Przygotujcie się na największy show Kuby Wojewódzkiego.
L’enfant terrible polskiego show biznesu.
O jego medialnej osobowości powstały już prace naukowe, a typowa dla niego bezczelność stała się telewizyjną dyscypliną olimpijską.
Pogromca osobowości płaskich i bez charakteru.
Wyznawca zasady, że przeginanie pały to takie samo prawo obywatelskie jak udział w wyborach.
Bohater kultury pop, gość z krainy próżności.
Od dziecka lubił szokować, a rzeczywistość dawała mu do zabawy niezbędne gadżety i okoliczności. Chciał zostać aktorem, ale znawcy sceny prognozowali mu rolę halabardnika albo aktora grającego kroki za sceną. Został więc królem błaznów. Jego autobiografia to skarbnica błyskotliwych bon motów, genialnych ripost, ciętych komentarzy. Kronika medialnego żywota, którego intensywnością można spokojnie obdzielić kilku celebrytów, a gażą za odcinek talk show wykarmić powiat. To też opowieść człowieka zasmuconego kondycją myślenia społeczeństwa, które głowy używa głównie do potakiwania.
Człowiek-kameleon, właściciel ego widocznego z kosmosu, genialny publicysta, człowiek instytucja, ojciec chrzestny i grabarz wielu karier.
Kim jest Kuba Wojewódzki?
Bezczelna, irytująca i bulwersująca – najlepsza autobiografia celebryty.
Kuba Wojewódzki. Nieautoryzowana autobiografia albo kronika wypadków miłosnych Kuby W. Nie przeczytałabym sama, porzuciłabym z nudów. Wysłuchałam czytającego autora podczas sprzatania, pakowania prezentów (a robię to długo, pieczołowicie i z lubością). Są gorsze książki, pewnie, ale są też lepsze. W kategorii autobiograficznej rozrywkowej również. Ot, choćby Pazury Byłbym zapomniał. Tu czytamy/słuchamy o tym, że dorosłe życie składa się z bycia jebaką, jurorem/radiowym klaunem wożącym się drogimi i szybkimi samochodami. No spoko, tylko po co oprawiać to w okładki i sprzedawać?! Dla hajsu, wiadomo, ale... po co? Przy całej mojej sympatii dla postaci medialnej, jaką jest KW, było to zbędne.
"Czasy się zmieniają, ale Pan zawsze jest w komisjach" - cytat z "Psów" przyszedł mi do głowy po wysłuchaniu książki Kuby Wojewódzkiego, bo pan Kuba od dobrych dwudziestu lat kojarzy mi się głównie ze wszelkiej maści konkursami talentów i na tym zbudował swoją medialną markę. Uczciwie trzeba przyznać, że showman z niego wybitny: elokwentny, kontrowersyjny, wzbudzający emocje. Jego radiowe poranki, prowadzone wspólnie z Michałem Figurskim, to była klasa sama dla siebie, pierwsze lata jego telewizyjnego show również, obecnie podcast prowadzony do spółki z Piotrem Kędzierskim wyróżnia się na tle tych wszystkich Żurnalistów. Szkoda tylko, że napisał tak denną książkę.
Wojewódzki nie może się zdecydować, czy chce być Hrabalem czy Woodym Allenem czy może jednak Jeremym Clarksonem. Schowany za gardą z cytatów zaczerpniętych od autorytetów, raz po raz atakuje czytelnika to penisem, to jakąś złotą myślą o "tym kraju", to znowu nieśmiesznym żartem rodem z arsenału stryjkowo-imprezowych sucharów. Niby otwiera się przed czytelnikiem opisując swoje dzieciństwo czy kolejne romanse, ale nie wykracza poza swój medialny wizerunek. I ok, bo tego się spodziewałem, wszystko byłoby w porządku, gdyby to co finalnie dostałem, nie było tak cholernie męczące w odbiorze. Książki czytanej raczej bym nie strawił, czytany przez Wojewódzkiego audiobook jeszcze jakoś wchodzi.
