W wieku dwudziestu dziewięciu lat Juliette, spędzając samotnie święta Bożego Narodzenia, odbiera telefon, z którego dowiaduje się, że niedługo ma umrzeć. Na AIDS, chorobę o której w tym czasie wiedziano niewiele, o ile cokolwiek, a na którą umiera właśnie Pierre T. wspólny przyjaciel jej i kobiety do niej dzwoniącej. Juliette wychowana przez matkę – nauczycielkę do której nie ma odrobiny szacunku (co śmiem wnioskować ze sposobu w jaki o niej pisze) za swój autorytet od zawsze uważała babcię, która od dzieciństwa wpajała jej jaka to jest doskonała i jak to należy jej się wszystko co najlepsze. Skutek tego taki, że Juliette zaczęła naprawdę w to wierzyć, stała się kobietą próżną i zapatrzoną w siebie i nawet wieść o rychłej śmierci nie była w stanie tego zmienić.