nkwizytor Arnold Lowefell staje się coraz potężniejszym członkiem Wewnętrznego Kręgu Inkwizytorium. Cały czas usiłuje nie tylko odzyskać pamięć o swojej tajemniczej i mrocznej przeszłości, ale zmierzyć się z sekretami i wielopiętrowymi intrygami dręczącymi Święte Oficjum.
"Płomień i Krzyż II" to również opowieść o niezwykłych kobietach: o potężnej wiedźmie służącej obecnie chrześcijanom, o czarodziejce swobodnie przemierzającej demoniczne wymiary, o perskiej magini ognia, a także o najsłynniejszej z nich wszystkich - heroinie z antycznych czasów - Valerii Flawii, inkwizytorii Jego Świątobliwości… Właśnie te kobiety odcisną piętno na losach Świętego Oficjum. One również zdecydują o przyszłości całego chrześcijańskiego świata.
Od lat zajmuje się multimediami i szeroko pojmowaną popkulturą. Pracował jako zastępca redaktora naczelnego pism „Click” i „Game Ranking” oraz naczelny magazynu „Fantasy”. Prowadził programy autorskie w Radiu WAWA. Reżyserował dubbingi. Tworzył i tłumaczył scenariusze gier komputerowych. Od kwietnia 2008 – szczęśliwy tata małego Kacperka. Jeden z najpopularniejszych pisarzy fantastycznych. Prowokujący. Zaskakujący. Potrafi rozbawić, zbulwersować, dotknąć do żywego. Wymyka się oczekiwaniom. Ledwie okrzepł w szatach inkwizytora, niespodzianie wdział żupan.
Lektor zrobił „robotę” bo początek trochę się dłużył. Za to postać Inkwizytora Arnolda Lowefella bardzo ciekawa i intrygująca. Teraz czas na tom trzeci.
Fajne, bo lubię ten świat. Trochę jednak nie pasuje mi, że intrygi w dużej mierze opierały się na wracaniu do wydarzeń z poprzedniej części i mieleniu ich.
Zaczyna się nieźle, ale im dalej tym słabiej. Początkowo fabuła jest spójna i wsiąkamy co raz głębiej w świat wewnętrznego kręgu inkwizytorów. Niestety w pewnym momencie tempo siada, zaczną się skakanie po wydarzeniach, powtarzanie w kółko tych samych kwestii. Wprawny czytelnik już po piątym razie załapie, ze Wewnętrzny Krąg chce aby Arnold ufał Katrinie, nie trzeba tego powtarzać w każdym rozdziale. Mamy obietnice wyjaśnienia sekretów, ale tak naprawdę prawie niczego się nie dowiadujemy. Oby kolejne tomy były ciekawsze.
I know Piekara can be a controversial author and person, however - up to now - his book were at least interesting to read, with gripping mysteries and interesting - if reprehensible - characters. We won't find that here. The book has way, way too much babbling with stories being cut off at the slightest hint of anything interesting happening - and knowing the author's tendency not to finish series, I don't have high hopes of the mysteries being solved.
I disliked Mordimer a lot, but at least he - and the secondary characters in his stories - were interesting. Here we have a cast of incredibly bland characters. Seriously, how do you make Persian fire magi boring?! And I'm saying it as someone who loves everything Persia-related.
The book wasn't terrible, the writing itself isn't bad and the real-life facts given at the end were interesting enough. I "read" this one as an audiobook and the lector really annoyed me, but that is hardly the author's fault. I will read more of the Inquisitor cycle... just not too soon.
Kolejny tom Płomienia i Krzyża pozostawia bohatera serii "Ja, Inkwizytor" - Mordimera, w całkowitym spokoju. Główny nacisk kładzie się tu na Arnolda Lowefella, byłego potężnego perskiego maga, którego pochwycono i wyczyszczono pamięć, tworząc tym sposobem gorliwego chrześcijanina, który zrobi wszystko dla sprawy Jezusa Chrystusa. Przypomnijmy, że w tym wykreowanym świecie Jezus zszedł z krzyża, gromiąc niewiernych, a potem powstała Inkwizycja, której przedstawiciele pilnują aby trzoda Pana nie zbłądziła.
Biorąc się za kolejny tom spod pióra Pana Piekary wiedziałem czego się spodziewać. Ciętego dialogu, ładnie rozpisanej historii, momentami kontrowersyjnej. Wszystko to poczytne jak diabli. Ale to tylko jedna strona medalu. Z drugiej strony cykl liczy już piętnaście książek i część z nich jest tylko uzupełniaczami, rozciągającymi irytująco historię, jednocześnie racząc nas bardzo oszczędnie kwestiami, jakie szczególnie palą czytelnika. Bo jest tu kilka konceptów szalenie interesujących. I niestety potwierdzam fakt, że tak jest tutaj.
