Trzynastoletni Igor i jego rówieśniczka Hanka, przypadkiem spotykają się na wakacjach nad jeziorem Gopło. Nie wiedzą, że lato w cichym zakątku koło Kruszwicy przyniesie im nieoczekiwane przygody. Któż by się bowiem spodziewał w takim miejscu gadających myszy, duchów pradawnych królów, hologramu czarodzieja i jak najbardziej żywych wieszczek i guślarzy? Tajemnice i dramaty czające się w przeszłości bohaterów też okażą się ważniejsze, niż którekolwiek z nich mogło przypuszczać. Kim była matka Igora, o której nigdy nie mówi się w domu chłopca? Jak rozprawić się z lichem? Gdzie szukać sposobów na pokonanie króla ducha i jego upiornej małżonki? Odpowiedzi czekają w „Mysiej Wieży”, pierwszym tomie serii „Dzieci Dwóch Światów”, z mitologią słowiańską w tle. Jeśli podoba wam się Percy Jackson, to polubicie Igora, Hankę i ich przyjaciół.
4,5. Tyle radości! "Mysia wieża" to przeplatające się głosy Igora i Hanki, dwojga przypadkowych wakacyjnych znajomych, którzy z czasem - w związku ze wspólnym udziałem w zabawnych, idiotycznych, dziwnych lub strasznych wydarzeniach (na zmianę) - zostają przyjaciółmi, choć różnią się pod wieloma względami. Igor - typ dziecka naukowca, które wyssało naukowe upodobania z mlekiem z butelki podawanej mu w niemowlęctwie przez ojca (ale uwielbia też pływać!); Hanka - nade wszystko kochająca piłkę nożną (ach, jak mi przypomina koleżankę mojego dziecka), ale też oblatana w nowoczesnych technologiach i popkulturze (ile pisków wydaje przy lekturze tej książki ktoś, kto kocha takie nawiązania do Indiany Jonesa czy Harry'ego Pottera, wie tylko moje dziecko, które musiało je znosić). Dwie narracje, dwa głosy, cudnie różniące się od siebie - naprawdę odnosi się wrażenie, że zagląda się do głów dwóch innych osób. A do tego wszystkiego wciągająca akcja, wykopaliska prowadzone przez ojca Igora, tajemnica wieży, tajemnice rozmaitych osób wokół, zwykłych i magicznych, turbosłowianie (och, jak niemiłosiernie są potraktowani, biedacy, choć w sumie troszkę się przydają), szczypta magii, masy humoru, fantastyczna charakterystyka postaci, nawet tych, które pojawiają się na chwilę... I w tym wszystkim podstępnie, niemal niedostrzegalnie podawane są czytelnikowi smakowite kąski wiedzy o archeologii, wykopaliskach i innych fajnych rzeczach. Ach, a jeszcze te prawdziwe współczesne rodziny - takie, jakie są wśród nas, obok nas, bo przecież nie tylko 2+2; a może my sami takie mamy? Igora wychowuje samotny ojciec; Hanka ma mamę, sympatycznego ojczyma i przyrodnią małą siostrę, których kocha, ale zdarzają się chwile, że ją drażnią i ma ich serdecznie dość. Sprzeczność? Nie, psychologia. Dawno też nie czytałam tak realistycznie przedstawionych relacji dzieci-rodzice. Konflikty? Są. Porozumienie? Również. Pewne gorycze i żale - owszem. Ale też przywiązanie i miłość. I prawdziwe rodzinne dialogi (ależ bym chciała nie utożsamiać się z mamą Hanki. Ale nie da rady - jest idealna w swoim braku idealności i w swojej matczynej zrzędliwości). I jeszcze tak cudnie jest oddana atmosfera studencko-wykopaliskowa - uwielbiam tych studentów taty Igora z ich tajemniczymi hodowlami poukrywanymi w szopach. A do tego myszy! Albo raczej szczury-królożercy. A może jednak myszy? Czy już wspominałam o myszach? Są. I są świetne i bojowe jak małe czołgi, kto wie, czy nie bardziej niż Ryczypisk.
