Usiądź wygodnie, zrelaksuj się i weź do ręki niezwykłą opowieść o Mai, która pozostaje wierna swoim marzeniom niczym baśniowa Calineczka…
Nie ma nic wspanialszego niż dwie bratnie dusze, które spotykają się po latach. Chciałoby się wykrzyknąć, że miłość zawsze znajdzie właściwą drogę. Jednak rzeczywistość może nas zaskoczyć, a pozory potrafią mylić… Los pisze dla Mai swój własny scenariusz. Nadopiekuńcza ciotka usiłuje po swojemu ułożyć życie dziewczyny, lecz nie tylko ona… Czy świąteczny czas okaże się dla Mai łaskawy? Przekonaj się, że małe cuda są możliwe – wystarczy w nie tylko uwierzyć.
Po bestsellerach Garść pierników, szczypta miłości i Obudź się, Kopciuszku Natalia Sońska po raz kolejny czaruje urzekającym, zimowym klimatem. Zakochasz się w jej powieściach!
Pisarka i prawniczka. Jest romantyczką i niepoprawną optymistką, a jednocześnie twardo stąpa po ziemi – pracując w kancelarii adwokackiej, spełnia się zawodowo, ale to pisanie jest jej największą motywacją i pasją, stanowi nieodłączny element jej życia. Jako kobieta wie, czego oczekuje od siebie samej i sukcesywnie dąży do postawionych celów.
Tworzy powieści obyczajowe z bogatą paletą emocji – inspirowane życiem, jednym przypadkowo zasłyszanym zdaniem czy zaobserwowaną gdzieś na ulicy sytuacją. W swoich książkach opisuje historie, które mogą przytrafić się każdemu z nas; przede wszystkim jednak, najważniejsze dla Natalii jest, by swoją twórczością dać czytelniczkom chwile wytchnienia. Charakterystyczny styl i umiejętność kreowania bohaterów, którzy od początku wzbudzają sympatię, pozwalają czytelniczkom zanurzyć się w ciepłej, otulającej historii z miłością w tle.
Uwielbia podróże i góry, które karmią jej twórczą naturę. Często podąża ścieżkami swoich bohaterów, odwiedzając miejsca akcji z własnych książek. Ciepła, rodzinna, czasami nieśmiała, ponad wszystko ceni sobie relacje z innymi ludźmi. Miłośniczka tańca i włoskiej kuchni. Uwielbia piec i gotować, a przepisami chętnie dzieli się z czytelniczkami.
Do trzech razy sztuka. Trzeci rok z rzędu łapię za świąteczną książkę tej autorki. Trzeci i ostatni. Nie polubimy się niestety.
Główna bohaterka Maja dobiega trzydziestki. Mentalnie jednak (tak samo jak bohaterki pozostałych książek) ma lat około czternaście. Ileż można się zastanawiać dlaczego on tak zrobił, a dlaczego on tak spojrzał, a dlaczego tak się zachował itd.i robić z tego problem? Naprawdę „rozkminy” godne niedojrzałej nastolatki. I te nic nie wnoszące opisy - czy ja naprawdę muszę wiedzieć np. z czego składało się czekadełko w restauracji? Takie zapchaj dziury trochę, które nie budują klimatu, a tylko pozostawiają wrażenie, że ilość znaków miała się zgadzać.
To na pewno nie jest całkiem zła książka, ale podwarunkiem, że czytelnik jest mniej więcej w mentalnym wieku Majki. ;)
Ocena: Bardziej takie 3,25 Świąteczna książka, w której ja nie czułam w ogóle ducha świąt. Liczyłam na to, że tutaj będzie wręcz nadmiar takiej atmosfery, ale chyba się bardziej mylić nie mogłam. Święta pojawiają się przez jakieś dwa rozdziały i to w sumie tyle. Gdzie świąteczne piosenki? Gdzie ubieranie choinki? Gdzie ciągły śnieg? Mało tego jest. Był moment w którym już myślałam, że zacznie być bardziej świątecznie, jednak później szybko to wróciło do tego co było przed. Jeśli chodzi o resztę, to nie było tak źle. Co prawda były momenty, w których trochę się nudziłam, ale ogólnie nawet przyjemnie się czytało. Polecam osobą, które lubią wolno rozwijającą się akcję, którzy chcą poczytać trochę o życiu codziennym bohaterów.
Nie przepadam, muszę wyznać, za książkami o tematyce świątecznej.