"Nieautoryzowana autobiografia" ma kilka jasnych punktów. Ogólne spojrzenie na światek naszych celebrytów, cięty język w opisach medialnych gwiazd w pełni zaspokoił mojego wewnętrznego plotkarza i żądzę sensacji. W kontrze do Wojewódzkiego cynika staje Wojewódzki sentymentalny: ciepłe opisy Anny Przybylskiej czy Agnieszki Chylińskiej. To jednak wyjątki w morzu nieśmiesznych żartów z brodą i głównie średnio udanych gierek słownych.
Czy dowiedziałem się czegoś ciekawego z tej autobiografii? Może poza kilkoma smaczkami ze świata radia i telewizji, niebardzo. Czy była to dobra rozrywka? Kilka trafnych uwag i średnio jeden dobry żart na dziesięć prób to niewiele. Czy wreszcie dowiedziałem się czegoś o Kubie Wojewódzkim nadto co mieści się w jego medialnym wizerunku - w sumie nawet na to nie liczyłem. Jest kontrowersyjnie, ale wszystko w ramach przyjętej konwencji, jest pseudointelektualnie, z masą cytatów z samego siebie i Jana Nowickiego, jest też dużo o podbojach miłosnych, tylko wszystko to jakieś bezbarwne i przejrzałe. Jeśli naprawdę chcecie dowiedzieć się czegoś o Wojewódzkim to polecam poświęconą mu serię na Podcastexie.
Napisane zgrabnym językiem, ale niestety treści w tym wszystkim niewiele. Jeśli orientujesz się kim jest Wojewódzki, skąd się wziął i jakie ma poglądy, to nie dowiesz się z tej pozycji niczego nowego. Zbiór anegdotek, który czyta się przyjemnie, ale daleko temu do pełnokrwistej autobiografii. Nad jednym tylko się zastanawiam - czy jest tak dlatego, że autor nie chciał się w 100% otworzyć przed czytelnikiem, czy może dlatego, że w rzeczywistości po prostu nie bardzo jest o czym pisać? Nie to, żebym uważał, że gość nie jest interesującą postacią medialną (bo jest), ale umówmy się... droga przez którą przeszedł Wojewódzki, aby znaleźć się w obecnym położeniu, zwyczajnie w świecie nie wygląda na szczególnie skomplikowaną. Tymczasem powszechnie wiadome jest, że krew, pot i łzy to fundament udanej autobiografii.
Daję 3/5, bo mimo wszystko czytało się dobrze i wielokrotnie można było się zdrowo pośmiać. Jest to poczucie humoru, które zdecydowanie mi odpowiada.
Przeczytałam z zainteresowaniem ponieważ lubię autora (pamiętam jeszcze z czasów Idola) i miałam nadzieję dowiedzieć się czegoś więcej o jego poglądach i filozofii życia.
Pros: 1. Książka jest zabawna i nie nudzi. 2. Autor posługuje się cytatami wielu ludzi, niektóre tak cytaty jak i ludzie są godni zapamiętania. 3. Przedstawiony jest mniej lub bardziej prawdziwy obraz polskiego tzw. show business, ja bym powiedziała że raczej "ku przestrodze" niż "na zachętę" dla młodych pokoleń, ale to kwestia gustu.
Cons: 1. Książka chaotyczna, nie ma spójności chronologicznej, przyczynowo-skutkowej czy emocjonalnej. Przypomina mi chaotycznoscia trochę "Fear" by Woodward ale tam było to celowe, tutaj jakby mniej. 2. Niestety mało dowiedziałam się o autorze, jego motywacjach, charakterze, marzeniach, niepowodzeniach itp. Rozumiem że to nie "Traktat o luskaniu fasoli" i zamierzenie było ironizujace ale czuję niedosyt głębszej myśli i czegoś co by mi zapadło w pamięci na dłużej.
Audiobook. Karierę Wojewódzkiego śledziłem od czasów miesięcznika "Brum". Do czasów jego talk show, którego fanem nie byłem i pewnie już nie zostanę. Nie podoba mi się jego forma i styl. Choć miewał błyskotliwe wzloty. W mojej bańce informacyjnej jest passe lubienie tego jegomościa. Tak samo jak w konkurencyjnych bańkach. Dla jednych trefniś jakiegoś mitycznego salonu, dla innych łajza albo etatowy resortowy/żyd/pedał/lewak. Choć nie follołowałem go na Fejsie czy Insta, to zawsze lubiłem jego humor i inteligencję. I ten talk show jest poniżej jego umiejętności.