Ktoś powie - to taki polski Percy czy Magnus Ricka Riordana. W porządku - komplement. Ale "Mysia wieża" jest do tego tak rozkosznie tutejsza, że tarzałabym się w tej polskości - tak bardzo brakowało mi współczesnych, zabawnych i wciągających, napisanych ładną polszczyzną książek dla dzieci i młodzieży osadzonych w polskich realiach, że uch. (Plus psychologia postaci cokolwiek jednak lepsza niż u Riordana). Dla jasności, czytelnik dziesięcioletni również był zachwycony - pierwszą połową, bo czeka z resztą na wydanie papierowe: "Mamo, jednak papier lepiej się czyta".
Jedna uwaga dla kupujących na prezent: okładka, choć śliczna, może trochę wprowadzać w błąd. Igor i Hanka to już nastolatki (po wakacjach idą do siódmej klasy), a nie dziesięciolatki, jak trochę zdaje się sugerować ilustracja. Choć mogę sobie wyobrazić siedmiolatka, któremu czyta tę książkę dorosły, wyjaśniając mu to i owo, jest to zdecydowanie rzecz dla starszych dzieci i nastolatków. I dorosłych, chcących się pouśmiechać i przekonać, że nadal powstają u nas świetne, pisane dobrą polszczyzną książki dla pokolenia młodego ciałem lub duchem.
[PL] Disclaimer - znam, bardzo lubię i szanuję autorki tej książki. Bardzo się cieszę, że "Mysia wieża" powstała. To zabawna i mądra powieść dla młodzieży świetnie rozgrywająca rodzime baśnie i mity, starszemu czytelnikowi serwująca zaś nawiązania. Bardzo, bardzo czekam na kolejne części.
Dwunastoletni Igor i jego rówieśniczka Hanka spotykają się na wakacjach nad jeziorem Gopło. Przypadkiem znajdują tajemnicze ruiny, w których natykają się na... ducha pradawnego woja pod postacią szczura. Duch ów opowiada im historię legendarnego władcy Popiela i jego żony - wiedźmy Dragomiry, która ocaliła go od śmierci i rzuciła na niego czar, dzięki któremu zamiast umrzeć, zapadł w magiczny sen. Dzieci dowiadują się, że Dragomira planuje wskrzesić Popiela i ktoś musi ją powstrzymać. Igor i Hanka doskonale wiedzą, że żaden dorosły nie uwierzy w tę opowieść, biorą więc losy świata we własne ręce...
Literatura dziecięca to mój "comfort read" - sięgam po nią zawsze gdy źle się czuję, gdy jestem smutna albo zestresowana, gdy potrzebuję pocieszenia. I nigdy jeszcze mnie w tym pocieszaniu nie zawiodła. Tak było i tym razem. Miałam okropny dzień w pracy, szef zrobił mi awanturę, która zepsuła mi humor i spowodowała kilka epizodów niepohamowanego szlochu w ciągu kolejnych dni. Dlatego gdy tylko wróciłam do domu, rzuciłam wszystkie czytane aktualnie książki w kąt i sięgnęłam po "Mysią Wieżę". Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Książka wciągnęła mnie do magicznego świata słowiańskich wierzeń i pozwoliła zapomnieć o szarej rzeczywistości. I zapewniła doskonałą rozrywkę.
Zacznę jednak od tego, że jestem trochę zagubiona, jeśli chodzi o docelową grupę wiekową tej książki. Bohaterowie mają po 12 lat i ich przygody wydają się odpowiednie dla czytelnika w tym wieku, ale mam problem z odwołaniami do popkultury. Jestem bardzo za i generalnie im więcej takich odniesień w książce, tym jestem szczęśliwsza, ale czy naprawdę 12-latek będzie ogarniał: Władcę Pierścieni, Percy Jacksona, Harry'ego Pottera, Batmana, Iron Mana, Kapitana Amerykę, Wonderwoman, Zmierzch i Gwiezdne Wojny? Powiedziałabym, że być może, chociaż mało prawdopodobne, że wszystkie z nich. Ale Odyseja? Sherlock Holmes? Kultowe teksty z reklam sprzed 10 lat? Ballady Mickiewicza? Filmy szpiegowskie? Piłkarze, których sama oglądałam jak miałam 12-14 lat? Współczesne memy? Barokowa muzyka klasyczna?! Sorry, nie ma szans, chyba że macie w domu geniusza na miarę Stephena Hawkinga. Ale jeśli macie geniusza, to raczej będzie czytał "Ulissesa" a nie "Mysią Wieżę". Więc o ile kocham odniesienia do popkultury, tak nie bardzo widzę sens we wkładaniu ich w tej ilości do książki dla dzieci.
