Wolfgang Bauer, geboren 1970, arbeitet für die Wochenzeitung DIE ZEIT. Für seine Reportagen wurde er u. a. mit dem Katholischen Medienpreis und dem Prix Bayeux-Calvados des Correspondants de Guerre ausgezeichnet.
Nie wiem co myśleć o tych reportażach. Niektóre chwyciły mnie za serce, to fakt, ale tylko niektóre. Czytałam tę książkę prawie miesiąc, bo nie chciałam do niej wracać. Oczekiwałam czegoś innego. Emocji? Chyba tak. Momentami czułam się tak, jakbym czytała podręcznik do historii, gdzie tekst jest nużący i masz dość. Trzy reportaże mnie zmiotły - o zakochanych, którzy nie mogą być ze sobą ze względu na to, że pochodzą z dwóch różnych światów i uciekając trafiają do więzienia, drugi opowiada historię umierających, z głodu, maluchów oraz trzeci - o amerykańskich dronach, które zabijają niewinnych Pakistańczyków. W nich znalazłam to, czego oczekuję od literatury faktu - nie tylko głosu reportera, ale także głosu ludzi, emocji, rzetelnego przedstawienia tematu oraz ludzkiej ciekawości. Całość jest rzetelna i myślę, że na niektórych zrobi ogromne wrażenie i będą przeżywać ze zdwojoną siłą. To nie było dla mnie. Tego się trzymam.
Tylko zdrowy rozsądek kazał mi odłożyć tą książkę i nie przeczytać jej na raz. Mocno nieoczywisty zbiór reportaży, tutaj wojna ma wiele twarzy i choć styl autora może jest mało emocjonalny to same historie nie dają przejść obok siebie obojętnie. Aleppo, Somalia, Sudan, Krym, skaczemy po krajach i konfliktach i już nie możemy zapomnieć o tym co przeczytaliśmy. Jestem pod ogromnym wrażeniem
Literacko Bauer jest hm... Niemcem. Piszę to oczywiście półżartem, ale jest to jednak dość charakterystyczne dla tego kraju, dość drewniane pisanie, nawet jeśli wszystko teoretycznie wygląda w porządku, to czuć sztywność.
Tematycznie jest miejscami fantastycznie - reportaże z naprawdę fascynującymi tematami, o Królu Piratów w Somalii, o brygadzie saperów w Bagdadzie, o mokradłach Sudanu czy (dość niepasujący do reszty) ten o mordercy starych kobiet w Rosji - nawet jeśli sztywno podane, to są to świetne historie, które dobrze się czyta, ale przede wszystkim które realnie poszerzają naszą wiedzę o świecie. Odkrywa się coś, o czym nie miało pojęcia - raz jest to niemalże nowe "państwo" (jak w przypadku ziem opisywanych z Somalii), innym razem zupełny detal, miniatura -jak saperzy z Bagdadu i ich praca. Tym niemniej, to te momenty, kiedy reportaże wznoszą nad level wyżej.
Ale są też bardziej "klasyczne" reportaże - z frontów w Libii czy Syrii. Mocne, ale brak ich czegoś, co by sprawiło, że zostają na dłużej w głowie.
Na pewno polecam, bo Bauer porusza tematy, które normalnie w Polsce nie są na co dzień obecne, a nigdy dosyć reportażu z miejsc, o których świat pamięta tylko od wielkiego dzwonu.
Przerażające i prawdziwe, i szalenie ciekawe. Kilkanaście historii z różnych stron świata, o wojnach, o których nawet nie mówią w telewizji. O głodzie, śmierci i nadziei. Polecam
Upiorne pocztówki. Empatyczny autor naświetla strefy kryzysu przelotnie, za chwilę pędzi dalej, dlatego jego początki i pointy są często nieco zbyt efektowne, patetyczne. Dostałam to, czego chciałam - pewien przegląd, mapę kryzysów, nowe świadomości, punkty wyjścia. Niestety te wycinki nie pozwalają się wciągnąć, przywiązać. To wszystko jest ciekawe i rzetelne, ale tylko niektóre pocztówki przynoszą emocje adekwatne do opisywanych w nich tragedii i ludzkiej siły.
Bliski wschód, północna Afryka, Krym, Korea północna. Skąpane we krwii, bezsilności, bezradności, terrorze i głodzie. Niewinni ludzie, od dzieci po starców, którzy płacą najwyższe kary za urodzenie się w niewłaściwym miejscu na globie. Refleksje. Wpływ krajów zachodnich, epoki kolonialnej, religii i przyrody na ubóstwo i miliony głodujących tuż obok nas, opływających w luksusie, zastanawiających się, czy na wakację pojedziemy do Cypru czy na Bali. Bauer, zupełnie przeciwnie do Kapuścińskiego w "Jeszcze dzień życia", który czytałem, staje obok bohaterów swoich opowiadań z boku, dając im czas antenowy, bo tylko tyle i aż tyle może dla nich zrobić. Nigdy nie jest pewny, czy ci ludzie przeżyją do czasu publikacji reportażu. Ingeruje jedynie parę razy rzeczywiście w wydarzenia, a impakt ma w ostatnim rozdziale, decydujący- ale jaki nie zdradzę. Warto przeczytać z wielu powodów- moimi jest poszerzanie świadomości o świecie, o konkretnym regionie, chęć dowiedzenia się gdzie leżą fundamenty kryzysu imigrantów w Europie. Twoim może być nawet ładna okładka- jak już zaczniesz czytać, pytania i przerażające wnioski zaczną pojawiać się same.
