To jest kryminał. Są trupy i jest policjant zmagający się z własnymi problemami. Ale spokojnie. Nie chleje i nie ćpa jak 90 procent tego typu w literaturze. Gliniarz próbuje zrobić w mieście porządek i przede wszystkim ułożyć sobie jakoś życie, zmagając się z demonami przeszłości. Jak każdy z nas...
Kraków, początek lat 90. W mieście pojawia się coraz więcej podejrzanych typów, którzy liczą na szybki zysk i dobrą zabawę. Komisarz Kastor Grudziński z komendy wojewódzkiej dostaje zawiadomienie o zaginięciu pewnego mieszkańca dzielnicy willowej. A jeśli ktoś mieszka na Woli Justowskiej, to musi mieć forsy jak lodu.
Kastor na własnej skórze przekonuje się, że zło może kryć się wszędzie, nie tylko w podejrzanych dyskotekach i melinach na Kazimierzu, ale też w miejscach, w których nikt tego by się nie spodziewał. Także tych bardzo bliskich komisarzowi...
Polski kryminał ma się bardzo dobrze. Tak naprawdę to trudno dokonać wyboru jeżeli chcemy sięgnąć po coś dobrego bo nazwiska takie jak Chmielarz, Krajewski czy Bonda to wyrobione już marki w tym gatunku i jedyne czego brakuje to czasu. Z uwagi na ten fakt kiedy już decyduje się na lekturę kryminałów to zwykle nie mam problemu z wyborem i sięgam po nazwiska sprawdzone. Wojtek Miłoszewski kojarzył mi się do tej pory jako brat Zygmunta Miłoszewskiego, który stworzył słynnego komisarza Szackiego. Czasem trzeba dać szansę komuś świeżemu i stąd moja przygoda z "Kastorem".
Powieść Wojtka Miłoszewskiego stanowi kolejny dowód na to, że rekomendacje Marcina Mellera to strzał w dziesiątkę. Przyznam się szczerze, że w przypadku "Kastora" to właśnie kampania promocyjna zachęciła mnie do lektury. Moda na retro jak się okazuje sprawdza się również w literaturze. Tytułowy bohater książki Miłoszewskiego to glina po przejściach, który pełni służbę w Krakowie z okresu transformacji kiedy to wszystko stało jeszcze na głowie. Milicja stała się Policją, kartoteki UB płonęły pełną parą, a stróże prawa zmagali się z brakami w postaci choćby niewystarczającej ilości samochodów służbowych. Kiedy więc do Kastora na służbę zgłasza się młodzian dysponujący własnym autem, ten długo się nie waha i interesownie bierze chłopaka pod swoje skrzydła. Okazją do zbierania nowych doświadczeń staje się sprawa, która już od samego początku pokazuje się jako afera szyta na wielką miarę. Zaginięcie biznesmena tylko przez chwilę da się zlekceważyć i policjanci biorą je za zwykłe "pójście w długą". Zaraz potem okaże się, że mamy do czynienia z morderstwem, a jest to tylko wierzchołek góry lodowej.
"Kastor" uwodzi świetnymi dialogami, które aż kipią od poczucia humoru z najwyższej półki. Widać wyraźnie, że autor odrobił zadanie i oddał autentyzm jeżeli chodzi o żargon zarówno policyjny jak i krakowskiego półświatka. Klimat schyłkowego PRL-u budził przynajmniej u mnie przyjemną nostalgię. Aż chciało by się wrócić do tamtych czasów, a dzięki Wojtkowi Miłoszewskiemu jest to możliwe, bo jego książka jest niczym kapsuła czasu dla naszej wyobraźni. W kinach grają Jamesa Bonda z Timothy Daltonem, Policja jeździ polonezami, a w piątkowe wieczory chodzi się na dancingi. Śledztwo prowadzone przez Kastora i innych toczy się w oparach alkoholu, z bójkami i pościgami w tle, pomimo tego że mamy do czynienia ze zbrodnią sporego kalibru, to całość zostaje odpowiednio zmiękczona anegdotami i sarkazmem w wykonaniu doświadczonego życiem Kastora. Jakby tego było mało dostajemy jeszcze do kompletu wątek miłosny i to całkiem sprawnie poprowadzony że scenami seksu, które nie pachną ani chamówą, ani plastikową tandetą.
Szczerze polecam wszystkim najnowszą książkę Wojtka Miłoszewskiego, a zwłaszcza tym którym zdarza się zatęsknić za klimatem lat 90-tych.ja że swojej strony jestem pod wielkim urokiem tego autora i z pewnością sięgnę także po wcześniejsze jego książki.
Ale to dobre było! I treścią (przypomina Ekstradycję), i językiem (co prawda kilka razy wydaje mi się, że użyto sformułowań trochę wyprzedzających swój czas, ale to drobiazg). Bohater, którego da się lubić, historia, która wciąga, twist na końcu, a i dość często zabawnie.
No i lektor! Mój ulubiony, mistrz Janusz Zadura! Którego najbardziej cenię za to, że potrafi być jednocześnie i Kastorem, i sepleniącym psychiatrą. I prowadzić ich dialog. Ukłony, ukłony, ukłony!
