„Smak kwiatów pomarańczy to książka, w której patrzymy na świat przez pryzmat kuchni – jej związków ze sztuką, historią, muzyką i architekturą. To kolekcja pięknych kulinarnych wspomnień (chrupiące karczochy we Florencji, tuńczykowe ragù z Palermo, cukierki o smaku kwiatów pomarańczy w Rzymie) oraz ich powiązań ze sztuką (La Brioche Chardina, wiersz Pasoliniego przywołujący wspomnienie zapachu jaśminu i gorącej zupy). Co można zjeść, przemierzając rzymskie uliczki w blasku wschodzącego słońca? Jakie danie przypomina Wariacje Goldbergowskie? Jak przez lata zmieniała się rola kobiety w kuchni? W jaki sposób jedzenie wpłynęło na zjednoczenie Włoch? A jak przeobrażenia ostatnich dwudziestu pięciu lat w Polsce wpłynęły na polską kuchnię? Z czego robić chleb, kiedy nie ma mąki? Rozmawiamy o tym, co nas zachwyca, bawi i głęboko porusza. O tym, co jest w jedzeniu – więc także i w życiu – najważniejsze. ”
Prawdopodobnie nie zauważyłabym nawet tej książki w księgarni, ale dostałam ją w prezencie i okazało się, że, o dziwo, to nawet dało się czytać! Od początku przeszkadzała mi trochę forma rozmowy i listów, która momentami była mocno pretensjonalna.
Kochana, spójrzmy jeszcze na obraz Osiasa Beerta, który wisi w Staatliche Museen w Berlinie - Martwa natura z czereśniami i poziomkami. Jakie miejsce mają czerwone owoce w Twoim życiu i Twojej kuchni?
Rozumiem, że jakoś trzeba było temat zagaić, ale moim zdaniem niektóre pytania były mocno sztuczne i napuszone. Równocześnie jednak poruszane tematy są dość interesujące, a kilka rzeczy musiałam sobie wyszukać i doczytać, bo mnie zaciekawiły. Poza tym lubię czytać o jedzeniu, a momentami rzeczywiście czytelnik może od tego czytania nieźle zgłodnieć. :)
Mały minus za wrzucanie obcojęzycznych cytatów bez tłumaczenia. Jeden fragment po angielsku zajmuje prawie pół strony. Akurat angielski mnie nie rusza, ale wielokrotnie przerabiałam w innych powieściach po francusku czy łacinie i wiem, że potrafi to być denerwujące. Nie każdy zna angielski wystarczająco dobrze, by potrafić płynnie przeczytać i zrozumieć kilka akapitów o dość skomplikowanej treści.
Książka dobra do poczytywania po trochu w wolnych chwilach, kiedy człowiek nie ma akurat czasu na nic bardziej skomplikowanego. Pewnie nie będę do niej zbyt często wracać, ale całkiem przyjemna.
Tessa Capponi Borawska to prawdziwy autorytet nie tylko w dziedzinie kulinariów i sztuki, ale też sztuki kulinariów, a jej rozmowy z Agnieszką Drotkiewicz to prawdziwa kopalnia radości nie tylko dla wielbicieli kuchni. W rozmowach przewijają się ciekawostki dotyczące kultury i sztuki, a sama książka jest jak punkt wyjścia, jak początek niesamowitej podróży przez świat martwych natur, literackich powiązań, intrygujących potraw.
Dowiemy się chociażby, jak wyglądały pełne gargantuiczno-pantagruelicznej obfitości renesansowe uczty na królewskim dworze, przeczytamy dającą do myślenia rozmowę o kobietach w kulinarnym świecie czy zostaniemy zasypani nawiązaniami do legendarnych dzieł sztuki z jedzeniem związanych.
Już nigdy nie przejdę obojętnie obok martwej natury w muzeum.
I have to say, while I've found a lot of interesting new facts in this book, the whole tone of it was unnecessarily pretensious which was rather off-putting.