Pomysł na fabułę był bardzo ciekawy. Szara myszka z wiochy zabitej deskami, Elaine Dawson, wyrusza odważnie w świat. Niestety, splot niefortunnych okoliczności sprawia, że nie dociera na ślub swojej koleżanki, nawet gorzej - przepada bez wieści. Po kilku latach Rosanna, owa koleżanka i była dziennikarka, która była przyczyną wyjazdu Elaine ze swojej norki, dostaje propozycję napisania artykułów o zganionych osobach. Oczywiście sprawa Dawson jest numerem jeden na jej liście, w końcu to była prawie przyjaciółka. Poszukiwania prawdy nigdy nie są łatwe, w tej sprawie również wiele rzeczy ujrzy światło dzienne, chociaż nie dla każdego będzie to powód do radości.
Wszystko super, tyle że główna bohaterka znów jest bardziej irytująca niż dająca się lubić. Jak już zabieram się za czytanie babskich thrillerów, gdzie krwi i flaków jest jak na lekarstwo, to miło jest, gdy główna bohaterka to jakaś fajna babka. Rosanna do tego gatunku nie należy, ale wymienianie tego, co mi w niej nie pasuje byłoby spoilerem, więc nie będę się nad nią znęcać. Całe śledztwo, poszukiwanie prawdy i rozwiązanie nie było złe, jakieś tam próby zmylenia przeciwnika były i nie mogę narzekać na wielką nudę.
Do dań głównych serwowanych przez panią Link dopisuję zdrady. Wszelakiej maści niewierność, w małżeństwie, luźnym związku, w ogóle. Nie wiem skąd autorka bierze inspiracje do tworzenia tak naiwnych, nierozważnych i wręcz rozwiązłych kobiet. Płaczliwe mimozy uzależnione od mężczyzn to jedno, ale to wskakiwanie do łóżka po pół dnia znajomości też mnie zaczyna irytować :P
Czas na chwilę przerwy od twórczości pani Link, muszę trochę odpocząć od tego zbiorowiska dziwnych kobiet z problemami.
6/10