Dostajemy okruszki, które obejmują prawie czterysta stron. Po złości powiem, że trzon tego co się chce wiedzieć można zmieścić w stu. Reszta to powtórzenia traktujące o tym, jak ktoś jest potężny. Jakie zajmuje miejsce w tym wszystkim. Kiedy Arnoldowi wróci jego pamięć itp. Czyta się to nieźle, ale zaraz po całkiem niezłym prologu tempo akcji spada i właściwa historia odpala dopiero pod koniec książki, która kończy się prawdziwą petardą. Co do tego nie mam wątpliwości. Pytanie tylko: czy jest warto dotrwać do końca? To już kwestia personalna.
Oprócz Arnolda historia raczy nas obecnością kilku kobiet, które mają zachwiać fundamentami chrześcijaństwa i zdecydować o jego przetrwaniu. Cóż, nie tu. Może w kolejnym tomie. Mamy powracającą Katarzynę, a która jest wiedźmą służącą obecnie lepszej stawie, która obraca się w towarzystwie Anioła. Jest Katarina, dzięki której poznamy nieco lepiej nie-świat, choć lepsze sekwencje były już w serii obecne o tym fascynującym miejscu. Jest trochę informacji o Roksanie, magini ognia, jaka towarzyszył Narksesowi, a która nie żyje i trzeba znaleźć sposób, jak ją otworzyć.
jest wreszcie Matylda, chyba najciekawsza persona w tym tomie. Jej przypadłość jest zaskakująca, i potem ładnie się przekłada na kontakt z ostatnią bohaterką, niejaką Valerią Flawią, inkwizytorką, która żyła wieki temu i która ma mieć najważniejszą rolę w tym towarzystwie. Piekarze zarzuca się, że traktuje kobiety, jak osoby drugiej kategorii. Ten tom trochę to zmienia, ukazując że kobiety będą miały tu istotną rolę w funkcjonowaniu tego świata. Może się to podobać, albo wręcz przeciwnie. Niemniej autorowi udało się kolejny raz.
Uważam ten tytuł za wtórny, przetwarzający wątki z poprzedników i mało dający od siebie, a przez to może posłużyć tylko jako przypomnienie pewnych rzeczy dla fanów serii. Dla innych jest to pozycja do pominięcia i wiele się tu nie straci. Niemniej siła pióra autora, jego lekkość, sprawia że lektura nadal jest przyjemna i umila czekanie na tytuł w serii, który będzie miał w końcu odwagę pociągnąć motyw z końca "Łowcy Dusz". Czy się tego doczekamy?
Pierwsze słowo, jaki mi się nasuwa, gdy myślę i tej książce to "nuda". Serio, jest ona przeraźliwie nudna. Na palcach jednej ręki mogę policzyć, ile zwrotów akcji zawiera, przy czym wszystkie zostały rozwleczone do granic możliwości.
Po książkę sięgnęłam z sympatii dla głównego bohatera. Po pozostałe dwie części pewnie jeszcze sięgnę, ale nie wiem, czy tej sympatii starczy mi, aby przeczytać wszystkie tomy z cyklu inkwizytorskiego, tym bardziej że z tego co się orientuję, to ten bohater już raczej tam nie występuje.
Świat Inkwizytorów nigdy nie był dla mnie czymś więcej niż fajnym czytadłem. Ale w porównaniu do pierwszych tomów opowiadań, tutaj jest straszliwy zjazd. Wszystko co miało jakiekolwiek znaczenie dla fabuły i poznania świata można było spisać na maksymalnie 10 stronach. Reszta to lanie wody. Niestety, samo sprawne posługiwanie się językiem polskim nie wystarczy. Przydałaby się też ciekawa opowieść.
Początek nieco się dłuży i nuży. Zakończenie zdecydowanie ciekawsze. Przygody Mordimera wydawały się bardziej interesujące (ciekawsi bohaterowie, więcej się działo).
Lektura dla fanów Piekary i świata Inkwizytorów, którzy już czytali poprzednie książki i chcą jeszcze.
Moje zainteresowanie pozostało utrzymane na tym samym, wysokim poziomie, Arnold nie przestaje mnie zadziwiać, a w samą historię zaangażowałam się do tego stopnia, że natychmiast sięgam po tom trzeci.