Książka przypomina zbior artykułów napisanych do weekendowego wydania jakiegoś dziennika. Niektóre są ciekawe, inne sprawiają wrażenie jakby znalazły się w książce dla wypełnienia objętości. Takie czytadło. Autor porusza bardzo istotne kwestie, ale robi to pobieżnie. Jakby nie mógł się zdecydować czy pisać o niesprawiedliwościach Świata, czy opowiadać o indywidualnych dramatach. Raczej nie polecam.
Eine augenöffnende, zum Nachdenken anregende Lektüre. Durch den mittleren Teil habe ich mich etwas gequält, die Reportagen wirkten hier teilweise langatmig - der Großteil war im Gegensatz dazu sehr fesselnd. Bauer dringt in die gefährlichsten Krisengebiete vor, hat stets Verständnis für die unterschiedlichen Kulturen, drängt sich nicht auf, beobachtet mit Feingefühl teils objektiv, teils subjektiv und formuliert auf eine so angenehme Art und Weise, dass ich Bruchzonen jedem empfehlen kann und möchte, der sich traut, die Komfortzone ab und an zu verlassen.
Mocne, przejmujące i często trudne przez to do czytania reportaże. Autor, kosztem niemałego ryzyka, penetruje miejsca, gdzie śmierć czai się za każdym razem. Nie opisuje jednak tego, co widzi jako zimny i oddalony, obojętny obserwator - każdy tekst oddycha współodczuwaniem. Myślę, że warto sięgnąć po ten zbiór choćby po to by zrozumieć jak nieskończenie dobrze nam jest tutaj i jak nieskończenie źle może być.
Niektóre historie tematycznie nie pasowały, ponieważ, nie były ze stref kryzysów (rozdział poświęcony maniakowi - mordercy - z Rosji). Jednak nie zmiania to faktu, że reportaże były rzetelne i emocjonujące. Pytaniem bez odpowiedzi pozostaje, czy ludzie, którzy opowiedzieli własne historie nadal żyją?
It is weird to give five stars to books like these due to the depressing content but it does help to understand the people better you usually do not hear about or only after the catastrophe has already happened.
Kiedy po raz pierwszy sięgnęłam po ten zbiór reportaży ze stref kryzysu, byłam pewna, że wiem, jaka lektura mnie czeka. Statystyki, ofiary, daty, opis okoliczności rozpadu państw i etapów staczania się ludów w otchłań przemocy i chaosu. Dostałam jednak coś zupełnie innego – historie ludzi, którzy w zamęcie próbują kultywować miłość, rozniecać nadzieję, utrzymywać relacje. Zupełnie nie żałuję, że co do tej książki grubo się myliłam.
Jak sam pisze we wstępie o swojej książce jej autor Wolfgang Bauer, jego reportaże opowiadają o miejscach, w których nasz świat się rozpada albo już się rozpadł. Próbują oświetlić pęknięcia, jak szczeliny w skale, zbadać ich głębokość i rozgałęzienia. Te pęknięcia to miejsca przewrotów i zmian, tam się zaczyna, tam rozpryskuje się to, co za chwilę obejmie także Europę i Amerykę.
Dzięki Bauerowi z perspektywy jednej ulicy, jednego domu, jednej rodziny patrzymy na kryzysy, które znamy z pierwszych stron gazet: wojnę w Syrii, przedłużający się konflikt w Afganistanie, głód w Sudanie Południowym, zajęcie Krymu, pirackie wyprawy łupieżcze w Somalii. Z odległych, mglistych kryzysów, do których już tak bardzo się przyzwyczailiśmy, że zapominamy, dlatego wciąż trwają, konflikty opisane w książce Bauera nabierają ludzkiej twarzy, stają się znowu realne.
Miasta, o których tyle razy słyszeliśmy, że są stracone dla chaosu i przemocy, w opisach uhonorowanego niemieckiego reportera z miejsc porażki stają się miejscami odrodzenia i nowej nadziei. W reportażach czytelnik odkrywa drugie oblicze syryjskiego Homs z jego nastolatkami pełnymi rewolucyjnego zapału, pogrążonej w konflikcie libijskiej Misraty, gdzie w ludziach wciąż tlą się plany o wolności i walce, czy zapomnianych wioskach w Sudanie, do których mimo ogromnych trudności wciąż dociera pomoc.
Zdecydowanie moim ulubionym reportażem w całym zbiorze jest afgańska historia miłości otwierająca całą książkę. Pełna napięcia i nagłych zwrotów akcji opowieść o uczuciu ponad podziałami i wykraczającym poza ramy tradycji czyta się jak thriller, a jednak nie ma nic wspólnego z fikcją. Dzięki wciągającej narracji Bauera w reportażach zebranych w tomie “Nocą drony są szczególnie głośne” zwykli ludzie stają się niezwykłymi bohaterami, a ich los zamiast pozostać anonimowym splata się z wielką historią.
Serdecznie polecam Wam sięgnąć po zbiór reportaży “Nocą drony są szczególnie głośne” autorstwa Wolfganga Bauera w przekładzie Elżbiety Kalinowskiej i ilustrowany fotografiami z jego podróży. Poświęćcie mu kilka wieczorów, żeby nabrać nowego spojrzenia na miejsca, o których pamiętamy tylko tyle, że są ogniskami kryzysów.