Ale z drugiej strony ten błyskotliwy gość zawsze kpił i szydził z polskiego szołbizu. Choć był jego prominentnym przedstawicielem. Ba, królem. Może nadal nim jest, nie wiem. Jednak król może gardzić swoimi poddanymi, nie ma tu sprzeczności. Zaś Wojewódzki przerasta ten szołbiz intelektualnie. I cynicznie go wykorzystuje. Z jego autobiografii można wręcz wysnuć wniosek, że ta rola była mu pisana.
Choć pozuje w niej ewidentnie i nawet nie udaje, to nie można mieć wątpliwości, że brutalnie rozlicza się w niej tylko z wybranymi przez siebie ludźmi, jest w tych wyborach bezpieczny. Ale jaki to zarzut? Każdy ma swoje sympatie od politycznych po koleżeńskie. I zarzut można Wojewódzkiemu stawiać, że nie jest konsekwentny w tym pozowaniu na Bycie Ponad.
Ta książka, którą autor zresztą czyta jest jednak dowodem na to, jak bardzo w szołbizie się marnuje. Napisana jest w typowym stylu autora. Nie do podrobienia. Już kiedy pisał do "Brumu", który kiedyś nałogowo czytałem to właśnie jego teksty, błyskotliwe, erudycyjne mnie przyciągały. Kiedy poszedł w telewizję - tak samo. Jednak choćby nie wiem, jak się zarzekał w swoim talk show schlebia gustom niskim. Przeciętny widz jego programu nie dałby rady go zrozumieć, gdyby zaczął być sobą. Nie wiedziałby, czy Kuba go obraża czy mu schlebia. Dlatego tak przykro mi się te programy kiedyś oglądało.
Wielu nie spodoba się chełpienie partnerkami, sławą czy pieniędzmi. Ale ta szczerość w rzucaniu Polakom tego w twarz również zyskuje w moich oczach. Choć autor opatrza to charakterystycznym, bezpiecznym komentarzem dającym mniej lotnym czytelnikom poczucie inkluzywności. I uważać należy, aby się nie dać mu uwieść.
Mimo to jego wspomnień słucha się znakomicie. Choć autor czasami przesadza z kwiecistością i erudycją. Jakby dopiero ta forma dała mu szansę nie tyle, aby się wyżyć, co być sobą. Piekielnie inteligentnym facetem, który musi udawać głupszego niż jest, aby być na szczycie i bajerować tłumy.
Kuba Wojewódzki w tak dużym stężeniu okazał się dla mnie niestrawny. Jasne, że bywa błyskotliwy, ale często to błyskotliwość wymuszona, nachalna i wyszarpana z kontekstu, przez co przybiera rozmiar pospolitego wymądrzania. To taki intelektualny onanizm, który na dłuższą metę jest kompletnie bez sensu. Zdarzają się Wojewódzkiemu ciekawe i wartościowe refleksje, ale zaraz ich sens ginie pod lawiną paplania obficie okraszonego cytatami i anegdotami z cyklu "rozmawiam z tym i owym jak wielki z wielkim". Bywa w tej opowieści ciepło, tak po ludzku, kiedy Autor wspomina Anię Przybylską, albo gdy z dużą sympatią opowiada o Agnieszce Chylińskiej, ale przecież kilkadziesiąt stron wcześniej dawał upust swojej mizoginii... Przebrnąłem przez tę chaotyczną, megalomańską, na wskroś celebrycką laurkę i bez problemu o tym doświadczeniu zapomnę. Co jest o tyle smutne, że naprawdę jest tam kilka fragmentów wartych zapamiętania.
