Kolejna historia, w której główne skrzypce gra jakiś pakt z młodych lat. Zaczęłam ją czytać z nastawieniem, że będzie tak samo niewyróżniająca i schematyczna, jak wszystkie poprzednie. A tu proszę! Myliłam się! Jest jeszcze gorzej.
Autorka ma wyraźnie problem z konstruowaniem logicznej i sensownej fabuły. W jej książce wydarzenia mają miejsce z zupełnie absurdalnych powodów. Bohaterowie są znajomymi, zupełnie sobą niezainteresowanymi, ale mają udawać parę? Cyk, pakt z nastoletności, o którym pamiętają 20 lat później. Bohaterowie mają być we Włoszech i remontować dom, mimo, że im tam nie po drodze? Cyk, program zaludniania jakiejś opuszczonej wsi przy Etnie, będący samowolką i finansową i organizacyjną burmistrza. Bohaterowie mają wziąć ślub jak najszybciej, mimo, że wcale nie muszą? Cyk, legenda, że trzeba się ochajtać chociaż raz na 10 lat, bo inaczej wulkan wybuchnie (XD). Spoiler: i tak sobie wybucha w międzyczasie, jakimś pyłem sadzi, but ok.
Nie rozumiem też tego nacisku na trwanie w tym związku, mimo, że bohaterka ma kisiel w mózgu i w majtkach na widok lokalnego pizzermana, a jej przyszły-niedoszły mąż co chwilę zawiesza oko (i nie tylko) na włoskim Bobie Budowniczym. Na szczęście Zelda dostaje olśnienia na ślubie i stwierdza, że to jednak bez sensu. Gdyby nie to, to pewnie by i 5 dzieci spłodzili, wzdychając tęsknie do innych typów.
Na sam koniec chciałabym jeszcze podkreślić to, jak strasznie została opisana atrakcja głównego bohaterki do tego pana od pizzy. Wystarczy, że była z nim w jednym pokoju, aby trzeba było czytać całe monologi o tym, jakie ma silne ramiona, piękne oczy, świetne włosy i urzekające spojrzenie. Czytanie tego to jak odkrywanie kolejnych kręgów piekielnych.
NIE POLECAM