Książka gdzieś pomiędzy czystym kryminałem a powieścią obyczajową. Owszem, są zwłoki, jest dochodzenie, jest policja, ale nie należy się spodziewać czystego policyjnego "procedurala". Dużo więcej i głębiej dzieje się w sferze międzyludzkiej.
Dwa plusy ode mnie autorka dostaje za świetne opisy lasu, oraz za opisy scen erotycznych. Nie chodzi mi o samą technikę opisywania, która jest owszem bardzo dobra (panowie autorzy kryminałów mogą się od niej uczyć, z całą sympatią dla np. Chmielarza to u niego sceny seksu są żałosne), ale o chyba nowe w polskiej powieści podejście, gdzie do seksu wystarczy wzajemna fizyczna fascynacja i chęć, bez romantycznych deklaracji ;)
Bardzo dobre postacie dwójki głównych bohaterów, leśniczego Olki i policjantki Marty, która musi ścierać się z szefem-szowinistą i mizoginem. O ile dobrze załapałam, rzecz dzieje się w okolicach roku 2000, na pewno przed wejściem Polski do UE i realia obyczajowe oraz zachowania w policji są nieco inne niż teraz.
Dość okropny obraz polskiej wsi z tej książki wyziera, ale to w sumie nic nowego... Natomiast opis pewnego zaniedbanego domu, obejścia i gospodarza - rewelacja, chociaż obrzydliwy. Generalnie całość wywarła na mnie mocno pozytywne wrażenie, z ciekawością sięgnę po coś nowego autorki, bo wydaje mi się, że to może być interesujące nowe spojrzenie.