Kolejna książka, której wysłuchałam dzięki covidowej akcji Empiku i kolejna, którą potraktowałam jak podcast asystujący nudnym pracom domowym. Nie wyobrażam sobie zasiadania z tym "dziełem" do wieczornej, relaksującej lektury. W miarę dobrze bawiłam się, słuchając, jak Wojewódzki czyta własne słowa, i rozwieszając przy tym pranie. Lubię go i cenię za otwartość, pamiętam też dobrze z czasów, które opisywał, czyli Halo Gramy i magazynu muzycznego „Brum”. Jego megalomania ani mnie nie oburza, ani nie cieszy. Warto jednak mieć na uwadze, że „Autobiografia” to utwór literacki wybitnie ofensywny w przekazywaniu, jaki Kuba Wojewódzki jest inteligentny, wielbiony przez kobiety, autoironiczny, zdystansowany i bogaty. Miejscami trudno tę poetykę znieść, czasami jest żenująco.
Daję dwie gwiazdki tylko dlatego, że podobał mi się fragment o Aniach - Przybylskiej i Musze. I w sumie tyle, jeśli chodzi o fajne fragmenty z tej książki.
Kuba Wojewódzki -był jurorem w takich programach jak Mam talent ,Idol czy X-Factor . A czy wiecie że realizował teledyski takich zespołów jak Wilki,Oddział Zamkniety ,Róże Europy ,Golden Life ,Hey ,Ira a nawet Urszuli . Bardzo byłam ciekawa tej książki gdyż lubię osobę Kuby wojewódzkiego... Szczerze nie zawiodłam się ,Kuba jest sobą tak jak w swoim programie ,tak i w książce . Są osoby o których pisze podając tylko pierwszą literę imienia ,są osoby które wymienia z imienia i nazwiska ,ale szczerze nie ma tam żadnego "obsmarowywania" .On pisze to co o każdym myśli i za to go cenię . Świetnie czytało się książkę ,pisał też o sobie ,teraz już wiem dlaczego zrezygnował z dalszego udziału w programach jako juror . Ja już wiem też kogo nie gościł w swoim programie ,a jeśli chcecie wiedzieć to sięgnijcie po książkę ;-)
Mam nadzieję że pewnego pięknego dnia będę mogła poznać Kubę osobiście .
Książka pisana w stylu Kuby show : często pojawiają się wibratory i penisy. Autor próbuje siebie wytłumaczyć i opowiedzieć czytelnikowi że tak naprawdę to on zgrywa pajaca. Książka ma kilka śmiesznych fragmentów ale niestety do końca nie da się dotrwać.
Książka pisana jakby na jednym wdechu. Nie ma podziału na rozdziały czy okresy życia. Historia jest pisana w formie monologu. Kuba wtrąca dygresje za dygresją, a pomiędzy wstawi jeszcze jedną. Wychodzi z tego jeden wielki chaos.
Przyjemnie się to czyta, niektóre fragmenty sprawiły, że miałam uśmiech na twarzy, ale ani nie jest to zbyt dobre literacko, ani sama historia nie jest jakaś niesamowita.
Jeśli chcesz poczytać o dokonaniach seksualnych, ilościach partnerek i samochodów sportowych Kuby Wojewódzkiego to trafiłeś idealnie.
Fajnie, że Kubuś tak się otworzył i ironicznie opowiedział o swoim życiu. Tylko czy było to konieczne? Chyba nie. Owszem przeczytałam z własnego wyboru, ale myśląc, że będzie to jakieś takie mniej idiotyczne. Bo oprócz tego, że nie ma tu po prostu tematów tabu i gada o wszystkim jak leci co też nie zawsze jest ciekawe to innych plusów nie ma. Taka książka typu wilk z wall street wanna be.
Przy całym swoim narcyzmie, pajacowatości i egocentryzmie, Kuba Wojewódzki to jedna z najbardziej inteligentnych i samoświadomych postaci polskiego szołbiznesu. Postać, która z premedytacją, cierpliwością i uporem stworzyła samą siebie, i która, będąc dziennikarzem Kubą Wojewódzkim postanowiła zarabiać pieniądze i tworzyć fejm jako postać „Kuba Wojewódzki”.