A nie lubię ich dlatego, że są do bólu przewidywalne, jak zresztą większość (o ile nie wszystkie) romanse, a w dodatku podlane nieznośną ilością świątecznego lukru, i to ten lukier właśnie mnie dobija. Zawsze mamy dramat w tle, żeby nie było tak do końca cukierkowo, zawsze ten dramat odnajduje cudowne rozwiązanie, tak w 95% przeczytanych przeze mnie świątecznych pozycji (tak, kilka się czytało, skąd inaczej wiedziałabym, że ich nie lubię?) ten dramat związany jest z jakimś zadawnionym konfliktem lub nieporozumieniem z przeszłości, czasem bardzo odległej, a wszystko to hojnie posypane śniegiem, oświetlone choinkowymi światełkami, obwieszone bombkami, podlane "kakałkiem" z pianką, zaś w tle grają kolędy, a poziom cukru we krwi nieznośnie rośnie od samego czytania.
W "Uwierz w miłość, Calineczko" mamy to wszystko i więcej, bo akcja rozgrywa się na Podhalu, więc co i rusz pojawiają się wzmianki o niezwykłej w tym regionie Polski sile tradycji, góralskiej muzyce, majestacie gór i lokalnej architekturze, jak również zachwyty nad pięknymi ornamentami na pięknych meblach przyozdabianych pięknymi serwetkami ręcznie haftowanymi w piękne wzory (i koloryzuję tylko ociupinę, bo strona, na której słowo "piękny" pojawia się cztery razy naprawdę w tej książce jest). Przewidywalność akcji na najwyższym poziomie, gdy tylko w drzwiach pojawił się nieufnie spoglądający na bohaterkę nieznajomy od razu wiedziałam, jak się rzecz skończy, a była strona 53 na 384.
Bohaterka, Maja, jest sierotą wychowaną w domu dziecka, obecnie mieszka z ciocią w Zakopanem, ma za sobą trudne dzieciństwo, dwa nieudane związki, przyjaciela od serca i hodowane na dnie serca marzenie o cudownym domu, mężu, dzieciach i psie, choć żywi obawy, czy będzie mogła taki dom stworzyć, skoro nie ma żadnych wzorców. Czeka na miłość, zwłaszcza, że jej przyjaciele są w związkach, wszystkich jak jeden idealnie szczęśliwych, i Mai ciepło na sercu, gdy na nich patrzy. Ponadto góry są piękne, dekoracje świąteczne migoczą, tradycje na Podhalu są tradycyjne, no po prostu najtradycyjniejsze, jakie tylko mogą być, a związki rodzinne - najrodzinniejsze (i tylko takim czepialskim osobom jak ja przychodzi do głowy nietaktowne pytanie, jakim cudem zatem Maja w wyżej wspomnianym nieufnym mężczyźnie nie rozpoznaje wnuka najbliższej sąsiadki, - z którym btw bawiła się co wakacje przez pół dzieciństwa, - chociaż mieszka z ciotką ponad dziesięć lat, a rodzina sąsiadki przyjeżdża na święta domyślam się, że regularnie, ponieważ te są na Podhalu najrodzinniejsze przecież).
I cała książka jest o tym, serio. Tak naprawdę nic się w niej nie dzieje, Maja chodzi do pracy, wraca do domu, je obiad, przytula ciocię, idzie na spotkanie z przyjaciółmi albo zrobić zakupy, kładzie się spać, i apiat' od początku. Jest to nawet trochę imponujące, napisać książkę, w której treści jest akurat na szkolne wypracowanie, a rozciągnąć ją na prawie czterysta stron.
Oceniam książkę na więcej niż dwie gwiazdki, a mniej niż trzy, takie 2,5, pół gwiazdki urywam za maleńki twist (a nawet dwa), po którym spodziewałam się czegoś więcej, już, już miałam nadzieję, że coś... drgnie w tym dzienniku wzorowej uczennicy, ale, cóż. Nie drgnęło.
Tym niemniej czytało się "Calineczkę" dość przyjemnie i bardzo, bardzo szybko, jest to pozycja zdecydowanie godna polecenia dla nałogowców czytania, którzy czytać po prostu muszą, ale czasem nie mają sił, nastroju czy zdrowia na lekturę wymagającą skupienia. Nie najgorsza rzecz w swojej lidze, i nie najlepsza, taka w środku stawki, "niekoniecznie, ale jak ktoś lubi, czemu nie?", ten typ lektury.
