dalej Hubert – dalej na jednej stronie – „wie o tym z drugiej ręki”, „ma świadomość”, „nie spotkał”, „ja nic mnie wiem”. Czasem zaczynałem wątpić w to, czy Hubert istnieje, a nie jest może jakimś bohaterem fikcyjnym, na którego składają się wypowiedzi kilku osób i autorskie fikcje. Podobnie jest wątpliwym tak obszerne przepisywanie wspomnień Michała Głowińskiego. Ryziński je poszatkował nie poddając choć częściowej weryfikacji, do której ma prawo, jak i Głowiński ma prawo do błędu. I tak jest, gdy Głowiński pisze o „pejsachówce”, że to „błąd w języku polskim”, bo wódka się powinna nazywać „pesachówka”, świadczący o polskim antysemityzmie. Otóż nie. W jidysz „Pejsach” to właśnie słowo określające „Pesach”, a „ej” to dyftong z jidysz. „Pejsachówka” jest jidyszyzmem, a nie antysemicką kalką [POTWIERDZONE KONSULTACJAMI, ZAPIS MOGĘ UDOSTĘPNIĆ]. To, że w książce “Zagłada” pisana jest z małej litery to inny zaskakujący moment.

Język „Dziwniejszej historii” jest dziwny. Sporo tu stylizacji na Hannę Krall i jak możecie się domyślić, ta metoda nie zadziałała. Mamy tu sporo zdań, których nie można zrozumieć, jak: „Rano jeszcze zimno. Niby wiosna, ale rośnie słabo”. Co rośnie? Trawa? Kwiatki? Skróty myślowe to nie jest metoda na napisanie książki, a takich mam zakreślonych całkiem sporo. Są smutne naiwności, jak ta, gdy „getto sobie płonie. Getto płonie, a Hubert patrzy. Inne ma w sercu rozterki”. Lub, gdy charakteryzuje bohaterkę: „jest bardzo niska, wzrostem przypomina nastoletnią dziewczynę”. Statystycznie kobiety przestają rosnąć w wieku osiemnastu lat. Albo opis Warszawy (jesteśmy przed wojną!) z informacją, że „nie było jeszcze perspektywy z wieżowcami”. To jest takie tworzenie kolorytu i opowieści dla samej opowieści, bo to zdanie równie dobrze może opisywać lata 80. w stolicy. To jest o tyle męczące, że gdy tylko Ryziński może opisać knajpę, to wypełnia tym przynajmniej stronę, gdy tylko może sięgnąć po książkę Szaroty o warszawskiej rzeczywistości wojennej, to od razu dwie strony załatwione opisem, który nic nie wnosi do głównego tematu. Albo gdy bohater idzie sobie od mostu Poniatowskiego do Belwederu to przecież można trasę opisać, wymieniając ciekawe miejsca przy alejach Ujazdowskich. Przy tej okazji zwracam uwagę na fakt, że rabin miał na nazwisko Majzels a nie Mejzels, ale to już tylko kosmetyka.

Na koniec zostawiam sobie sprawę kiczu.
Dzieci żydowskie „przychodziły chmarami”, „jak małe zwierzątka, wygłodniałe i dzikie”. Bohater mówi o nich, że „mówiły w jidyszu [sic!] i uczęszczały do jesziwy”. Autor komentuje: „I dlatego poszły do ognia”, a getto „płonęło i płonęło, jakby nie chciało zgasnąć”.

Animalizacja i animizacja, dwa zabiegi dość charakterystyczne dla postholokaustowego kiczu, który ma sprawić, że opis będzie wzruszał i wstrząsał, tak jakby sam fakt, że getto spłonęło, a setki dzieci żebrały po „aryjskiej” stronie o chleb, nie było wystarczająco wstrząsającym dramatem. Widok papieru z żydowskich bibliotek, który wiatr rozniósł po okolicy, „Lokomotywa” Tuwima użyta do opisu „Grossaktion” – prostackie chwyty retoryczne w stylistyce kiczu nie przystoją reportażyście mającemu ambicje literackie. Podobny zabieg dostrzec możemy przy opisie rzezi Ochoty, gdzie Ukraińcy...

“Szli na węch
Jak wilki do padliny.
Jak sępy do krwi”.

