Miało być pięć gwiazdek, ale książka się nieco pogorszyła na ostatnich 100 stronach, a konkretnie od rozdziału 13, przy scenie wybierania kapelusza w sklepie. Scena zajęła 22 stron ze względu na niekończące się i tym razem nieco męczące monologi sprzedawcy; nawiązywała, nawiasem mówiąc, do wcześniejszej podobnej sceny z filmu opisywanego przez narratora, w której niejaki Johnny przymierzał kapelusz za kapeluszem, powodując rosnące napięcie i irytację widowni. Potem książka zaczyna powoli zmierzać ku końcowi, ale zmierza ku niemu moim zdaniem w nieco mniej porywającym stylu niż wcześniej. Być może po prostu ta forma opowieści, narracja-rzeka, symbolizująca również ciągłość życia (Panta rei?), sprawia, że trudno wybrać moment na jej zakończenie. Wydaje mi się więc, że można było zakończyć wcześniej, być może mocniejszym akcentem.
Z drugiej strony, może kluczem jest ostatnia historia, jaką snuje narrator, ta o związku dwojga ludzi, którzy się kochają, ale nie mogą ze sobą być. Niewiele jest wzmianek o miłości w życiu narratora wcześniej; być może po tylu bolesnych historiach, jakie opowiedział na kartach tej książki (niektóre z nich jakby mimochodem i nie do końca) okazuje się, że to właśnie ta, o nie do końca spełnionej czy nieudanej miłości, boli najbardziej i po niej czas opowieść zakończyć.
Ale ogólnie czytałam tę opowieść z ogromną przyjemnością, jakby mnie zaczarowała. Wiele jest w niej oryginalnych, ciekawych myśli - a wydawałoby się, że tyle już rzeczy o życiu ludzkim napisano i że nie da się powiedzieć o nim tyle w tak zupełnie nowy, świeży sposób… Wspaniałe użycie chronologii (a raczej niechronologii) podkreśla i wzmacnia wymowę opowieści dokładnie tam, gdzie powinna być ona wzmocniona - niedopowiedzenia, przemilczenia, przeskakiwanie z dzieciństwa do dorosłości i z powrotem, zapowiedz szczególnie trudnego epizodu, dygresja, powrót do niego dopiero po wielu stronach, kiedy czytelnik traci już nadzieję. Mimo że narrator operuje serią scen czy krótkich historii (z których wiele pozostaje w pamięci!), składają się one na spójną, solidnie skonstruowana fabułę i opowieść właśnie dzięki nietuzinkowemu zastosowaniu narzędzia, jakim jest chronologia. W rezultacie książkę czyta się bardzo płynnie, mimo jej filozoficznego i symbolicznego charakteru.
Nie tylko kapelusze, ale wszystko inne także jest tu symboliczne: powtórzenia, podobieństwa, cykliczność, takie są cechy ludzkiej egzystencji. Co jest przypadkiem, a co nim nie jest, jaką rolę odgrywa pamięć i jak funkcjonuje, jakie relacje łączą nas z ludźmi, którzy przewijają się przez nasze życie. Poza tym wojna, trauma, cierpienie; ale tez miłość, pasja życia, sztuka, praca, radość - wszystko to jest u Myśliwskiego. Kryterium do otrzymania literackiej nagrody Nobla jest uniwersalność książki, to znaczy jej uniwersalne znaczenie dla ludzkiej kondycji i ludzkiego doświadczenia; ten warunek Myśliwski zdecydowanie spełnia.
Nie odpowiadam na pytanie, kim jest tajemniczy przybysz słuchający monologu narratora, bo nie wiem. Z pewnością nie zwykłym przypadkowym przejezdnym. Śmiercią? Duchem? Kolejnym strażnikiem domków, który przejmie tę funkcję od narratora, tak jak on kiedyś przejął ja od pana Roberta? Nie wiadomo, i chyba tak już musi pozostać...