Czy zwierzęta idą do nieba, a jeśli tak, to gdzie są, gdy my jesteśmy w czyśćcu?
Czy jedzenie mięsa w poniedziałek, wtorek, środę, czwartek, sobotę i niedzielę to grzech i dlaczego? A co z rybami?
Rolnicy, ekolodzy, myśliwi i księża: jak poukładać na nowo nasze relacje z resztą Stworzenia?
Nowa książka Szymona Hołowni, przyjaciela dwóch cudownych psów: Grafita i Żelki, zaskakuje, inspiruje i odkrywa prawdziwą miłość, wierność i uczciwość boskich zwierząt.
Dziennikarz i publicysta. Obecnie jest redaktorem w „Newsweek Polska”, wcześniej był zastępcą redaktora naczelnego dodatku „Plus Minus” „Rzeczpospolitej”, w latach 1997–2000 pracował w dziale kultury „Gazety Wyborczej”, a w latach 2001–2004 w dziale społecznym „Newsweek Polska”, w którym specjalizował się w tematyce religijnej; był też zastępcą redaktora naczelnego tygodnika „Ozon”. Publikował m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Więzi”, „Machinie”, „Kulturze Popularnej”. Współpracuje z radiem Pin i Vox FM, w 2006 roku prowadził w TVP 1 program Po prostu pytam. W 2004 roku otrzymał nominację do Nagrody Dziennikarskiej „Ślad” im. bp. Jana Chrapka „za stworzenie unikalnej na polskim rynku formuły pisania o sprawach religijnych w masowym piśmie świeckim”. Nominację kapituła uzasadniała tym, że jego teksty opierają się na założeniu, iż pisanie o Kościele może być czymś więcej niż tylko analizą kolejnych medialnych czy obyczajowych skandali, z drugiej strony zaś nie musi nawiązywać do poetyki „specjalistycznej” prasy katolickiej. Hołownia szuka w Kościele „ciekawej normalności”, nowych trendów wśród wiernych, księży, którzy próbują się dostosować do praw „wolnego rynku idei”, podejmują ważną ze społecznego punktu widzenia działalność. W 2004 roku ukazała się jego książka Kościół dla średniozaawansowanych. W roku 2006 ponownie otrzymał nominację do nagrody „Ślad” za „głęboką znajomość tematyki religijnej w połączeniu z doskonałą orientacją w świecie współczesnej kultury: otwartą na nowe prądy umysłowe i wrażliwość młodego pokolenia, a także za stworzenie nowatorskiej na polskim gruncie formuły pisania o sprawach religijnych”.
“Nie antykoncepcja głodnych rozwiąże problem tego świata [przeludnienie], ale nawrócenie sytych.” Najlepszy świecki kaznodzieja (dwa razy wstępował przecież do Dominikanów) powraca w szczytowej formie. Bardzo mocna, dosadna książka, napisana emocjonalnym językiem, bez ukrywania nieprzyjemnych faktów. Kilka z postawionych tez na pewno zostanie mi w głowie na długo. Hołownia bezlitośnie rozprawia się z naszym poczuciem bezpieczeństwa wynikającego z urodzenia się uprzywilejowanej części świata. Doskonale obala również argumenty typu “nie je mięsa? haha, a w skórzanych butach chodzi!” czy “od mojego zachowania nic nie zależy, nie zmienię świata zmieniając tylko siebie”. Czy po lekturze porzucę mięso? Raczej nie. Czy ograniczę konsumpcję (nie tylko mięsa, ale ogólnie zasobów), by jak pisze autor choć trochę zminimalizować ogół cierpienia? Spróbuję. Dlaczego nie pięć gwiazdek? Autor daje się ponieść swoim emocjom i przez to zamiast dobrze usystematyzowanej wiedzy i argumentacji, dostajemy ~250 stronicowy esejo-wykłado-kazanie. Nie wiem czemu służy wprowadzony w tekście podział na rozdziały, bo na pewno nie przedstawieniu w każdym z nich innego zagadnienia. Zabrakło pisania „na chłodno” oraz dobrego edytora. Mimo tego – polecam, także niekatolikom.
Książka, którą każdy (nie)świadomy mięsożerca powinien przeczytać. Zmienia sposób postrzegania świata, uzmysławia ogrom cierpienia zwierząt, zaburzoną (chęcią zysku) relację pomiędzy człowiekiem a innymi istotami żywymi. Po przeczytaniu tej książki już nikt nigdy nie spojrzy na mięso w dotychczasowy sposób. Co więcej, autor operuje językiem w sposób niesłychanie trafny, momentami komiczny, dlatego całość książki czyta się z przyjemnością, a zawarte w niej cenne wskazówki ułatwiają zmianę nawyków żywieniowych. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć!
Myślałam, że ta książka będzie o czymś innym, a była o czymś innym (cytując klasyka :P). Bardzo pozytywnie mnie rozczarowała. Albo raczej zaczarowała. I to chyba do tego stopnia, że spróbuję zacząć zmianę na rzecz zwierząt od siebie.
Jest zarówno dla wierzących, jak i niewierzących. Pięknie, prostym językiem, szczegółowo i przekonująco wyjaśnia pojęcie godności zwierząt przez biblijną kalkę, ale i podaje mnóstwo przykładów podejścia do tematu osób różnych przekonań.
Jest dosyć obrazowa — niektóre fragmenty mną potrząsnęły. Jednocześnie po jej przeczytaniu nie zostałam z poczuciem przytłoczenia, ale uzbrojenia w konkretne propozycje czynów, które mogę dobrać do moich możliwości i spróbować mądrzej zatroszczyć się o Jego stworzenie.