Jest też kicz prostszy. Gdy pisze o „volksdeutschu R.”, że gwałcił praktykantów, pisze Ryziński:

„W obecności.
W tym samym pokoju.
W tym samym łóżku.
Gdy ona spała.”

Dramat!

Jest dużo niezgrabności, gdy na przykład opisuje sklep braci Hirszfeldów, gdzie luksus i „ściany wyłożone były lustrami, wszystko rozświetlone żyrandolami i pełne nastroju, jak w kościele”, a zaraz nazywa go „sklepikiem”. Ładny mi sklepik, jak w kościele. Maniera literacka Ryzińskiego razi i irytuje, gdy czytamy, że „Hubertowy afekt do aktora nie miał uzasadnienia w domowej tradycji”, pozostaje nam tylko parsknąć śmiechem. Infantylizacja bohaterów, niepotrzebne wycieczki w kierunku „Lubiewa”, zbytnie utożsamienie języka narratora z językiem bohaterów w celu nadania tekstowi cech „artystycznych” to jeden z wielu problemów tej książki.

Smuci mnie ta książka, bo powiela stereotyp osoby homoseksualnej o artystycznych zdolnościach, która lubi się zabawić, “dobrze się ubrać, napić, zjeść”, ale jest też niestała w związkach i zdecydowanie niemonogamiczna. Ryziński omija konfrontowanie swojego bohatera z tym, że istnieli też geje spoza warstwy uprzywilejowanej, nie szuka takich bohaterów i nie zadaje sobie pytań o ich los. Podobnie jak opisując doświadczenie homoseksualistów nie dostrzega tragedii ludzi heteroseksualnych, którzy musieli wnikać w “środowisko homo”, bo taki rozkaz dawały im służby. Dla Ryzińskiego jest to raczej coś zabawnego (co słychać zwłaszcza w rozmowie Radia Książki Michała Nogasia, polecam posłuchanie fragmentu gdzie autor wyraźnie ironizuje z ich doświadczenia), wic. Nie zadał sobie znawca Foucaulta pytania o system, który zmusza ludzi do pracy własnym ciałem w służbach specjalnych. To jest ciekawy temat i gdy mówi Ryziński, że interesuje go tak samo heteromatriks jak i homomatriks, to jednak mu nie wierzę.

Zaczyna Ryziński od motta z „Kosmosu” Gombrowicza, „opowiem inną przygodę dziwniejszą” i ja mam nadzieję, że zobaczyliście jak dziwna jest to historia, ze tak słabo napisana książka przechodzi redakcje, korekty i jest wydawana mimo dość oczywistych wad, braków i błędów. Dlaczego? Bo temat? Bo pośpiech? Po co? Mamy utalentowanych badaczy historii „odmieńców” – Ostrowska, Kaliściak, Warkocki czy Śmieja zrobili dużo, mamy Tomasika, który w wersji bardziej popularnej połączył merytorykę z sukcesem marketingowym. Mamy też Ryzińskiego, którego kiczowata opowiastka zamieniona została w poważny reportaż. Bo tak działa rynek.
Profile Image for Magda Prz.
102 reviews7 followers
October 12, 2018
OK, przyjmuję do wiadomości, że może książka to nie reportaż, momenty, w których autor dopowiada "jak mogło być" - są więcej niż wkurzające. Może "Dziwniejsza historia" powinna była ukazać się w innym wydawnictwie (patrz: https://www.facebook.com/Kurzojady/po...).

Poetycko ubarwione dzieje gejowskiej Warszawy, może po części składające się z domysłów, zakończone marnym przemijaniem pór roku - ale hej, nie było takiej książki, która gejowskie historie pokazuje z takim rozmachem, i, mimo wojny i PRL, tak ładnie. Nawet o dymaniu w "grzybkach" Ryziński pisze ładnie, pokazuje, że ludzie chcą się cieszyć, bawić, przesiadują w kawiarniach, starają się nie zwariować w tej szarej rzeczywistości.

