Co robić, jeśli los, który dopuścił do Katastrofy, płata jeszcze okrutniejszego figla: kompletnie grzebie pod tonami ziemi najdłuższą odnogę kijowskiego metra, pozostawiając bez szwanku dwie pozostałe? Co, jeśli widma „czerwonej“ linii przypominają o sobie w każdej tajemnicy i zagadce wszystkich kolejnych lat? To niemożliwe, żeby ktokolwiek mógł tam przeżyć, a jednak…
Podczas jednego z kolejnych wypadów stalkerzy Krzyża – położonej w podziemiach Kijowa wspólnoty stacji obu ocalałych linii – znajdują na powierzchni nieznanego człowieka w mocno zniszczonym skafandrze ochronnym. Jest obcy w świecie metra i nikt nie umie stwierdzić, kim jest i skąd przybył, nie licząc miejscowej dziewczyny z uszkodzonym mózgiem i psychiką dziecka. Żeby dokopać się do jej wspomnień, potrzebna będzie pomoc kogoś, kto zdoła znaleźć sposób, by z nią pomówić. Dziecięcy nauczyciel Jon podejmuje się przeprowadzić dziewczynę na drugi koniec Krzyża, w dalekie i dzikie rejony, aby znaleźć jej lekarza. Ktoś próbuje im przeszkodzić, nie cofając się przed niczym. Ktoś, kto wciąż jeszcze zna tajemnice „czerwonej“ linii.
Druga książka z Uniwersum Metro 2035, a co ważniejsze – pierwsza umiejscowiona w 2035 roku (spoza pióra Głuchowskiego) odsłaniająca nam zarazem nowe metro!
Książka została zapowiedziana już w odległym 2011 roku, a na jej tak późną premierę na pewno nie powinniśmy narzekać. Siergiej napisał w międzyczasie całkiem sporo książek w świecie Stalkera, cały czas powoli dłubiąc przy Wariancie. Wyszło podwójnie dobrze: książka jest dopracowana, z konkretnym pisarskim warsztatem, który po prostu czuć. Jednak więcej o samym procesie twórczym i wizji pisarskiej możecie przeczytać w posłowiu książki, co gorąco polecam. Ciekawostek w końcu nigdy za dużo.
Sam Kijów został podzielony pomiędzy dwóch autorów. Czerwoną linię otrzymał Szakiłow, opisując ją w »Wojnie kretów«. Dwie pozostałe (niebieska i zielona) są przedmiotem »Czerwonego Wariantu« Niedoruba. I to właśnie na nich skupia się autor, jak najstaranniej opisując Krzyż — czyli organizację, w którą zrzeszyły się stacje dwóch ocalałych i dobrze zachowanych linii metra.
Jeżeli pamiętacie wstęp Głuchowskiego do całego Uniwersum Metro 2035 – pod-seria ta skupiać się ma na motywie odbudowy cywilizacji, ostatniej szansy ludzkości, by się podźwignąć. Nie chodzi już o samo powojenne życie czy ukazanie kawałka świata, ale o aktywne działania ludzi zmierzające do zbudowania nowego świata. Świata, w którym ludzie mogą żyć i się rozwijać, a nie powoli degenerować, by odejść po cichu. A skoro w Kijowie miejscowa ludność już jest zjednoczona, trzeba jeszcze wykonać ostatnie szlify, by można było uznać proces za skończony!
Jednak tutaj pojawia się swoisty problem. Jak tego dokonać, gdy czerwona linia uważana jest przez mieszkańców Krzyża za niedostępną? Gdy krążą o niej tylko miejscowe legendy i teorie spiskowe? Gdy od początku apokalipsy mieszkańcy Krzyża nie spotkali żadnego czerwonego? To stąd właśnie Czerwony Wariant, bo nawet ponad 20 lat po wojnie — temat czerwonej linii jest ciągle żywy wśród ludzi. To właśnie odkrycie o niej prawdy będzie bezpośrednim celem głównego bohatera. Lecz jest jeszcze jedna historia, która nie daje nikomu spokoju. Książka Flora, niby zwykła lektura opisująca różne rodzaje drzew, w Kijowie będąca jednak następną zagwozdką. W samym metrze znalazło się podejrzanie dużo jej egzemplarzy, a wszystkie z wyrwaną 34 stronicą. Jak bardzo wszyscy chcieliby zdobyć pełny okaz, sami się możecie domyślać. W konstrukcji fabuły najbliżej tej książce do Metra 2035, gdzie również odkrywano wielkie tajemnice i dokopywano się do prawdy.
Co by jednak nie mówić — autor nie ucieka od głównego motywu postapo, czyli wątku drogi. O ile główny bohater nie jest stalkerem, nie jest nawet wojownikiem, tak też odbywa swoistą podróż po części terytorium Krzyża. Szczerze powiedziawszy — jest to chyba jedyna rzecz, która najbardziej mi tutaj nie pasuje, aczkolwiek znowu — historia nie jest aż tak wielce przygodowa, za co daję plusa.