Kuba to nie fejk gwiazda typu Sławomira ani nie uzewnętrzniający bebechy swojej prywatności Czesław Śpiewa. Wojewódzki znalazł w tym zdrowy kompromis i o tym jest ta książka. O tym, jak być gwiazdą nie przestając być sobą. Sam napisał w tej książce, że „chce być jednoosobową subkulturą”
Nie rozumiem ludzi, którzy nienawidzą Wojewódzkiego, a przecież w Polsce jest takich ludzi znakomita większość. Cenię w nim wielką erudycję muzyczną, książkową i filmową. To, że swoją pozycję i majątek zbudował bez dawania dupy, z szacunkiem traktując własną osobę. To, że mimo nikczemnej powierzchowności i sędziwego wieku jest w pierwszej dziesiątce najbardziej pożądanych mężczyzn w tym kraju. To, że ma jasno określony, wyrazisty światopogląd, który jest dość odległy od mojego, co nie przeszkadza mi w szacunku, jeśli wyrażany jest on przez Wojewódzkiego w tak odważny i dowcipny sposób. Cenię również dystans do samego siebie – coś, czego w Polsce już się nie spotyka. Cenię w końcu jego bystrość i wybitne poczucie humoru, którego poziom – mam wrażenie – jest celowo przez Kubę zaniżane w jego programach telewizyjnych do poziomu przeciętego polskiego widza.
W swojej autobiografii Wojewódzki jedzie po wszystkich równo, począwszy od swoich dziadków, rodziców i innych członków rodziny, przez współpracowników, byłe partnerki, gwiazdy i gwiazdki polskich scen, na własnej osobie kończąc. Nie jest to na pewno książka przemyślana, wycyzelowana ani dopieszczona. Jest to raczej dość chaotyczny zbiór wspomnień i anegdot z okresu dzieciństwa i dojrzewania, a potem wartkiej kariery. Jest to dość brutalny rejestr kolejnych partnerek seksualnych autora. Jest w tej biografii nieco uciążliwe przywoływanie co chwila wtrętów z wywiadów Wojewódzkiego prowadzonych w jego programie. Jest to lektura czasami dość ciężka z powodu samouwielbienia autora.
Mimo to, czyta się to świetnie, bo Wojewódzki – przy wielu swoich wadach – jest niesamowicie inteligentny, zaskakująco refleksyjny wobec siebie i swojego życia i sypie co drugi akapit nie tylko plotami i złośliwościami, ale często tylko na pozór prostackimi refleksjami, bon-motami i mądrościami życiowymi.
Jest też u Wojewódzkiego zręczność literacka, o którą wcześniej go nie podejrzewałem. Szczególnie w pierwszej części tej opowieści o życiu, kiedy barwnie opowiada o swoim dzieciństwie i dojrzewaniu. Jak choćby w tym, jednym z moich ulubionych fragmentów o koledze z sąsiedztwa. W każdym zdaniu złośliwy, celny, obrazowy, roastowy żart:
„Był też Wiesio. Chłopiec o twarzy nietypowej, bo oczy miał rozstawione tak daleko, że wyglądało to, jakby się ze sobą pokłóciły. Miał tak nieokreśloną stylistykę twarzy, że gdyby go położyć w oknie życia, to nikt by go stamtąd nie zabrał. Matka Wiesia zawodowo zajmowała się tym, że grała w totka, i zawsze wiedzieliśmy, kiedy trafiała trójkę. Wiesio miał wtedy na twarzy szarość typową dla człowieka śpiącego na klatce schodowej bez pidżamy”.
Mizoginia przelewająca się przez karty tej książki miesza się z uwielbieniem kobiet nie tylko jako obiektów seksualnej męskiej chuci, ale również źródeł inspiracji i chęci walki, wygrywania i zdobywania. Wojewódzki ma rzadką odwagę, by mówić z otwartą przyłbicą, że głównym motywem, dla którego działają mężczyźni i kobiety, jest seks. Mówi otwarcie, że zdobywanie kobiet jest sensem jego życia. To, co jego wrogowie używają jako pretekst do ataku, on używa jako powodu do dumy z własnych osiągnięć.
Cieszę się, że są jeszcze osoby, które potrafią opowiadać o sobie szczerze, złośliwie i z dystansem. Które mogą sobie pozwolić na szczerość w opowiadaniu o innych i dla których nie ma świętości, a we wszystkim można znaleźć powód do śmiechu. Bo, jak powiedział przywoływany w książce Randle Patrick McMurphy, „Człowiek traci grunt pod nogami, kiedy traci ochotę do śmiechu”.