I podobały mi się te wszystkie minidygresyjki i wyjaśnienia w nawiasach wydłużające zdania w nieuczesane (choć jednak pełne) myśli.
Kiedyś dostałem w prezencie książkę Hołowni i Prokopa, z Bogiem Rock n Rollem w tytule. Pamiętam, że bardzo szybko przestałem ją czytać, mimo iż zawsze moim celem jest dotarcie do końca książki, czasem mimo niechęci i walki ze samym sobą. W związku z tym, że ostatnio staram się zmierzać w stronę bycia odpowiedzialnym członkiem ziemskiej społeczności i uważać na to co jem i ile śmieci produkuje. Temtyka książki była więc dla mnie ciekawa.
Pierwsze strony już mnie zniechęciły. Za dużo bylo odwołań do boga... z drugiej strony patrząc po tytule i autorze czego mogłem się spodziewać? Niemniej to na pewno nie może być powód obniżenia oceny. Uważam jednak, że książka jest napisana dość chaotycznie i jakoś nie widzę w niej żadnej spójności. Miałem wrażenie czytania monologu spisanego podczas siedzenia na ławce w ogrodzie. Niestety, ale styl (tematyka pewnie również) nie jest tak porywająca, aby taki koncept tutaj pasował. Jest bardzo wiele odwołań do myśli, książek, artykuł czy działalności innych osób. Autor bardzo wiele się odnosi do rzeczy, które sam przeczytał. Mam wrażenie, że momentami to zbiór myśli innych osób.
Zabrakło mi w tej książce konkretniejszego przesłania. Kupuje to co Hołownia chce powiedzieć i popieram w całej rozciągłości, chociaż nie mieszam do tego, ani trochę Boga, ale na boga dało się to zrobić wiele lepiej i ciekawiej, po prostu...
Plusy za bibliografie i podanie na samym końcu 10 prostych kroków do tego, by zmienić świat na lepsze miejsce.
Znakomita książka Szymona Hołowni. Autor wyrobił się jako pisarz i dziennikarz. Pokazuje też swoją dużą wrażliwość i mądrość. Cieszę się też, że Szymon pisze to jako chrześcijanin - bo wśród chrześcijan ciągle tak mało jest obrońców zwierząt, a za to dużo wyznawców "teologii schabowego".
Książka ukazuje dużo brutalności we współczesnym traktowaniu zwierząt. Lektura może więc być trudna emocjonalnie. Za to czytelnik może, w uczciwości wobec swojego sumienia, przemyśleć swój stosunek do spożywania mięsa, nabiału i jaj.
Bardzo podobało mi się chrześcijańskie ujęcie tematu. Ukazanie, że Biblia pokazuje dwie drogi: afirmacji Życia i afirmacji Śmierci oraz że my sami wybieramy jedno albo drugie łyżką, widelcem i nożem.
Lektura przyjemna przez styl pisania, jak i bycia autora, aczkolwiek książka jest mocno skupiona na pre -Wegę. Porusza problem nad konsumpcji i produkcji mięsa, mało wspominając o wykorzystaniu zwierząt w innych przemysłach takich jak turystyka, nauka, rozrywka — rejony gdzie często i te boskie stworzenia sa bardziej wykorzystywane oraz poddawane wieloletniemu cierpieniu. Można się pośmiać przy błyskotliwych komentarzach autora, wręcz trzeba się wzruszyć, gdy wyciąga na światło dzienne historie ludzkiego okrucieństwa oraz wrażliwość innych mieszkańców planety. Lekture polecam nie tylko osoba religijnym, ale każdemu, kto zechce z konfrontować swoja rzeczywistość.
Ważna to książka. O szukaniu w naturze i zwierzętach podpowiedzi na temat świętości, o niezrozumiałym braku konsekwencji w przenoszeniu idei chrześcijańskiej miłości na cały świat stworzony, no i o tym czy zwierzęta idą do nieba. Hołownia wykonał ogromną pracę nad przeglądem współczesnej literatury na temat ekoteologii, o której istnieniu nie zdawałem sobie w zasadzie sprawy. Niestety książka trochę cierpi na nadmiar cytatów i dość zawikłane zdania, z mnóstwem wtrąceń, jakby przesłanie tekstu stało się trochę ważniejsze od stylu. Przesłanie to jednak arcyważne, obok którego przejść obojętnie nie wolno: nie pomnażaj w świecie cierpienia, także dla tych najdrobniejszych stworzeń.
Widać, że autor ma bardzo emocjonalny stosunek do tematu, książka sprawia wrażenie pisanej "na gorąco", z wielką potrzebą przekonania innych do swojej racji. Zdecydowanie uderza w czułe struny, ale mam wrażenie że momentami wkrada się chaos. Nie jestem przekonana, że układ poszczególnych rozdziałów jest logiczny. Może potrzebna była bardziej rygorystyczna redakcja?
Sięgnęłam po tę książkę po usłyszeniu opinii, że po jej przeczytaniu już nigdy nie zje się mięsa. Jak dla mnie byłaby lepsza gdyby ociosać ją z wątków religijnych. Chciałam bardziej pragmatycznie niż czy zwierzęta idą do nieba.
Ta książka otworzyła mi oczy i zmieniła kompletnie życie. Warta każdej minuty, którą poświęciłam na odkrycie, czym naprawdę okupione jest jedzenie na naszym talerzu. Katolik czy nie - przeczytaj.