Jeszcze jedna uwaga: dobrze byłoby zapoznać dzieciaka z legendą o Popielu przed lekturą tej książki. Nie jest ona w książce opisana wystarczająco dobrze, a bez jej znajomości fabuła traci sens. No i z legendą o Panu Twardowskim, bo pojawia się on w tej opowieści (wraz z magicznym kogutem) i u nieznających tej historii może wywołać zmieszanie.
A teraz będą zachwyty. Uwielbiam dwójkę głównych bohaterów. I wszystkich bohaterów pobocznych. Ale Hanka i Igor... miód na moje serce. Hanka, wielka fanka sportu (kocham!), typowe dziecko XXI wieku, poruszające się w świecie cyfrowym zwinniej niż ja, pewna siebie, trochę pyskata, chłopczyca pełną gębą. Coś wspaniałego. I Igor, cichy nerd, czytający do snu średniowieczne kroniki (bo jego ojciec jest dobrym archeologiem ale kiepskim rodzicem), oczytany i inteligentny, stroniący od nowinek technicznych i kompletnie nie orientujący się w młodzieżowym języku, co prowadzi do zabawnych nieporozumień między nim i Hanką. Ten duet to czyste złoto. Ale w pakiecie dostajemy też grupę barwnych, zabawnych postaci drugoplanowych - 14-letniego Leszka ogarniętego obsesją na punkcie teorii, zgodnie z którą Słowianie rządzili antycznym światem, wieszcza-rapera, pradawnego woja zamienionego w gryzonia, wyrażającego się językiem "Krzyżaków", przekupne licho prowadzące korporację - mogę wymieniać bez końca. Jestem absolutnie zachwycona bohaterami tej opowieści.
Akcja toczy się szybko - jak to w książce dla dzieci, których uwaga ulega rozproszeniu dużo łatwiej niż w przypadku osób dorosłych. Co mi się podobało, to że jest to akcja odpowiednia dla bohaterów 12-letnich. To nie tak, że dostajemy dzieciaka, który z dziecka ma tylko wygląd, a wiedzę, odwagę i rozsądek to już jak u dorosłego. Nie. Hanka i Igor ratują świat trochę nieporadnie, trochę przez przypadek, trochę dzięki szczęściu i z ogromną ilością pomyłek. A przy tym robią to tak zabawnie, że czytałam tę książkę z ciągłym uśmiechem na ustach i teraz mam zakwasy na twarzy, bo na co dzień zazwyczaj jestem jak grumpy cat. Ze stylem narracji autorki również trafiły w dziesiątkę, znajdując złoty środek pomiędzy narracją typowo dziecięcą i typowo dorosłą - w tym przypadku usatysfakcjonowani będą czytelnicy w każdym wieku. Dostajemy też rozsądną dawkę wiedzy na temat wierzeń słowiańskich - akurat tyle, żeby czegoś nauczyć i rozpalić zainteresowanie tematem, ale nie przedobrzyć i nie napisać książki, która agresywnie i w nadmiarze wpycha nam do głów pojęcia i postacie z naszej rodzimej mitologii.
Bardzo się cieszę, że takie książki powstają przede wszystkim dlatego, że mamy piękne tradycje, piękne mity i legendy, o których z powodów dla mnie kompletnie niezrozumiałych nie uczy się w szkole. A szkoda, bo to część naszego dziedzictwa. Wszystkie nasze obecne "katolickie" święta wywodzą się z kultury słowiańskiej, dlaczego więc nie chwalimy się nią jak inne narody? Spójrzcie na Greków, z jaką dumą prezentują ruiny swoich świątyń ku czci Ateny, Zeusa, Apolla. Spójrzcie jacy Brytyjczycy są dumni z Newgrange i Stonehenge. A Egipt? To zupełnie inny poziom, ludzie na całym świecie znają ich święte symbole sprzed 5000 lat. Dlaczego my niczym się chwalimy? Mamy przecież takie piękne słowiańskie korzenie. To bardzo smutne.