Z tego co odpala jego twarz z szybkoscia kałacha, na wizji, nie zawsze mozna dostrzeć do jakiegoś ładu i składu, gdyby ktoś się doszukiwał w dziennikarstwie rozrywkowym. Jesli istnieje taka kategoria. Sam świetnie o tym wie, a jak wie to z pewnościa w pewnym momencie sam o tym wypali, co absolutnie jest i rozrywkowe i pociagajace. Lans na jebake byl meczacy i wiekszość opuściłam bo to dla innej widowni, ale rozumiem pobudki. Podziwialam z lubościa poetyckie użycie jezyka, ot jak tu: Przyprószyła mnie pudrem o zapachu martwej foki. I takich użyć jest sporo, co wedlug mnie zupełnie odsuwa brzytwe Okhama gdzie indziej i uzasadnia formę pisaną tego zjawiska, ktore przypomina mi z ducha Stańczyka. Gdby ów wychował sie na punkrockowym klimacie.
Moim zdaniem całkiem w porządku rozrywka. Szkoda, że to o czym pisze nie jest tak ciekawe, jak to w jaki sposób o tym pisze, no ale jaki pan taki kram. Ploteczki, cytaty z gwiazd i celebrytów, łóżkowe i pozałóżkowe perypetie. Marzyła mi się książka rozrywkowa, prosta, taki książkowy odpoczynek i ta jest świetna pod tym względem, bo dobrze napisana. Mam nadzieję, że Jakub jeszcze coś napisze, na jakiś konkretny temat może, bo 500 stron megalomanii to całkiem pokaźna dawka :) Niemniej niech pisze, bo prównania ma często trafne, a poczucie humoru inteligentne. Jakieś takie tandetno-tanie podejście do kobiet, no ale powiedzmy, że wszystko się trzyma konwencji. Kupiłam za 24,99 w Empiku i przyznam, że książka warta swojej ceny :) Nie za droga, jak porządna proza, od której trochę więcej się wymaga, nie za tania, jak zwierzenia celebrytek z Pudelka :) Miło mi się czytało. Taki normalny typ udający wielkie ego.
Właściwie to po 3/4 książki zrezygnowałam z czytania. Zbiór anegdotek okraszony pseudointelektualna narracja. Niestety, Pudelek ciekawszy... Szkoda, bo lubię programy KW... Życie.
Jeden z nielicznych plusów jakie zaprezentowała sobą „Nieautoryzowana autobiografia” Kuby Wojewódzkiego, było dokształcenie mojej skromnej osoby. Sprawdziłam sobie bowiem na wikipedii, czym z zasady taki utwór powinien być. I w ogólnym ustępie przeczytamy: utwór piśmienniczy, którego tematem jest własne życie autora, jego koleje losów i czyny, zdarzenia, których był świadkiem, doświadczenia, które nabywał, ewolucja zapatrywań i postawy wobec świata. No cholera jasna, zaraz nie wytrzymam. Ale warto zacząć od początku.
Kuba Wojewódzki często zachowuje się jak cham, cóż mogę powiedzieć, mniej lub bardziej jego wypowiedzi, z takich programów jak Idol, X factor czy chociażby talk show, który sam prowadzi, są niekiedy przegięte i niesmaczne. Z tego też względu szerokim łukiem omijałam rzeczoną publikację, mając o niej specyficzne mniemanie, zanim jeszcze przeczytałam choćby słowo. Jednak ku mojemu zdziwieniu, pojawił się ebook czytany przez samego autora, właśnie kiedy potrzebowałam czegoś do słuchania, nad czym nie musiałabym się przesadnie skupiać, śledząc akcję. Liczyłam na jakiekolwiek emocje i przekaz w głosie, kiedy to gwiazda polskiego show biznesu, uchyli nam rąbka tajemnicy o cieniach zdobywania sławy.