Mnie ta opowieść (nie reportaż) uwiodła. I myślę, że jest jak jeden z podrozdziałów - szaro-różowa.
Profile Image for wiktoria ☆.
155 reviews16 followers
January 19, 2023
nie zliczę ile razy musiałam odkładać tą książkę, bo aż tak wjeżdżała w moje uczucia
13 reviews1 follower
January 9, 2019
najpierw mnie zaciekawiła, potem okazała się bardzo zła
Profile Image for Judith.
346 reviews14 followers
January 20, 2019
3,5

"Jestem nieśmiały, peszę się, jak poznaję nowych ludzi, zwłaszcza takich światowych, znanych. A on tak umiał z człowiekiem rozmawiać, że po pięciu minutach miałem wrażenie, że rozmawiam z człowiekiem, którego znam od dziesięciu lat. To był artysta rozmowy."
- o Konstantym Jeleńskim

Najbardziej interesujące są wzmianki o osobach znanych w czasie wojny, po wojnie i w PRLu w Polsce, bo od zawsze wśród artystów, myślicieli, wielbicieli sztuki nie brakowało osób LGBT.

Czegoś mi jednak w tej książce zabrakło. Chciałabym poznać więcej emocjonalnych przeżyć bohaterów, a nie tylko, w których dokładnie krzakach, czy szaletach w Warszawie (czasy przed wojną, w trakcie i po) odbywały zbliżenia homoseksualnych mężczyzn. Chciałabym też więcej skupienia się na innych literach LGBT niż tylko na G. Była wzmianka o jednej parze lesbijek, ale może na dwie/trzy strony tekstu i o Luli (znany w powojennej Warszawie mężczyzna przebierający się za kobietę) dwa akapity. Odrobinę mnie ta męskocentryczność drażniła. Jednak to ogromny sukces, że takie książki wreszcie powstają i może Ryziński otworzył drzwi dla tej tematyki w mainstreamie.
Profile Image for Anna Cała.
148 reviews2 followers
May 29, 2024
Generalnie - chaos. Ale fajny ten żywy język bohaterów.
Profile Image for Vince.
354 reviews1 follower
January 28, 2025
1.8/5⭐
Tytuł doskonale opisuje treść
155 reviews1 follower
February 15, 2019
Spodziewałam się uogólnionej analizy warszawskiego środowiska gejowskiego od międzylecia wojennego począwszy. Otrzymałam zupełnie coś innego. To mozaika wspomnień, anegdot, a czasem i bardziej suchych faktów, opowiadanych przez garstkę ludzi z krwi, kości i niesamowitymi życiowymi bagażami. Nieoczekiwanie dla mnie, temat Żydów polskich i antysemityzmu pojawia się tu bardzo często. Niesamowicie ciekawe są też ich poglądy na współczesne środowisko i najnowsze pokolenie. A wszystko utrzymane w klimacie pamiętnikarsko-reportażowym.
Absolutnie zakochałam się w Lulli - najstarszej do dziś działającej artystycznie warszawskiej drag queen.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Profile Image for Michał.
137 reviews
October 7, 2018
Wciągająca historia ludzi, wojny, powojnia, Polski z niemainstreamowego punktu widzenia. Piękna lektura pozwalająca spojrzeć na historię w sposób wielodymensjonalny jako układankę historii wielu osób z różnych środowisk.
Profile Image for Zbyszek Kiedacz.
32 reviews1 follower
October 15, 2024
Mieszane uczucia. Z jednej strony zebrane opowieści są po prostu ciekawe– ilustrują świat podwójnie nieznany, bo nie dość że czasy minione, to jeszcze opisane z perspektywy osób nieheteronormatywnych. Z drugiej strony, z kilkoma bardzo niewielkimi wyjątkami, bardzo brakuje jakiejś syntezy czy próby podsumowania – opowieści może i są ciekawe, ale trudno mi powiedzieć żeby łączyły się w harmonijną całość. Ot, zbiór gawęd łączonych przez wspólną tematykę.
Profile Image for otworzwrota.
29 reviews2 followers
January 7, 2022
Dnf, szkodliwa i stereotypowa, źle napisana, początkowe rozdziały znośne, z każdym kolejnym coraz gorzej
Profile Image for Kora.
30 reviews6 followers
January 5, 2025
Tematyka reportażu ważna i potrzeba. Historie ciekawe, niektóre też edukujące, jednak jest w tej książce pewien chaos, który przeszkadza podczas czytania. Pierwsza część - o czasach wojennych - bardzo ciekawa, chce się dalej czytać i chłonąć przedstawione historie. Jednak druga o czasach PRLu bardzo chaotyczna, zbyt dużo plotek, a za mało faktów. Brakuje czegoś konkretnego - czytając reportaż ufamy, że wydarzenia opowiadane faktycznie się wydarzyły, a tutaj pojawia się w głowie zbyt wiele wątpliwości ze względu na ciągle powtarzane "w sumie nie wiem czy tak było", "słyszałem", "a ten mi mówił"... więc ile w tym prawdy, a nie przeinaczenia?