Ale zboczyłam z tematu, poprzedni akapit miał być ostatnim, podsumowującym tę recenzję. Spróbujmy jeszcze raz. Bardzo się cieszę, że takie książki powstają. W przypadku literatury dla dzieci zawsze najmocniej przyklasnę pozycji, która łączy doskonałą rozrywkę z solidnym wykonaniem i jakąś dawką wiedzy. Świetna książka dla młodego czytelnika, ale nie tylko - ja też bawiłam się przy niej doskonale. Bardzo się cieszę, że drugi tom już czeka na mojej półce i z pewnością niebawem się za niego zabiorę. Sobie i Wam życzę więcej takich książek. Gorąco polecam.
Dwunastoletni Igor przyjeżdża na wakacje nad jezioro Gopło, gdzie jego ojciec ma prowadzić wykopaliska. Chłopiec nastawia się na niezbyt ekscytujący pobyt, spędzony głównie w samotności, ale wkrótce spotyka swoją rówieśniczkę Hankę, a tuż za rogiem czai się największa przygoda ich życia. Jeśli wierzyć słowom gadającego szczura Mścigniewa, zły król Popiel (a może Pompil?) wcale nie został zjedzony przez myszy, jak głosi popularna legenda, a do tego wkrótce ma powstać z grobu, z pomocą swojej upiornej małżonki Dragomiry. Dzieci otrzymują trudne zadanie znalezienia sposobu na powstrzymanie władcy - zadanie z pozoru niewykonalne dla pary dwunastolatków, ale z pomocą parającego się hip-hopem guślarza, wieszczki z napadami poezji, myszek gadających ludzkim głosem (a to nawet nie Wigilia!), czy wyszukiwarki internetowej, Hanka i Igor mają szanse powodzenia, a przy okazji odkryją tajemnice z własnej przeszłości.
Dzieci w polskich szkołach poznają elementy mitologii greckiej, rzymskiej czy egipskiej, ale słowiańska traktowana jest po macoszemu, chociaż dotyczy naszych korzeni i nie brak w niej interesujących elementów. Na szczęście Agnieszka Fulińska i Aleksandra Klęczar stworzyły książkę, która przybliży młodszym czytelnikom słowiański folklor, i to w znacznie ciekawszy sposób, niż lekcje historii. Oczywiście po tę powieść mogą sięgnąć również dorośli, ale wydaje mi się, że nie każdemu spodoba się historia z perspektywy dwunastoletnich bohaterów - ja chwilami czułam się już na nią za stara.
Hanka i Igor to sympatyczne, inteligentne dzieciaki, chociaż mają trudności ze znalezieniem przyjaciół wśród swoich rówieśników. Igor, wychowywany tylko przez ojca-archeologa, nie orientuje się w najnowszych grach czy filmach, za to całkiem nieźle zna łacinę, a przed snem czytuje średniowieczne kroniki, co raczej nie przysparza mu popularności w szkole. Za to Hanka to typowa chłopczyca, kochająca piłkę nożną, przez co niezbyt dogaduje się z dziewczynkami, a chłopców onieśmiela jej silny charakter i dominujący sposób bycia. Razem stanowią jednak całkiem zgrany zespół, uzupełniając się nawzajem, choć nie bez zgrzytów i sprzeczek. Rozdziały pisane są naprzemiennie z perspektywy Hanki i Igora, co ubarwia całą książkę, bo każde z tych bohaterów jest kompletnie inne i trochę inaczej radzi sobie z całą tą fantastyczną sytuacją, w której się znaleźli. Polubiłam ich oboje, choć miejscami irytowało mnie to, jak ignorowali oczywiste fakty, zamiast tego skupiając się na własnych wydumanych teoriach. Do tego Hanka ma u mnie minusa za stwierdzenie, że Alina to imię odpowiednie dla kogoś, kto dla rozrywki robi powidła i szydełkuje ;) W książce pojawia się też kilkoro ciekawych postaci drugoplanowych, z których najzabawniejszy jest Leszek - kuzyn Hanki, zwolennik teorii Wielkiej Lechii, próbujący na siłę przekonać do niej innych. Bardzo mi się podobało, że autorki odniosły się do tych popularnych ostatnio rewelacji z przymrużeniem oka.
