Muszę przyznać, że miałam wysokie oczekiwania wobec tej książki. Niewiele jest podobnych pozycji na polskim rynku, chociaż potrzeba jest dość duża. I może to zaważyło na mojej ocenie. Ale po kolei.
Po pierwsze, ilość poruszanych tytułów, nazwisk, miejsc itd. jest ogromna. W końcu wiek to niekrótki okres, szczególnie dla dziedziny tak prężnie i nagle rozwijającej się, jaką jest musical. Czuć też zamiłowanie autora do tematu. Stąd dwie gwiazdki, a nie jedna. Ale chyba na tym pozytywy się kończą, a zaczynają minusy. A jest ich zdecydowanie więcej.
Znów, ilość materiału ogromna, a ilość tytułów i zagadnień nieporuszonych jeszcze większa. Oczywiście, nie o wszystkim da się napisać, wymagałoby to chyba kilkudziesięciu kilkusetstronicowych tomów. Ale przez cały czas pojawiało się we mnie pytanie: czy aby na pewno ta niezbędna selekcja została przeprowadzona poprawnie? Bo razi brak niektórych ważnych tytułów, a obecność innych zastanawia. Ale można to jeszcze wytłumaczyć autorstwem książki. Każdy ma swoje priorytety. Co jednak bardziej przeszkadza to właśnie ta autorskość w opisach. Niektóre ważne fakty zostają jedynie napomknięte, inne, według mnie mniej istotne, rozwinięte na pół strony. I rozumiem, że autor nie może zostać oddzielony od dzieła, zawsze jakaś jego charaktetystyczna maniera pisania pozostanie, ale czy nieśmieszne, czasami bezsensowne komentarze naprawdę są aż tak niezbędne? Były momenty, kiedy wątpliwej jakości humor przesłaniał treść tekstu lub przez dziwne konstrukcje zdań zupełnie ją gubił. Manierę jednak można wybaczyć, w końcu to nie książka naukowa (chociaż żałuję, że taką nie jest, zdecydowanie byłaby bardziej wartościowa).
To, co raziło mnie jednak najbardziej to błędy. Mnóstwo błędów. Chyba nie było rozdziału bez literówki. Ale to jeszcze nic. To, czego wybaczyć nie mogę i w dużej mierze wpłynęło na tak niską ocenę to błędy w faktach. Autor nieraz podaje różne daty premiery na przestrzeni jednej strony, przeinacza imiona postaci, nazwiska twórców lub nawet podaje błędne tytuły dzieł (tu chyba najbardziej w pamięć zapadło mi "Into the Heights" powtarzane przez całą notę biograficzną Mirandy, chociaż w pierwszym paragrafie podano poprawne "In the Heights"). Odnoszę wrażenie, że nikt tej książki nie poddał korekcie... Zastanawia też fiksacja autora nad podawaniem wszystkich aktorów, twórców itd. pracujących przy polskich premierach musicali w teatrze ROMA, a kilka krótkich, ledwo wspomnianych zdań o podobnych produkcjach w innych polskich teatrach. O obsesji na punkcie wszechobecnego, czasami wręcz na siłę Lloyda Webbera nie wspomnę.
Podsumowując, pozycja ta jest do zaakceptowania jako odświeżenie posiadanej już wiedzy na temat musicalu lub jako wprowadzenie do jej zdobycia. Jednak nie traktowałbym jej jako rzetelne źródło informacji. W dużym skrócie: niezwykle frustrująca lektura, chociaż z wielkim potencjałem. Niestety niewykorzystanym.