No i tak to się zaczęło, że Kuba przedstawił chyba życiorys każdego z mieszkańców bloku, miejsca zamieszkania z dzieciństwa, o swojej rodzinie i o sobie ledwo wspominając. Dalej mieliśmy fragmenty o wszystkich ludziach orbitujących wokół niego. Ania Mucha, Edyta Górniak, Czesław Mozil, Agnieszka Chylińska, Michał Żebrowski i tak dalej i tak dalej i tak dalej. O narzeczonych, przedstawionych kolejnymi literami alfabetu nie wspomnę. Wszystkie postacie pierwszoplanowe, są przedstawione w płaskiej, urywanej i nieskładnej narracji twórcy, który wyminął się z autobiografią o lata świetlne. Gdyby jeszcze ta książka miała tytuł „Kuby Wojewódzkiego surowa połajanka, przyprószona megalomańskim samouwielbieniem”, wtedy miałabym podstawy liczyć na to, co otrzymałam w rzeczonym utworze.
„Jeżeli dzień po wydaniu niniejszych wymazów intelektu i pamięci nie będę miał kaca, to znaczy, że będzie środa.”
Powyższym cytatem zakańczam i mam nadzieję, że kac, który z pewnością nastąpił, lekko naszego ałtora otrzeźwił. Nie czytajcie, nie warto, a swoją drogą szokuje mnie, że audycje radiowe pana Wojewódzkiego są podobno tak popularne, bo nie rozumiem jak ten płaski głos, bez wyrazu, może kogokolwiek przyciągnąć. No Krystyną Czubówną to on nie jest niestety.
Kuba Wojewódzki był moim pierwszym młodzieńczym wzorem. Brzmi bardzo górnolotnie, jeśli mowa o śmieszku z telewizji? Pamiętajmy jednak o mentalności młodego chłopaka. Fakt bycia immiennikiem - na plus! Bezpardonowy humor, oscylujący na granicy dobrego smaku? Idealnie! Luzacki lifestyle, szybkie samochodu, ładne kobiety? Jeszcze lepiej! Bycie w tym wszystkim inteligentnym gościem - jackpot!
Oczywiście z wiekem nabierałem dystansu i coraz rzadziej oglądałem jego odcinki czy czytałem newsy. Mimo wszystko, jego pomysł na siebie, jakkolwiek trwający dobre naście lat w 1 lidze - nawet dla die hard fana był w końcu męczący. Dzisiaj, zwykle raz na X miesiący gdzies mi wskoczą urywki odcinka na youtube, lub przeczytam jego felieton w polityce. Dalej jednak gdzieś czuję do niego sentyment, więc gdy tylko jego autobiografia wpadła mi w ręce, nie musiałem długo się zastanawiać.
A jak wyszło? Nieźle. Całość bowiem czyta się z zaciekawieniem i uśmiechem na twarzy. Sporo elementów z życia jest zaskakująca i niejako sporo nam mówi, jak to ten Kuba się ukształtował. To co jest najważniejsze, to dla mnie odczucie "autentyczności" Wojewódzkiego. Oczywiście jest to zawsze pole bardzo dyskusyjne - mnie jednak utwierdził w przekonaniu, że jakkolwiek pewne jego zachowania są pozą, natomiast lwia część to po prostu on. Dużo też standardowo słychać autokrytyczności - dlatego też nie czułem gula gdy szydził z kogoś innego. To co było jedynie męczące to epatowanie ilością partnerek. Serio - nie obrusza mnie to, ani zniesmacza. Po prostu czytając o opisie 432432 babki, z którą sypiał, to aż chciało się kartować dalej.
W wypadku życiorysu takiej osoby nie trudno podjąć decyzje czy warto przeczytać. Jeśli lubisz Wojewódzkiego, na pewno Ci się spodoba. Jeśli nie? Nie marnuj czasu :).
