Ecce homo*
Oto człowiek.
Szczerze mówiąc nie umiem napisać nic rewolucyjnego o tej książce, kilka dni nad tym myślałem, ale jest tak doskonała, że ponadto co o niej dobrego napisano nic nie wniosę do tematu. Nie wiem czy to historia siedemnastoletniego Juan Guillermo tak mi zapadła w umysł, czy to jego pragnienie miłości przezwyciężające zdrady czy lustrzana historia Amaruka i jego polowania na Tego Wilka ostatecznie łącząca się z głównym wątkiem, ale w tej powieści jest coś niesamowitego. Życie Juana, przez które idzie w gruncie rzeczy sam ze swoim krzyżem, mając za towarzyszy wąski krąg przyjaciół i przypadkowo spotkanie osoby, a także schizofreniczną ukochaną, która… no cóż. Ma swoje za uszami.
Do tego dołóżmy sam Meksyk, korupcję lokalnej policji i układy. Łapówkarstwo i praktycznie mafijne państwo na poziomie ulic miasta, gdzie realną sprawiedliwość można wymierzyć tylko przy pomocy potężnych konotacji i sieci kontaktów, a mimo wszystko da się żyć, jednak to pragnienie życia musi być właśnie takie jak Juana. Przedstawione realia miasta, państwa - Autor zrobił to perfekcyjnie. I choć zakończenie dosyć przewidywalne w tej powieści, to jak to gdzieś kiedyś przeczytałem „cel jest niczym, droga wszystkim”. Zgadzam się z opiniami o tej książce, że jeżeli macie znajomych którzy nie czytają, a chcecie im coś podrzucić – to ta 700 stronicowa powieść będzie wprost idealna.
Ponadto mistrzostwo słowa pisanego (być może to zasługa tłumacza), język którym się posługuje Autor – z tej powieści nie można, nie wolno uronić ani jednego słowa. Skarbnica wiedzy, raz po raz zarzucana między rozdziałami „etymologia zdarzeń” jak pisze autor bardzo ciekawa mini encyklopedia pojęć tak ważnych dla rozumienia całej powieści. Graficznie wspaniałe wydanie, nieprzekombinowane, okładka idealna dla tej książki. Wydawnictwo WAB naprawdę się postarało, niejednokrotnie graficznie ukazując rozlatujące się myśli na kartach powieści (przemieszczanie tekstu, liter).
To jest wspaniała książka o tym jak śmierć nadaje życiu sens, jak te dwa nierozerwalne elementy mimo że tak różne, są ogniwami jednego łańcucha. Jednocześnie biblia śmierci i biblia życia. Człowieczeństwo ukazane w pełnej krasie ze wszystkimi blaskami i cieniami. Radość, smutek, cierpienie, ból, strata. Miłość, pragnienie, nienawiść. Zemsta. Tak też jest złożona powieść, nie jest po kolei, sceny dzieją się jakby blokami tematycznymi, swoistymi zagadnieniami na zasadzie fragmentów duszy, przemyśleń będących opowieściami poszczególnych scen, etapów z życia Juana i jego bliskich.
Ta książka ma wszystko w sobie z kwintesencji człowieczeństwa. Wybaczcie porównanie, ale jakby to powiedział Thanos w Avengersach „idealnie zbalansowana, jak powinny być wszystkie rzeczy (we wszechświecie)”.
„Mam ochotę złapać ją za szyję i przyciągnąć sobie do twarzy. Powiedzieć: słuchaj, pizdo, skoro jesteś we mnie zakochana, to zostajesz ze mną. Ze mną. Rozumiesz? Z e m n ą. Czemu masz się ruchać z innymi, skoro to mnie kochasz? Ale nie mogę wykrztusić ani słowa. Duszę się. Odwracam się i wymiotuję. Morze błota eksploduje z głębi moich wnętrzności. Czysty ból. Błoto cieknie po schodach. Kurwa! Tyle śmierci i ta miłość też umarła. Te wymiociny pogrzebały moją miłość. Oto ona, w stanie płynnym, mieszanina smutku, zazdrości, furii, pasji."
I nie, nie jest to książka o miłości. To jest książka o *ubiczowanym, ale pokonującym śmierć człowieku.
25.11.2020 r.