Skoro to nie o przygodę tu chodzi, skoro bohater nie walczy i nie jest jednoosobową armią… to jak wygląda sprawa z samą narracją? Książka bardzo mocno skupia się na społecznym aspekcie metra. Na jego organizacji. Na opisaniu tego, jak ludzie ułożyli sobie życie, jaki jest porządek i byt “państwowy”. Jak funkcjonują stacje, z czego każda czerpie zasoby i w jaki sposób rozporządzenia stolicy wyglądają w praktyce. Socjologia, ekonomia i polityk metra. Po wielu awanturniczych książkach jest to naprawdę wielce odświeżające, zwłaszcza że nie mówimy tutaj o cywilizacji zbudowanej na wielu przeróżnych enklawach, ale jednym bycie — praktycznie zjednoczonej społeczności. Oczywiście rzeczywistość nie jest aż tak różowa — stacje mimo wszystko rywalizują ze sobą, do tego istnieją prywatne quasi-korporacje, jak dodamy do tego problem z stalkerami i czystą politykę, to wiadomo jakiego obrazu można się spodziewać.
Niemniej bardzo przyjemnie jest to odkrywać, podobnie jak całą prawdę o tajemnicach Kijowa. Mutantów jak na lekarstwo, epizodyczne walki, bardzo dobra ekspozycja, opisy, konstrukcja świata, a wisienką na torcie jest przyjemny, wyrobiony styl. Dodajmy do tego niedużą długość książki i czyta się po prostu wyśmienicie.
Co robić, jeśli los, który dopuścił do Katastrofy, płata jeszcze okrutniejszego figla: kompletnie grzebie pod tonami ziemi najdłuższą odnogę kijowskiego metra, pozostawiając bez szwanku dwie pozostałe? Co, jeśli widma „czerwonej“ linii przypominają o sobie w każdej tajemnicy i zagadce wszystkich kolejnych lat? To niemożliwe, żeby ktokolwiek mógł tam przeżyć, a jednak…
Podczas jednego z kolejnych wypadów stalkerzy Krzyża – położonej w podziemiach Kijowa wspólnoty stacji obu ocalałych linii – znajdują na powierzchni nieznanego człowieka w mocno zniszczonym skafandrze ochronnym. Jest obcy w świecie metra i nikt nie umie stwierdzić, kim jest i skąd przybył, nie licząc miejscowej dziewczyny z uszkodzonym mózgiem i psychiką dziecka. Żeby dokopać się do jej wspomnień, potrzebna będzie pomoc kogoś, kto zdoła znaleźć sposób, by z nią pomówić. Dziecięcy nauczyciel Jon podejmuje się przeprowadzić dziewczynę na drugi koniec Krzyża, w dalekie i dzikie rejony, aby znaleźć jej lekarza. Ktoś próbuje im przeszkodzić, nie cofając się przed niczym. Ktoś, kto wciąż jeszcze zna tajemnice „czerwonej“ linii.
" „Czerwony wariant” jest dwunastą powieścią w dorobku Siergieja Niedoruba, a zarazem jedną z najdłużej przez niego pisanych. To pozycja z pewnością warta uwagi dla wszystkich fanów post apokaliptycznych historii osadzonych w stale rozrastającym się Uniwersum Metro, któremu początek dało dzieło Dmitrija Glukchowsky’ego – „Metro 2033”, i tym też fanom szczególnie ją polecam. Wszystkim pozostałym czytelnikom, którzy dotąd nie zetknęli się z tym światem, radzę wpierw sięgnąć do korzeni, a dopiero później, kiedy już na dobre przesiąkniecie dusznym, wręcz klaustrofobicznym klimatem panującym w metrze, rozejrzeć się za dziełem Niedoruba, bowiem prędzej z pewnością go nie docenicie i uznacie za ledwie przeciętne czytadło."
Wypuść człowieka z jednego końca metra na drugi. Niech przejdzie wszystkie stacje i na każdej spotka go inna przygoda. Każ mu wrócić górą, tak żeby drugi raz przypadkiem nie wlazł tam gdzie już go nie chcą. Cały fabułę wyjaśnij na samym końcu jak główny bohater znajduje i ogląda sobie zdjęcia. To zdecydowanie nie jest najlepsza książka serii. I gdyby nie "druga" końcówka z pewnym fabularnym twistem byłoby jeszcze gorzej. Ogólnie można przeczytać ale po co? Lepiej sięgnąć po coś innego, nawet małe plusy nie rekompensują naiwności i nieprawdopodobieństwa świata, przedstawionych w nim sytuacji oraz ogarniającej człowieka zwyczajnej w świecie nudy.
Trzeba przyznać, że początek i rozwinięcie są w tej książce intrygujące. Niestety wszytko psuje rozwiązanie - coś co sprawdziłoby się w opowiadaniu albo w krótkim kryminale tu nie zdaje egzaminu. Są inne o wiele lepsze książki w tym uniwersum. Według mnie ta nadaje się głównie dla pasjonatów tematu i tylko wtedy, kiedy „muszą przeczytać wszystko”.