Przygotujcie się na mieszankę czarnego humoru, jadowitej ironii, wszelkich sprośności, łamanie granic smaku i przyzwoitości.
Stramik i Giza robią streaming z rzeczywistości co dwie doby. Jeden jest anarchistą i abnegatem, testującym wszystkie dostępne i te mniej dostępne na rynku używki. Uderza w świętości, bo to pobudza intelekt. Drugi tłumaczy i tonuje – i choć jest równie ironiczny, to jednak najwyżej stawia rodzinę i dzieci. Sceniczny duet doskonały i mieszanka wybuchowa na papierze.
Geje, aborcja, eutanazja. Rasizm, szowinizm i celebryci. Narkotyki, głupota polityków, medialne kompromitacje. Życiowa beznadziejność, sceniczna sprzedajność i permanentne niewyspanie. Nędza social mediów, celebrytoza w oparach mefedronu i satyryczne know-how. Kerouac, Palahniuk, Hunter S. Thompson i Paulo Coelho. Netflix, serialoza, hotelowy kac i patostreaming. Palce lizać!
Nie ma tabu, nie ma granic – łapy precz od żartów!
Stand-uper, scenarzysta, autor tekstów komediowych. Lider Kabaretu Limo (1999 - 2014),z którym zdobył liczne nagrody i popularność. Twórca programów stand-upowych Proteus Vulgaris, Ludzie, trzymajcie kapelusze i Numer 3 oraz serialu Kryzys. Szczęśliwy mąż, ojciec dwóch córek i właściciel jednego tatuażu.
Momentami nudnawe, momentami trafne i zabawne. Mozna przeczytać jeśli jest się fanem stand-upu, jeśli nie może być trochę ciężko wejść w żarty i ogólny styl wypowiedzi.
Trochę wymęczona, szczerze mówiąc. Maile Gizy jeszcze spoko, ale Stramika to już skanowałam z nudów. Może gdyby Giza sam ze sobą pisał te maile to by było znośniej. Parę tematów w punkt, ale jednak przeważało paplanie.
Pomyśleć że kiedyś na taką formę literacką (mówimy tu o łańcuszku maili wysyłanych sobie przez dwóch standupowców) mówiono “powieść epistolarna” - jeśli tak to napisałem ich w mojej korporacyjnej karierze stanowczo zbyt wiele…
“Łapy…” czyta się specyficznie - początek jest nieco siermiężny (męczy strasznie wątek Filipa Chajzera który zestarzał się bardziej niż sam Filip Chajzer); ale i Abelard i Jacek szybko łapią rytm i zaczynają się ciekawe rozkminy o życiu i standupie.
Sam standup lubię (co prawda raczej z pozycji piknika niż ultrasa) więc ciekawie było uzyskać wgląd do tego świata z perspektywy dwóch kogoś “ze środka”; zwłaszcza Gizy który nie tylko siedzi w nim od dawna ale i potrafi dobrze pisać. Jeśli chodzi o Stramika - jego maila były bardziej… odjechane (mniej z nich dowiedziałem się o świecie, więcej o plusach i minusach narkotykowania); niemniej jednak przyćpane yang dobrze równoważyło Gizowe yin.
Powiedziałbym że to książka do przeczytania tylko dla ludzi oglądających standup - ja ją połknąłem podczas dwóch podróży pociągiem (PKP samo w sobie jest bekowym tematem więc dobrze zagrało razem); co więcej - nabrałem ochoty żeby znowu się przejść (znaczy na standup, nie na dworzec).
Takie to trochę pisanie o niczym, ale czasem dobrze zanurzyć się w tej potrzebie wejścia do czyjejś głowy i sprawdzenia, czy przypadkiem nie ma w głowie podobnych myśli co my. Trochę zabawnie, częściej gorzko, czasem banalnie o zmaganiach z własnym ego i kompleksami. Przeczytałam. Na długo w mojej głowie nie zostabie. Nie żałuję. Podoba mi się koncepcja pisania maili w 48-godzinnym rygorze. Mam ochotę wypróbować. Wynotowałam kilka stand-upowych speciali, które teraz chcę nadrobić na Netflixie. Na trzy gwiazdki wystarczy ;)
Bez żartów. Mam wrażenie, że książka ma największą wartość dla samych autorów. Mogli powiedzieć głośno co ich wkurza, wyrazić swój niepokój, przyznać się do pewnej bezsilności i podzielić się swoimi obawami. Z przyjemnością czytałem fragmenty napisane przez pana Abelarda, szczególnie kilka zabawnych monologów, które są gotowym materiałem na stand-up. Mimo, że wszystkie e-maile są bardzo szczere, jest w nich mało treści, a niektóre teksty naprawdę nie musiały zostać napisane.
Ciekawy pomysł, wymiana maili. Są momenty śmieszne, są momenty nudne. Ogólnie jak ktoś lubi stand-upy i panów autorów, to można poświęcić trochę czasu i przeczytać.
Niestety spore rozczarowanie. Ani to śmieszne, ani jakoś specjalnie interesujące. Giza trochę ratuje, ale niewystarczająco, żeby dokończyć książkę. Szkoda.
Czasem dobre a czasem modliłam się żeby skończyli temat. Jest to zbiór maili, które są wysyłane czasami tylko aby nie przegrać zakładu i to czuć. Autorzy nie trzymają się żadnego tematu dłużej niż jedna strona. Ich forma konwersacji jest bardzo zaburzona przez wstawki, niektóre śmieszne, inne mniej. Jeśli chodzi o zawartość to trudno tu szukać zaskakujących myśli, trochę jakbyśmy usiedli z nimi w barze i ktoś cały czas zmieniałby rodzaj alkoholu.