Ogromnym minusem jest brak kobiet - kilka historii o prostytukatch, jeszcze mniej o lesbijkach. Oczywiście książka o samych gejach nie jest czymś złym, jednak reklamowana jest jako dziwniejsza historia i mężczyzn, i kobiet.

W wielu historiach czuć stereotypizację, jednak nie wiem z czego to dokładnie wynika - traktowanie autora? różnice pokoleniowe między światem dzisiejszym a tamtym, w którym żyły osoby opowiadające?

Tematyką książki jest również seks, który niekiedy przedstawiony był jako jedyne zainteresowanie gejów. Nieraz wybrzmiewało, że geje w tamtych czasach chcieli tylko seksu, a związki były dla nich czymś nieważnym. Czy tak było faktycznie? Pewnie nie.
80 reviews1 follower
November 6, 2022
Ksiązka ma niewatpliwie wiele plusow. Dobrze napisana, przyjemnie i szybko sie ja czyta. Przenosi czytelnika w przeszlosc. Niestety ma ona jednak tez minusy. Przede wszystkim jej poszatkowana struktura sprawia ze ciezko sie zaangazowac emocjonalnie w losy ktorego z bohaterow. Ma wiele niepotrzebnycb wstawek. Jest to rowniez ksiazka wybitnie iteligencka, napisana przez jednego inteligenta o drugim. Przez to perspektywa jest dosc waska. Nie mamy w calej ksiazce glosu zwyklych, normalnych ludzi. Ciekawsze mogloby byc opowiedzenieno zyciu gejow robotnikow, gejow gornikow czy przedstawicieli innych "prostych" profesji w tamtych czasach niz o architekcie i pisarzu, ktorzy ze wzgledu na swoj status spoleczno ekonomiczmy mieli w wielu wzgledach latwiej.
Profile Image for Marko.
425 reviews18 followers
December 3, 2018
Remigiusz Ryziński w „Dziwniejszej historii” pokazuje, że czas wojny, okupacji, pokoju, to też czas w którym jest miejsce na miłość, sex, czy szukanie partnera. Homofobów w dzisiejszych czasach nadal jest bez liku, a wielu z nich nie wie lub nie dopuszcza do siebie tego faktu, iż homoseksualista to taki sam człowiek jak inni, ba czasami nawet bardziej utalentowany i inteligentniejszy. Pierwsze spotkanie z tym autorem uważam za bardzo udane :-)
Profile Image for Angelika.
272 reviews6 followers
December 4, 2018
Pokłosie "Foucaulta w Warszawie". Czyta się trochę jak portale plotkarskie dawnych czasów. Fragmentaryczność pozwala na sprawne wejście w ten obcy świat.
Niestety denerwuje maniera stylistyczna Ryzińskiego w przenoszeniu i akcentowaniu czasowników na końcach zdań.
Profile Image for madziagda.
88 reviews
February 6, 2020
Interesujące spojrzenie na historię, myślę, że dla wielu zupełnie nieznane. Powtarzające się porównanie antysemityzmu z homofobią (niestety) bardzo na czasie... Do tego świetny język, czyta się jak gawędę.
Profile Image for L.L..
1,038 reviews19 followers
January 23, 2024
Jak przeczytałem opis, to wiadomo - bardzo się napaliłem na tą książkę ;) Po przeczytaniu stwierdzam, że nie jest AŻ tak dobra i w sumie mogę się zgodzić z wieloma zarzutami innych recenzentów, że trochę chaotyczna, "o wszystkim i o niczym", no i dużo jakiegoś takiego gawędziarstwa... No i styl autora - no tak, to nie jest tez mój ulubiony styl. Ale tutaj chyba tematyka wygrała, i tak z zainteresowaniem przeczytałem/przesłuchałem, jest to temat, którego praktycznie nie ma i raczej już nie będzie skoro zostali już tylko pojedynczy świadkowie i będą tylko ubywać... Szkoda, że nie została napisana inaczej ale lepiej tak niż wcale ;)