Fulińska i Klęczar stworzyły ciekawą powieść, w oparciu o legendę o królu Popielu, dodatkowo wplatając w fabułę wiele elementów z innych słowiańskich legend i wierzeń. Całość uzupełniona jest nawiązaniami do współczesnej popkultury (np. do Gwiezdnych Wojen, Harry’ego Pottera czy powieści Pratchetta - za te ostatnie autorki mają u mnie dużego plusa!), dużą dawką humoru i mnóstwem ciekawostek, dotyczących pracy archeologów. Jest to jedna z tych książek, które bawią ucząc i uczą bawiąc.
Jeśli lubicie powieści w stylu Ricka Riordana, przeznaczone dla trochę młodszych czytelników, jeśli uważacie, że słowiańska mitologia może być równie interesująca, co grecka, jeśli szukacie książki lekkiej, ale pełnej przygód, to wybierzcie się razem z Igorem i Hanką nad Gopło i poznajcie bogactwo naszego rodzimego folkloru.
Przeszłość skrywa tajemnice, o których nie śniło się archeologom.
Agnieszka Fulińska ukończyła archeologię, ale zajmuje się historią XIX wieku. Ma na koncie kilka opowiadań fantastycznych, a także tłumaczeń książek, w tym Ricka Riordana. Aleksandra Klęczar uczy studentów mitologii, literatury antycznej i języków starożytnych. Pisze o literaturze fantastycznej na blogach i w czasopismach. Muszę przyznać, że obie panie wykonały kawał dobrej roboty. Ich debiutancka powieść Mysia Wieża, należąca do cyklu Dzieci Dwóch Światów na pewno spodoba się młodszym czytelnikom. Nieśmiało przyznaję się, że i ja bawiłam się przy niej wyśmienicie.
Słowiańskość stała się ostatnimi czasy bardzo modna i należą się brawa dla autorek za to, że zabierają młodych czytelników w tak cudowną, pełną przygód i legend podróż, gdzie historia miesza się z mitami, a archeologia z nowinkami technicznymi. Towarzyszymy dwójce dwunastolatków, Hance i Igorowi, którzy całkiem przypadkiem spotykają się na wakacyjnym wyjeździe nad jeziorem Gopło. Bohaterowie tworzą mieszankę wybuchową (kto przeczyta, ten się dowie). Hanka to pewna siebie, trochę pyskata, przebojowa fanka sportu. Igor to spokojny, inteligentny chłopak, zakochany w książkach. Ich dialogi często doprowadzały mnie do śmiechu. Bohaterowie są świetnie wykreowani i bardzo sympatyczni, więc łatwo ich polubić – mnie się udało i już nie mogę się doczekać kolejnego z nimi spotkania.
Mysia Wieża zabiera nas do świata legend i mitów w troszkę zmienionym wydaniu, takim który naprawdę może zainteresować dwunastolatka. Amerykanie mają swojego Percy’ego Jacksona; Brytyjczycy znanego na całym świecie Harry’ego Pottera, a my od niedawna mamy Hankę i Igora odkrywających (w Mysiej Wieży oczywiście) tajemnicę legendy o Popielu i nie tylko.
W Mysiej Wieży, oprócz wspomnianej legendy, otrzymujemy przepowiednie, magię, historię i wierzenia słowiańskie. Będą też ruiny i wykopaliska archeologiczne. A także tajemnice do odkrycia, zagadki do rozwiązania oraz zadanie do wykonania. Hankę i Igora czeka również spotkanie z prawdziwym gadającym szczurem, który okaże się duchem woja Mścigniewa. W książce ciągle coś się dzieje, tak więc żadna nuda wam nie grozi. Szybka akcja tworzy klimat ciągłego oczekiwania, a prosty i nieskomplikowany język będzie odpowiedni nie tylko dla dwunastolatka, ale i dla jego rodzica czy dziadka. Co tu dużo gadać, książka praktycznie czyta się sama, a my (czytelnicy) jesteśmy potrzebni tylko do przewracania kolejnych kartek.
