Tam, gdzie stawką jest przetrwanie, wszelkie chwyty są dozwolone. Sztuczny gest, maska, brikolaż, improwizacja, akty magii i prywatne mity liczą się bardziej niż racjonalne rachuby. Drobiazgi ponad systemy. Paradoksy ponad prawa. Funkcjonalność ponad moralność. Estetyczny materializm ponad uduchowiony racjonalizm.
Trzeba sobie radzić, stwierdza autor. A skoro uwiera nas i osacza kultura, można ją wywrócić. Tylko jak to zrobić? I za jaką cenę?
Podpowiedzi dostarcza ten błyskotliwy esej, którego bohaterowie na szok nowoczesności odpowiadają szykiem. Księżyk nawiguje swą książką po luce między dyskursem humanistycznym a popkulturową mitologią i próbuje przyjrzeć się tradycji i użyteczności takich zjawisk jak sztuka drażnienia, mit błyskawiczny, narcyzm kompensacyjny, patafizyka, ironiczny konformizm, dryfowanie, psychogeografia, przechwycenie, rytmanaliza, cool, Neo-HooDoo i inne.
Wywracanie kultury odległe jest jednak od teoretyzowania. Skupia się na perspektywie dnia codziennego, a wszystko ogniskuje się wokół trzech figur niedocenionych bohaterów nowoczesności: dandysa, hipstera i mutanta.
księżyk - filozof, znawca kultury, krytyk. wiedziałem że jest erudytą - ale ten zbiór esejów jest szokujący. ilość odniesień kulturowych, łatwość z jaką nimi żongluje i głębokość analizy przywodzą na myśl żiżka. bohater którego potrzebujemy, a nie zasługujemy
Rafał Księżulo zbiera masę różnych interesujących go wątków i składa je w fascynujący esej o tym, co dawały kulturze i jednostkom rozmaite przekroczenia i przegięcia. Pokazuje też, dlaczego ich poszukiwanie jest nieodzowne do przełamywania zgrzybiałego status quo. Nie serwuje jednak żadnej oczywistej recepty czy wskazówek. Ot - przy pomocy przykładów z różnych obszarów kultury, rozjusza i zachęca do samodzielnej eksploracji. Jest świeżutko, leciutko i różnorodnie. Nie brakuje też mroków. Polecam na rozruszanie umysłu przed przymiarkami do kruszenia otaczającego nas betonu :).
p.s. Czego mi zabrakło? Większej ilości przykładów tricksterskiej działalności kobiet i osób. I oczywiście Genesisa P-Orridge, ale może s/he is spoza Księżykowego spektrum.
Świetne pióro i olbrzymia erudycja jak zawsze, ale jak ktoś czytał Księżyka od lat, to po tej książce będzie mieć wrażenie, że pisze w kółko o tym samym. O zgrozo, dziadzieje. Muzyka i kultura zatrzymała się dla niego w pewnym momencie i nowych zjawisk już nie dostrzega. Jakby sam Księżyk napisał, ulega "pinkflojdyzacji", "koturnowości", traci pazur i "podskórną chropowatość".
Jeśli ktoś z kolei wcześniej nie znał jego dziennikarskiej twórczości, z pewnością będzie oczarowany.