Masajka Ntailan Lolkoki dorasta na peryferiach miasteczka Maralal na północy Kenii. W wieku dwunastu lat zgodnie z tradycją swojego plemienia zostaje obrzezana i odtąd czuje się obco we własnym ciele. Kilka lat później poznaje w Nairobi młodego angielskiego żołnierza i wyjeżdża z nim do Anglii, a potem do Niemiec. Biorą ślub, jednak małżeństwo rozpada się, ponieważ seks jest dla niej koszmarem.
Po separacji Ntailan zostaje modelką i znajduje sobie miejsce w wykwintnym świecie bogaczy, jednak w jej sercu panuje mrok. Pozostaje kimś obcym we własnym ciele. Dręczą ja lęki i depresje. Dzięki Waris Dirie dowiaduje się o możliwości przeprowadzenia operacji rekonstrukcyjnej dla ofiar okaleczenia żeńskich narządów płciowych (FGM).
Ntailan, która dzisiaj mieszka w Berlinie, decyduje się na ten trudny krok i po operacji odczuwa po raz pierwszy szczęście kobiety. Otwarcie i szczerze opisuje, jaki wpływ operacja rekonstrukcyjna wywarła na jej odczucia, jak odkrywa swoje ciało i w efekcie samą siebie. Pełna radości zaczyna życie, w którym wreszcie znajduje spełnienie.
Jako dziewczynka Ntailan Lolkoki została okaleczona i przez długie lata milczała. Jako dorosła kobieta otrzymała szansę, by cofnąć to, co się stało.
Pasjonujące wspomnienia odważnej kobiety, która otwarcie mówi o swoich cierpieniach – i swoim wybawieniu.
Trochę nie wiem co powiedzieć, bo mnie właśnie te niskie oceny nieco wybiły z rytmu... zastanawiam się skąd tak niska ocena tej książki? Stąd, że autorka nie została aż tak brutalnie obrzezana czy, że pisze o pożądaniu tak otwarcie? Bo moim zdaniem to bardzo dobra książka, może najlepsza, dlatego, że to nie jest książka o obrzezaniu, tylko książka o kobiecie, której przydarzyło się obrzezanie. Różnica jest taka, że ta książka opowiada o czymś więcej. Faktycznie na początku miałem takie poczucie trochę, że jest o wszystkim i o niczym, ale potem się okazało, że to "nic" jest po coś. I w sumie oceniam ją bardzo wysoko. Autorka jest niesamowitą kobietą, urodziła się w Afryce, a tyle zdołała osiągnąć... że mnie to zawstydza w sumie. Dodatkowo to co pisze o swojej miłości jest takie... takie, że łatwo mi się z tym zidentyfikować ("A wtedy czasami wystarczało jedno jego spojrzenie, a ja już byłam podniecona.")