Zacznijmy od tego że gdyby nie audiobook nigdy bym nie skończyła. Nie czytuję biografii ale Kuba wydaje się spoko wyluzowanym ziomkiem z dystansem. Chciałam dowiedzieć się czegoś więcej o kulisach MAM TALENT, X-FACTOR, KUBA WOJEWÓDZKI I MALI GIGANCI. Niestety było tego bardzo mało. Treść rozłożona jest nierówno i chaotycznie. O dzieciństwie i totalnie nieistotnych rzeczach mamy opis na kilkanaście stron a o "mięsie" parę akapitów. Z tej książki wyłania się po prostu zakompleksiony stary boomer który na siłę próbuje być śmiesznym i dlatego rzuca żartami z memów i internetowych sucharów udając że usłyszał je od bliskich lub sam przeżył. Wiele mamy o podbojach miłosnych i początkach "kariery" a bardzo mało o tych programach. Na uwagę zasługuje wzmianka o Ani Przybylskiej. Dość fajnie ujęta i z szacunkiem. Także o Agnieszce Chylińskiej Kuba wypowiada się składnie. Reszta to głównie gnojenie znanych nazwisk licząc na pozytywną reakcję czytelników.... Wzmianki o byciu jurorem też były ciekawe ale było ich za mało żeby podnieść ocenę. Dużo skakania z tematu na temat. W połowie tematu przeskakujemy na wymienianie aut całego życia :/
Nie polecam nawet fanom Kuby bo ja myślałam że nim jestem a po tej książce w życiu już tak nie powiem 🙅♀️🤯🥲
Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie bawiłem się dobrze słuchając tej książki (duży plus za to, że jest czytana przez Autora). Muszę jednak dodać, że też nie jest to najlepsza autobiografia - trochę za mało w niej krwi, potu i łez oraz szczerości, a za dużo felietonowatych bon motów, autoplagiatów i wątków znacząco zbędnych. Mam wrażenie, że Wojewódzki chciał napisać szczerą autobiografię, ale potem jakby przestał chcieć. Z jednej strony wchodzi w tematy prywatne, z drugiej tylko ich powierzchownie dotyka, tworzy fasadę. Taki chyba jest sam Wojewódzki - niby wszyscy go znamy, ale nigdy do końca. Zabrakło faktycznego życia, zmagań, jakichkolwiek wyzwań. Wątek mrocznych stron showbiznesu, np. narkotyków czy presji praktycznie nie został poruszony. Z drugiej strony świetne wątki z początków pracy radiowca, kontaktów z muzykami czy z lat 90-tych, które dla polskiego przemysłu rozrywkowego były zenitem świetności. Trochę męczył pseudointelektualny bełkot np.na tematy społeczne czy polityczne, ale mogliśmy się już do tego przyzwyczaić, choćby z felietonów w "Polityce".
Niezobowiązująca lektura i jakby nie było, kawał historii naszego kraju.
Zmęczyłam do końca z dwóch powodów: 1) Wojewódzki zatrzymał się w swoich znajomościach z gwiazdami na czasach sprzed mojego wyjazdu z Polski, czyli jakieś 8 lat temu. Wszystkich znałam i tak mi się ciepło na sercu robiło, że wiem o kogo chodziło i w końcu nie musiałam wszystkich googlować jak mi się zdarza po rozmowie z moją 19-letnią siostrą 2) Lubię Wojewódzkiego bo on ma wszystkich w d*pie i to jest piękne. Wybrał sobie tę swoją personę lata temu i się jej trzyma czy go ludzie obrażają czy klaszczą na jego widok.
Któraś z cytowanych gwiazd powiedziała o nim, że śmieszy raz na dziesięć razy, ale wtedy śmieszy bardzo (taki sens był tych słów w każdym razie). No i taka właśnie jest ta książka. Zabawna i to bardzo w 1/10 czyli prawie prawie 49 stron śmiechu (z niemal 500, jeśli ktoś jest słaby z matematyki). Bywa też bardzo niezabawna bo żarty o gwałceniu są i mnie złoszczą. Chyba jakieś wnioski mógłby wyciągnąć z tej afery sprzed kilku lat.
Kolejny autobiograficzny temat w moim czytelniczym życiu. Chciałem spróbować z ciekawości bo kiedyś bardzo lubiłem autorski program tego Pana a i udziały jego w kilku programach rozrywkowych wspominam nader miło. Tutaj już ciut można się bardziej zastanowić nad sensem, bo lata już swoje ma, dorobek także jakiś tam jest I można pokusić się o autorefleksję. Książka ta ma dla mnie przedziwną przede wszystkim formę czytając ją masz wrażenie, że czytasz skrypt do stand up'owego występu i tak jest przez całą lekturę. Nie jest to może szczyt najlepszych stand up'erów w świecie czy nawet Polsce, ale kilka ciekawych historii można poznać i odnieść nawet z sentymentem do własnego - taaak znam to z życia.