Pierwsza część Dzieci Dwóch Światów zainteresowała mnie na tyle, że mam ochotę na drugą odsłonę (Śpiący Rycerze) i na całe szczęście ta książka już na mnie czeka na półce. Jeżeli chcecie się odstresować, a przy tym świetnie bawić sięgnijcie po Mysią Wieżę. To ciekawa i wciągająca historia, napisana z humorem. Barwna, wspaniała i bardzo zajmująca opowieść, która może kiedyś zagości w kanonie lektur obowiązkowych w szkołach podstawowych.
I jeszcze tylko dwa słowa, bo lecę czytać – gorąco polecam.
Hanka i Igor poznali się na wakacjach nad Gopłem. Nie wiedzieli, że czekają na nich atrakcje archeologiczno-legendarno-mitologiczno-magiczne. Wszystko zaczęło się od ruin wieży i spotkania gadającego szczura, ducha woja Mścigniewa z rodu Myszków, który prosi ich o pomoc. Hanka i Igor, choć zupełnie różni, stają się partnerami. Mają zadanie do wykonania. Często się nie rozumieją, ciągle się sprzeczają, ale i współpracują, razem krocząc ścieżkami magii. Są dziećmi dwóch światów. Ważni są inni bohaterowie z otoczenia małych detektywów oraz ci fantastyczni: istoty magiczne znane z mitów, legend i z księżyca. Wszyscy są wyraziści, dobrze scharakteryzowani. Na uwagę zasługuje język i styl w powieści. Bohaterów można poznać po sobie wysławiania się: Hankę po niezrozumiałych kodach i licznych skojarzenia, Igora po wiedzy i trudnych słowach, Leszka po głoszonych teoriach, Mścigniewa i Racibora po wykwintnym języku ze staropolskimi zwrotami. Piosenki Guślarza i przepowiednie wieszczki cechują pokrętna składnia i niespójne zdania. Śmieszą nazwy nadawane innym, zabawne dialogi oparte na sprzeczkach i przekomarzaniu się. Całość uzupełniają komentarze, krótkie wykłady z archeologii, plastyczne opisy miejsc, obrazki z życia rodziny. W powieści autorki nawiązują do polskiego dziedzictwa i słowiańskości, dodają czarną magię. Mroczny klimat tworzą złe postacie, przeszłość, wspomnienia, śledzące niewidzialne oczy, wkradające się do umysłu cudze myśli, wrażenie podglądana i podsłuchiwania, sny, nocne wydarzenia i wody Gopła. Sięgając po książkę, oczekiwałam przygód i słowiańskości, ale nie spodziewałam się wiedzy na temat pracy archeologa, wykopalisk, ciekawostek z pogranicza archeologii i antropologii podanych w przystępny sposób. Tylko nie wiem, czy młodzi czytelnicy zrozumieją wszystkie skojarzenia Hanki, odniesienia do popkultury i ballady Adama Mickiewicza. „Mysia Wieża” to powieść przygodowa z mitologią słowiańską w tle, z przykuwającą uwagę i przemyślaną fabułą, wartką i nieprzewidzianą akcją, naprzemienną narracją, zabawnymi i mrocznymi scenami, niebanalnymi bohaterami, napisana lekkim piórem. Nie brak tu tajemnic, zagadek, przepowiedni, dziwnych snów i czarnej magii. Ciekawa fantasy dla małego i dużego o naszej słowiańskiej przeszłości.