Taki sobie cytat:
"Homo w czasie wojny — no byli.
(...)
Na przykład bańka na placu Trzech Krzyży funkcjonowała za okupacji, i to bardzo prężnie. (...) I Niemcy, i Polacy tam chadzali nie jak do ustępu, ale jak do spa. Odnowa biologiczna była w modzie, szybka i skuteczna, bez nacjonalistycznych barier, bez politycznych granic i bez społecznych uprzedzeń.
- Miałem bardzo serdecznego przyjaciela — opowiada Jerzy — profesora szkoły teatralnej i aktora w Łodzi, który mówił, że w czasie okupacji wszyscy młodzi geje chodzili najchętniej na tak zwaną pikietę na plac Wilsona i tam ss-mani i inni Niemcy korzystali. No, to była rozkosz! To byli najbardziej wypielęgnowani faceci. Tak, tam Polacy przychodzili na Niemców i tam się to odbywało na miejscu.
Chodziło o to, że żołnierz, że w mundurze od Hugo Bossa, że męski i przede wszystkim — że czysty.
A i to zagrożenie, ta dwuznaczność mogły być nęcące.
(...)
Ale jak to, Polak z Niemcem?
W czasie wojny?
(...)
Największe wzięcie mieli Niemcy w mundurach.
Typów mundurów niemieckich było ponad sto pięćdziesiąt, z czego najbardziej znane to Wehrmacht, Kriegsmarine, Luftwaffe, Waffen-ss.
Obowiązkowa służba wojskowa w Niemczech nazistowskich została wprowadzona w marcu 1935 roku. Wcześniej traktat wersalski mocno ograniczał niemieckie siły zbrojne. W najbardziej newralgicznym momencie, na początku 1942 roku, żołnierzy niemieckiej piechoty były 4 miliony, a cały Wehrmacht osiągnął liczbę 8,6 miliona ludzi.
No to jest bardzo dużo mundurów."


(czytana/słuchana: 21-22.01.2024)
5-/5 [8/10]
Profile Image for Julian.
120 reviews1 follower
November 23, 2021
jak "Foucault w Warszawie" bardzo mi się podobał, tak "Dziwniejsza historia" jest o wiele słabsza - i językowo, i treściowo; na jej niekorzyść dodatkowo przeważa próba (deklaracja?) nakreślenia szerszego pola do wyjścia do historii pamięci osób nieheteronormatywnych, która nie zostaje spełniona, gdyż książka jest zbiorem anegdot dwóch gejów z potężnym kapitałem kulturowym, więc nie jest w żaden sposób reprezentatywna dla społeczności LGB
Profile Image for Pauline Ginsberg.
129 reviews1 follower
September 27, 2022
Jeden z najgorszych reportaży jakie czytałam, byłam bardzo podekscytowana przeczytaniem Dziwniejszej historii, niestety mocno się zawiodłam.
Narracja jest bardzo chaotyczna. Nagle przeskoki pomiędzy bohaterami, randomowe opisy pokoju lub opowieści, w ogóle nie odnoszące się do tematyki reportażu.
Dziwniejsza historia to dziwna książka, która w ogóle nie wpasowała się w moje gusta
301 reviews1 follower
July 20, 2025
Tytuł tutaj pasuje. Te urywki z życia powojennej Warszawy, miejsca, które trwają do dziś - to cenne opowieść, ale właśnie, tylko opowieść, zdecydowanie nie reportaż. Niektóre z tych historii były smutne, inne wzruszające, pełne estetyki. Ale czegos mi tu brakuje. Momentami również smaku, nie każda postawa autora mi się podobała. Ot, dziwna historia...
Profile Image for Marta.
170 reviews15 followers
Read
November 9, 2020
ciekawa, momentami bardzo ciekawa, momentami bardzo ciężka, ale moim zdaniem trochę nierówna i szkoda, że tak męskocentryczna (Krystyna i Iza na początku zrobiły mi nadzieję, że będzie więcej o kobietach, ale jednak nie, zresztą i o nich to była raczej wzmianka)
Profile Image for kari.
608 reviews
March 13, 2019
[PL] Ważny i potrzebny reportaż, choć rytm jednozdaniowych akapitów-puent strasznie mnie zmęczył.
Displaying 1 - 30 of 44 reviews

Can't find what you're looking for?

Get help and learn more about the design.