Ale muszę wspomnieć o jednej rzeczy, która mnie uderzyła - w tym wypracowaniu grzecznej uczennicy alkohol po prostu się LEJE. Strumieniami. Ja jestem naprawdę dużą dziewczynką, i naprawdę dużo czytałam, bohaterowie pijący alkohol w powieściach mniej lub bardziej poważnych (a niekiedy niezwykle poważnych) mi nie pierwszyzna, ale tu było tego tyle, że rzecz... zauważyłam (bo, wierzcie mi lub nie, normalnie nie zwracam uwagi na to, że bohaterowie romansu raz czy dwa wypiją wino do kolacji czy herbatę z prądem przy kominku). Aż chyba przeczytam jakąś jeszcze książkę Natalii Sońskiej żeby sprawdzić, czy bohaterowie tej drugiej też będą pić wszędzie, dużo, chętnie, do wszystkiego, upijać się, trzeźwieć, cierpieć na kaca i znów pić, bo nie jest to, o ile mogę wnioskować z mojego doświadczenia, rzecz nazbyt często spotykana w romansach, zwłaszcza świątecznych.
Ostatnia świąteczna pozycja w roku 2018 to „Uwierz w miłość, Calineczko”. Po „Zakochaj się, Julio” czułam, że ja i Natalia Sońska możemy się polubić. Jednak czy jej najnowsza powieść nie okaże się najsłabsza z całego trio, które czytałam? Przekonajcie się sami. Maja wraz z ciotką mieszkają w Zakopanem. Dziewczyna wychowywała się w domu dziecka, bo w latach 90. niezamężnej kobiecie – jaką była i jest jej ciotka Rozalia – nie było dane stać się dla siostrzenicy nawet rodziną zastępczą. Matka zostawiła Majkę bez słowa rok po porodzie i zniknęła z jej życia oraz swojej siostry. Ciotka uparcie próbuje połączyć młodą dziewczynę z jej wieloletnim przyjacielem Bartkiem, ale tę dwójkę oprócz przyjaźni nic nie łączy. Maja mimo dzieciństwa spędzonego w domu dziecka jest osobą pozytywnie patrzącą na życie. Nie rozpacza z byle powodu, ale poważne rozmowy są dla niej ogromną traumą, bo przywołują wspomnienia z bidula. Maja pewnego dnia poznaje Wojtka, który jest wnukiem bardzo sympatycznej pani Anieli, którą poznaliśmy już w dwóch poprzednich książkach. Czy nasza Calineczka uwierzy w miłość i się zakocha? Czy Bartek na pewno jest dla niej tylko przyjacielem? Maję polubiłam, bo jest osobą trochę podobną do mnie. Wojtek był kreowany na takiego złego chłopca, ale autorce kompletnie to nie wyszło. Czy będę go pamiętać? Możliwe, że tak, bo z całej trójki postaci męskich, czyli: Michała z „Obudź się, Kopciuszku”, Jakuba z „Zakochaj się, Julio” to właśnie Wojtek miał najwięcej wyrazistości, ale też nie na tyle, aby powalić mnie swoją męskością i żebym wzdychała do niego dniami i nocami. Powiem tak, od razu wiedziałam, że ta książka jest najgrubsza z całej trójki i niestety obawiałam się, że będzie mocno przegadana. I była przegadana. Dużo opisów, które nic nie wnosiły i które wydłużały tylko fabułę. Może nie było by to tak drażniące, gdyby opisy przemyśleń dotyczyły też tego, co dzieje się w głowie Wojtka, a poznawaliśmy tylko i wyłącznie stronę Majki i po prostu w pewnym momencie było tego już za dużo. Na dodatek trochę opis mi nie gra z całością książki, bo wiecie jest mowa o byłym narzeczonym, który w zasadzie się nie pojawia. Jasne potem wyjaśnia się, kim jest ten były narzeczony, ale żebym Wam nie spolerować to nic więcej nie powiem. Po prostu jest to niezgodność, która mnie denerwuje, bo bardzo przykładam uwagę do tego czy opis na okładce odpowiada treści książki po jej przeczytaniu. Za rok o tej porze nie będę pamiętać o tej książce, co mnie smuci. Dobrze się bawiłam, ale nie trafi na półkę „ulubione”, a raczej „do sprzedania”. "Tak, we dwoje wszystko było łatwiejsze, jaśniejsze i mniej uciążliwe. Problemy rozkładały się na dwoje, a szczęście mnożyło razy dwa." ~ Natalia Sońska, Uwierz w miłość, Calineczko, Poznań 2018 s. 235.
Uwielbiam takie plastikowe postaci, taka odskocznia od dobrej lieratury. Wszystko przewidywalne, miłe dla oka czy ucha - nie wiem, czy przepadacie za audiobookami.