Cudze chwalicie, swego nie znacie! Dwunastolatkowie Hanka i Igor spotykają się przypadkiem na wakacjach nad jeziorem Gopło. Jeszcze nie wiedzą, że lato przyniesie im liczne przygody. I to takich z gadającymi myszami (znaczy rycerzami), hologramem czarodzieja, wieszczkami i guślarzami. I pewnym niekoniecznie dobrym pradawnym królem... Jak zabierałam się za „Mysią Wieżę”, spodziewałam się niesamowitej przygody. I nie zawiodłam się. Otrzymałam ciekawą, przemyślaną i (co ważniejsze) dobrze poprowadzoną fabułę. Co prawda momentami się dłużyła, ale mi to wszystko wynagradzała mitologia. Nie byle jaką, bo słowiańską, która jest moim zdaniem równie ciekawa co grecka czy nordycka. Co dobrego oferuje jeszcze nam ta książka? Dobrze nakreślonych bohaterów. Bardzo podobało mi się, że nie zostali oni wykreowani według utartego schematu, że chłopak musi być tym silniejszym, a dziewczyna królewną czekającą w wieży na ratunek księcia. Dzięki temu mamy skrajnie różnych od siebie Igora i Hankę, którzy jednak znajdują między sobą wspólny język. Przynajmniej w większości przypadków. Niesamowitą przyjemność sprawiało czytanie dialogów między nimi! Tak samo frajdą były dialogi między innymi postaciami, które również były wyraziste i zapadające w pamięć. Ale to nie wszystko! Książka dostarcza także DUŻĄ dawkę humoru. I to takiego dobrego humoru. Nie brakuje też licznych odniesień do popkultury. I nie tylko do niej, ale też do... Adama Mickiewicza i jego dzieł. Akurat miałam romantyzm na lekcjach języka polskiego, więc było to tym bardziej zauważalne w „Mysiej Wieży”. Ale zaraz, dostajemy mitologię, ciekawą fabułę, wyrazistych bohaterów i dużo humoru, czy to nie brzmi znajomo? Od razu nasuwa się skojarzenie do twórczości Ricka Riordana. W tym miejscu uspokajam – to tylko skojarzenie. Autorkom mimo podobnej tematyki udało się zachować własny styl. Mnie „Mysia Wieża” oczarowała na tyle, że z niecierpliwością czekam na kolejne części (które sugeruje zakończenie). Tak samo powinny być oczarowani fani Ricka Riordana oraz osoby lubiące dobrą zabawę przy książce. Książkę oceniłam także na portalu Czytam Pierwszy.
Hanka i Igor spędzają kolejne, jakby się im wydawało nudne i przewidywalne wakacje nad Gopłem. Igor przybył tu z ojcem archeologiem, który pracuje nad tutejszymi wykopaliskami. Hanka spędza tu lato z całą rodziną, która co nie co działa jej na nerwy. Na początku nic nie zapowiada, że te wakacje będąinne niż zawsze. Nasi bohaterowie poznają się przypadkiem, lecz szybko okazuje się, że to spotkanie nie było przypadkowe. Odkrywają tajemnicze miejsca i mityczne postaci, a oni sami mają do wykonania misję, bez której może zostać zachwiana równowaga nawet na całym świecie! W książce co rozdział na zmianę opowiadają swoje przygody Hanka i Igor. Mimo tego, świetnie się czytało ich opowieści. Dedykowana młodszym czytelnikom, ale jak sama sprawdziłam, i starszego porwie ta lektura. Mnie najbardziej przypadło do gustu mnóstwo ciekawych informacji na temat legendy o Popielu i Myszkach, ale w trochę odmiennej wersji, nie tej znanej Wam ze szkoły. Poznajemy też realia pracy przy wykopaliskach archeologicznych i mnóstwo terminologii z nimi związanej. Dzięki Igorowi, który jest niezwykle oczytany, nie tylko Hanka dowie się czegoś nowego. Taka dawka wiedzy to nieoceniona rzecz, szczególnie w książce dedykowanej młodym. Ale nie tylko nauką żyje człowiek. Mamy tu mnóstwo wspaniałych przygód, nieoczekiwanych zwrótów akcji, prawdziwie niebezpiecznych rozgrywek i sporą dawkę magii i magicznych istot. Spotykamy nie tylko braci Myszków, ale samego Twardowskiego, nie wspominając o rusałkach czy Goplanie. Dla fanów słowiańskich klimatów to lektura idealna, jak również dla tych, którzy chcą się z nimi bliżej zapoznać. Książka na pewno wskrzesi w Was iskierkę ciekawości na ten temat.
Przeszłość czasami upomina się o mroczne tajemnice w najbardziej niespodziewanym momencie...