Jest całkiem dobrze. Akcja trzyma w napięciu, realia Krakowa wczesnych lat 90-tych oddane w fajny, nieraz dowcipny sposób. Ale jedna bardzo, bardzo ważna uwaga - w Krakowie wychodzić na dwór?! Panie Wojtku, szanujmy się! ;)
3,8 książka na prawdę dobra mimo,że intryga kryminalna paradoksalnie średnia. spacer Krakowem lata 90,przeszłości głównego bohatera,jak i teraźniejszość. na prawdę dobra zabawna przy czytaniu.
Nie spodziewałam się wiele po licznych średnich ocenach i opinach jakie zbiera ta książką i to może dobrze, bo jestem pozytywnie zaskoczona. To może nie jest typowy kryminał z wartką akcją od początku do końca, ale nie sposób odmówić mu interesującej historii. Mamy ciekawą wielowątkową i całkiem nieźle zbudowaną zbrodnie, która rozrasta się z każdą kolejną stroną. Do tego powroty do przeszłości głównego bohatera, które były całkiem ciekawe. Obok tego jest kilku sympatycznych bohaterów, którzy nie zlewają się w jedną postać. Niby nic specjalnego, ale całą książkę robi fakt iż wydarzenia mają miejsce w latach 90tych, których klimat jest bardzo dobrze oddany. Policjanci i pozostali bohaterowie mają tu zupełnie inne problemy i przemyślenia niż ci ze współczesnych kryminałów, co niewątpliwie przyciąga zainteresowanie czytelnika. Mamy coś innego niż zwykle. A co z minusami? Nie zabrakło i tych. Wątek romansowy miał potencjał (węszyłam jakiś spisek w trakcie) i mimo poprowadzenia go ostatecznie w dość kiepski sposób, odegrał na szczęście jakąś rolę w całej książce oprócz bycia zapchaj dziurą. Oprócz tego zakończenie, choć ciekawe, wyskoczyło autorowi jak gumka z majtek, a zagadka która autor ciągnął przez całą książkę pozostała bez odpowiedzi... Trochę szkoda. Mimo tych wad książkę czytało się zaskakująco dobrze,a niedociągnięcia i uproszczenia stosowane przez autora nie są na tyle rażące by zepsuć przyjemność z lektury.
Gdy widzę nazwisko Miłoszewski i do tego słowo kryminał na okładce to momentalnie idą ciary wzdłuż kręgosłupa. Nie jest to niestety Zygmunt, i nie, nie jest to również level Szackiego, ale czyta się więcej niż dobrze, zwłaszcza że rzecz dzieje się w moim mieście. Kraków lat 90 ożywa na kartach tej powieści w sposób absolutnie wyjątkowy, dzięki czemu lektura sprawia jeszcze więcej radości a jak jest policja, SB i rodzinny sekret to nawet jej zamknięcie jest wyjątkowe. Mam nadzieję że Wojciech uczyni z tego początek cyklu, dzięki czemu będzie można wracać do tych bohaterów. Na marginesie Panie Wojtku opisy zapachów perfum oficera Kwiatka mistrzostwo świata!!!
"Kastor" to barwne lata 90., plastyczne postaci, wartka akcja i zaskakujące zakończenie. Thriller policyjny, który wypełnia pewną lukę na rynku wydawniczym. Jeszcze nie zapomniano o działaniach milicji, a krakowski Kazimierz nie był miejscem, które chcielibyście zobaczyć. Ledwo skończył się komunizm, zaczęły się roszady na polu gry. Zaczynają pojawiać się kontrasty.
Bardzo to realistyczny świat, który wspaniałe przywraca zatarte wspomnienia z tamtych czasów. Wojtek Miłoszewski, znany mi do tej pory ze scenariusza do (dobrego) serialu "Prokurator" , zdecydowanie nie zawodzi. Czekam na więcej takich tytułów!
Bardzo przyjemna rozrywka. Dobry polski kryminał. Książka ciekawie napisana, z poczuciem humoru i lekkością. Zakończenie jest nieoczywiste. Myślę że autor całkiem nieźle poradził sobie z umiejscowieniem akcji w Krakowie w latach 90-tych, biorąc pod uwagę że miał wtedy 10 lat i prawdopodobnie pamięta niewiele z tego okresu. Dla ludzi którzy ten okres pamiętają dobrze, ta książka może wywołać na swój sposób nostalgie. Ja czekam na jakiś kryminal osadzony w latach 70-80, nie żeby coś autorowi sugerować 😊
Bardzo podobał mi się odmalowany w Kastorze klimat początku lat 90. Natomiast przeszkadzała mi schematyczność narracji i spłycenie osobowości bohaterów, czasami lakoniczność autora w opisywaniu scen. Momentami miałam wrazenie, że książka była pisana i redagowana w pośpiechu, trochę jakbym czytała koślawe tłumaczenie z języka obcego.
Bardzo fajnie napisana książka. Wciąga, buduje akcje, historia przykuwa uwagę i nie chce się od niej oderwać. Przeczytałam w ciagujednego dnia. To była moja pierwsza przygoda z autorem, ale na pewno nie ostatnia.