NARCYZA MOJA KRÓLOWO
„ona była taką, jaką być mogła, gdyby kochała, ona była szczęściem, objawieniem, miłością, a tym młodzieńcem u jej kolan, tym pieszczonym, zachwyconym, tym kochanym, byłem ja.”
Głównym bohaterem „Poganki” jest Beniamin, młody chłopak, wychowywany w miłości, rozpieszczany przez matkę i bardzo wrażliwy na świat. Pewnego dnia trafia do zamku i tam zakochuje się w Aspazji. Jego miłość, jak to miłość romantyczna, jest nagła, silna i wyniszczająca. Bohater kocha tak bardzo, że samego siebie doprowadza do szaleństwa. I tu pojawiają się odwieczne pytania, na które Żmichowska szuka odpowiedzi – czy można było powstrzymać to uczucie? Czy Beniamin miał jakiś wybór?
To jedna z tych książek, które powoli dojrzewają. Historia, którą początkowo ciężko ogarnąć i zrozumieć, dopiero z czasem nabiera większego sensu. Nie doszukuje się tu drugiego dna i nie zamierzam mówić o przesłaniu, bo to nie w moim stylu – książki to dla mnie opowieści o ludziach, nie moralistyczne przypowieści. I może robię to źle, ale wiem, że gdybym większość czasu poświęcała na szukanie sensu i morału, to bardzo szybko bym się znudziła.
Żmichowska była niesamowitą kobietą, o której niestety często się zapomina. W kraju, w którym mężczyźni stawiani są na piedestale za nic (w epoce romantyzmu szczególnie), nie ma miejsca na Narcyzę i jej „kontrowersyjne” spojrzenie na świat, o jej walkę o równą edukację, o wolność i po prostu o godne życie kobiet.
„Poganka” nie jest lekką lekturą, ale bardzo plastyczną. Typowo dla romantyzmu kwiecisty i podniosły język, trudna w odbiorze forma i dużo, dużo, dużo nieszczęśliwej miłość. Warto jednak dać jej szansę, jeśli nie dla samej opowieść to dla Żmichowskiej!