Finałowa część trylogii o detektywie Leonie Brodzkim.
Trzy kobiety, trzy morderstwa, jedno narzędzie zbrodni…
Gdy legendarny gangster wychodzi z cienia, by znów terroryzować Toruń, tylko jeden człowiek może przywrócić porządek w mieście. To detektyw Leon Brodzki, którego ulubioną lekturą są akty zgonu morderców. Jest tylko jeden problem – jak policjant ma posłać kogoś za kratki, jeśli sam siedzi w więzieniu?
Tropy w śledztwie prowadzą do lat osiemdziesiątych i słynnej sprawy "Młotkarza z Torunia". Trudno jednak po trzydziestu latach złapać sprawcę, skoro przyjaciele policjanta okazują się wrogami, a dowody znikają bez śladu…
Kryminał jako gatunek mnie zmęczył. Mam nadzieję, że to chwilowe. Czy moja ocena "Otchłani" z tego zmęczenia gatunkiem wynika? Bardzo możliwe. Woźniak pisze dobrze, akcja jest wartka, bohaterowie całkiem niebanalni, a całość dzieje się w Toruniu (!). W końcu doczekałam się policjanta, któremu z żoną się układa (przynajmniej w tym tomie). "Otchłań" to dobrze i sprawnie napisany kryminał, ale Woźniak nie zaskakuje, nie wychodzi poza schematy, nie (i)gra z czytelnikiem. Jedno jest pewne, wiem za jaką opcją polityczną autor optuje, a że jesteśmy po tej samej stronie barykady, jakoś mi to nie przeszkadza ;)
Proszę Państwa, cóż to był za genialny finał kryminalnej serii Marcela Woźniaka - toruńskiego autora, któremu gorąco kibicuję od samego początku, czyli od "Powtórki" otwierającej cykl z podkomisarzem Leonem Brodzkim w roli głównej!
Cała seria trzyma poziom od pierwszej do ostatniej strony, a mglisty i duszny klimat kujawsko-pomorskiej metropolii w połączeniu z wysmakowanym, eleganckim i kunsztownym stylem języka, jakim posługuje się autor, sprawiają, że tryptyk "Powtórka", "Mgnienie" oraz "Otchłań" wędrują do mojego prywatnego kanonu najlepszych polskich powieści kryminalnych. Z kolei samo miasto T. - T jak Toruń, ale i jak tabu, tajemnica czy terror - chciałoby się przemierzyć pokrętnymi ścieżkami zarysowanymi na kartach powieści Woźniaka.
Ale wracając do samej "Otchłani" - jest to książka, która w brawurowy sposób spaja fabularną klamrą wszystkie przypadki Leona Brodzkiego, borykającego się z marami przeszłości, płacąc za to niemal najwyższą cenę... Leon to postać niesamowita: posągowy wręcz śledczy z poczuciem misji, rozrywający sztywne ramy konwenansów i polityczno-urzędowych uwarunkowań. To człowiek niezłomny, hardy i dążący z bezwzględną konsekwencją do ujęcia sprawców brutalnych morderstw, polujących na ulicach Torunia (i nie tylko, jak wiemy po lekturze wcześniejszego "Mgnienia") również na członków jego rodziny czy bliskich współpracowników. To wreszcie mistrz ciętej riposty, który element przestępczy sprowadza do parteru nie tylko za pomocą środków przymusu bezpośredniego, ale i za sprawą nieszablonowych umiejętności oratorskich i negocjacyjnych. Nie ma jednak Leo łatwego zadania, ponieważ w szeregach policji są "brudni policjanci" będący na usługach gangsterów z umazanymi krwią rękami, którzy sabotują wręcz pracę organów ścigania.
Gorąco polecam wszystkie trzy tomy cyklu, jak również lekturę całej mojej opinii na temat "Otchłani" - mój blog na Was czeka :)
Przede wszystkim trzeba zauważyć, że trzy książki z cyklu Marcela Woźniaka o Leonie Brodzkim (Powtórka, Mgnienie i Otchłań) tak naprawdę powinny być wydane jako trzy tomy jednej książki. Czytając część pierwszą miałem nadzieję, że uda mi się przywyknąć do specyficznego stylu Autora. Nie udało się. Każdą kolejną część czytało (słuchało) się coraz trudniej. Także z każdą kolejną częścią akcja powieści oddalała się od jakiegokolwiek prawdopodobieństwa zdarzeń. Szczególnie w ostatniej części odnosi się wrażenie wytężonego sprintu Autora chcącego jakimś cudem dobiec razem z czytelnikami do upragnionego finiszu. I jeszcze jedna ciekawostka klimatyczna: jedyny rodzaj chmur występujący w Toruniu, to chmury szelfowe. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Widac taki tu panuje klimat.