Bohaterami książki jest dwójka dzieci (prawie nastolatków), którzy spotykają się nieoczekiwanie na wakacjach w bliskiej okolicy słynnej Mysiej Wieży. Pochodzą z różnych światów, pozornie nie mają ze sobą wiele wspólnego... ale niezwykłe odkrycie archeologiczne i odrobina magii sprawiają, że już nierozerwalnie połączy ich wspólna przygoda i wielka przyjaźń :)
Książkę czyta się lekko, wręcz jednym tchem. Bohaterowie są oryginalni i realistyczni, łatwo się do nich przywiązać i polubić. Podobały mi się zwłaszcza ich przekomarzanki, a przez to - podkreślanie różnic i "charakterków" :) W książce często też przewijają się w drobnych uwagach małe "mrugnięcia okiem" do czytelnika, dzięki czemu w naturalny i nienachalny sposób jest łamana czwarta ściana i tym bardziej można się wczuć w fabułę, która również nie zawodzi. Dzieje się tu bardzo dużo, zwrot akcji goni zwrot akcji, sporo jest nawiązań do folkloru i polskich legend, na pewno nie można się nudzić :)
Polecam serdecznie, zarówno młodzieży, jak i starszym nieco (jak ja ;) ) czytelnikom, lubiącym dla odmiany trochę lżejszego, przyjemnego fantasy :) Na pewno nie będziecie zawiedzeni! :)
Dwunastoletni Igor i jego rówieśniczka Hanka przypadkiem spotykają się na wakacjach nad jeziorem Gopło. Nie wiedzą, że lato w cichym zakątku koło Kruszwicy przyniesie im nieoczekiwane przygody. Któż by się bowiem spodziewał w takim miejscu gadających myszy, duchów pradawnych królów, hologramu czarodzieja i jak najbardziej żywych wieszczek i guślarzy? Tajemnice i dramaty czające się w przeszłości bohaterów też okażą się ważniejsze, niż którekolwiek z nich mogło przypuszczać.
Początkowo nie miałam w planach tej powieści, jednak wiele pozytywnych recenzji skłoniło mnie do jej przeczytania. Czy żałuję? Nie! Ta pozycja była naprawdę ciekawa i wciągająca. Bardzo polubiłam bohaterów tej książki. Zarówno Ci pierwszo jak i drugoplanowi byli dobrze wykreowani. Igor i Hanka mają zupełnie różne charaktery i ich przekomarzanie się jest zabawne. Moją ulubioną postacią jest szczur Mścigniew. To tak przeuroczy bohater! Książka jest skierowana do młodszej grupy odbiorców, więc język jest prosty. Jednakże powieść wciąga, a akcja cały czas pędzi, więc młodsi czytelnicy uwielbiający przygody będą oczarowani. W książce znajdują się nawiązania do mitologii słowiańskiej. Głównie do legendy o Popielu. Osobiście uważam, że warto poznawać te legendy, ponieważ można dowiedzieć się ciekawych rzeczy np. o świętach czy obyczajach powszechnie kultywowanych. Autorki zawarły w powieści żarty, mrugnięcie okiem do czytelnika. Sprawia to, że książka nie jest monotonna.
Polecam jeśli lubicie lekkie powieści dla nieco młodszych czytelników pełne niesamowitych przygód.
"Mysia wieża" to przezabawna i bardzo wciągająca opowieść o przygodach dwójki dzieciaków spędzających wakacje nad jeziorem Gopło. Hanka i Igor to dwa zupełnie różne charaktery, a ich zderzenie bywa komiczne, kiedy dzieci przekomarzają się w najlepsze. Prosty, zrozumiały język, dostosowany jest do głównej grupy odbiorców, którą są bez wątpienia młodsi czytelnicy. Nieco starsi niech się jednak nie zrażają! Jest to opowieść dla całej rodziny, zachęcam do wspólnego czytania. Bardzo ciekawy sposób na zainteresowanie dzieci polskimi legendami, bo w tej powieści po prostu ożywają. Żałuję, że ja, jako dziecko, nie miałam możliwości zaciekawić się legendami przedstawionymi w taki właśnie przystępny sposób. Książkę przeczytałam dzięki portalowi Czytam Pierwszy.
Mimo że książka jest skierowana do 12/13-latków, doskonale bawiłam się podczas jej lektury. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona i czekam z niecierpliwością na kolejne tomy. Warto przeczytać!
Bardzo interesująca książka z wątkami słowiańsko historycznymi. Zawiera moc humoru, rozwijającej się przyjaźni, zagadki dotyczącej dawnej mitologii słowiańskiej. Nieszablonowa Polecam.