Człowiek może przeżyć trzy tygodnie bez jedzenia, trzy dni bez picia, trzy minuty bez oddychania, ale nawet trzech sekund nie przeżyje bez sensu. Zaspokojeniu tego fundamentalnego pragnienia służą mity. To właśnie o nich opowiada ta książka.
Mity objaśniają nam świat, czyniąc go bezpieczniejszym i bardziej zrozumiałym. Ale pragnienie sensu czyni nas podatnymi na manipulacje. Mechanizmy mityczne z powodzeniem wykorzystują twórcy fake newsów, propagandziści i specjaliści od reklamy.
Mitologia współczesna to napisany przystępnym językiem przewodnik po dziwnych rytuałach, w których uczestniczymy, pseudonaukowych teoriach z internetu i politycznej propagandzie. To miejscami zabawna, miejscami straszna historia, zachęcająca do krytycznego myślenia i uważnego obserwowania świata wokół siebie.
Czytelnicy Mitologii współczesnej dowiedzą się między innymi:
Co się dzieje z nakrętkami zbieranymi na cele charytatywne? Czy kebaby robi się z ludzkiego mięsa? Dlaczego Łowcy Nerek atakują w IKEI? Co łączy Adama Małysza z Achilesem, a co z syberyjskim szamanem? Przed kim trzeba bronić Reduty Ordona?
Polish lecturer at the Institute of Polish Culture of (University of Warsaw). He runs the author's blog Contemporary Mythology. He publishes in Tygodnik Powszechny, Krytyka Polityczna, Więź, Znak and Gazeta Wyborcza.
Są rozdziały świetne, są rozdziały totalnie przegadane (ten o IPN-ie byl drogą przez mękę, podejrzewam że dla każdego kto się nie zajmuje tym zawodowo, też by był). Część nieco nagięta, tak mi sie wydaje, niemniej książka bardzo cenna i kolejna mówiąca o tym, co ważne: fakty to jedno, sens i emocje to drugie. Trzeba rozumieć obieg informacji i tworzenie narracji, bez tego ani rusz. Plus kilka ciekawych myth-busterów w bonusie
„Mitologia współczesna” Marcina Napiórkowskiego jest napisana niezwykle inteligentnie. To lektura wyjątkowo przystępna i choć miejscami autor zapędza się w rozważania teoretyczne, to dość szybko przypomina sobie, że czytelnicy niekoniecznie siedzieli nad semiotyką w czasie studiów.
„Zostaw mi te nakrętki, zbieram” - mówię do M. pewnego zagranicznego popołudnia. To nic, że będę je transportował w samolocie, wiem, że tak trzeba. Bo są z tego wózki dla niepełnosprawnych. No przecież to wiem. Przekazuję zakrętki K., ten zawozi je gdzieś na Śląsk i później są wózki. No przecież wiem.
„A to na pewno tak działa?” - nieufnie pyta M., bo jednak widzi szaleństwo w pomyśle wwożenia do Polski drogą lotniczą zakrętki po Coca-Coli, jakbyśmy w kraju swoich nie mieli. „Działa, oddawaj!”. Rzadko kiedy bywam subtelny, gdy jestem przekonany do swoich racji. I do wózków za nakrętki. I do dobroczynności, ekologii, zaangażowania, równych szans, pomagania, różnorodności…
Jedna, mała zakrętka. A tyle w niej znaczeń, a tyle z nią przygód, tyle mitów, które opowiedziałem, potwierdziłem, wyznawałem, hołubiłem i chciałem z nimi żyć aż do kremacji. A tu przychodzi Napiórkowski w ząbek czesany i nie patyczkuje się - już w pierwszym rozdziale „Mitologii współczesnej” demaskuje mnie i moje nakrętki. I was też demaskuje, bo na pewno wierzycie w setki mitów, czasem bardziej niebezpiecznych od moich zakrętek. Bo przecież nie jesteśmy w stanie ogarnąć rzeczywistości za każdym razem krytycznie i by usprawiedliwić swoją gnuśność, potrzebę skrótu i komfortu - ufamy opowieściom o mitologicznej strukturze. Mit pozwala nam nie weryfikować i zapewnia podstawowe bezpieczeństwo - oto świat jest taki jak wiemy, że jest i tyle.
Najważniejsze jest „i tyle”, bo to właśnie miejsce opowieści mitycznej - no są wózki. I tyle. A czy to się opłaca? A czy tak naprawdę ktoś ten wózek widział? A ile kosztuje taki wózek, a ile wydaliśmy na transport nakrętek? Czym tak naprawdę jest ten zbieracki akt? Dlaczego czasem opowiadamy z pełnym przekonaniem historyjki, których nigdy nie zweryfkowaliśmy?
„Mitologia współczesna” Marcina Napiórkowskiego odwołuje się do konkretnych przykładów i jest napisana niezwykle inteligentnie. To lektura wyjątkowo przystępna i choć miejscami autor zapędza się w rozważania teoretyczne, to dość szybko przypomina sobie, że czytelnicy niekoniecznie siedzieli nad semiotyką w czasie studiów.
Ja siedziałem. To był mój ukochany przedmiot. I do dziś czuję się przez to nieszczęśliwy, bo ja muszę mieć definicję, bo jak definicja jest błędna, to ja się cały marszczę, bo jak denotacja i konotacja… To utrudnia życie, doszukiwanie, dopytywanie, dostrzeganie niejasności w samej strukturze mowy-pisma-wiedzy trochę zabija.
Tytuł bardzo obiecujący... a faktycznie książka jest bardzo nierówna. Nie jest to dziwne, bo to zbiór różnych referatów i artykułów. Powoduje to nudne powtórzenia. Język jest napuszony do granic możliwości; jeśli ktoś pisze, ze coś jest „immanentnie autoteliczne” to znaczy, ze pisać jednak nie potrafi (w takim stylu zbudowane są niemal wszystkie rozdziały). Zainteresowanym tematyka polecam jednak Umberto Eco....
Bardzo ciekawa, mocno naukowa. Pewnie przeczytałabym ją znacznie szybciej gdyby nie rozdział o muzyce współczesnej, na którym utknęłam na kilka miesięcy (osobiście uważam, że można go sobie darować).
Początek to świetne wprowadzenie w mitologię współczesna, jej funkcje, znaczenie i symbole. Dalsza część mocno teoretyczna, wymagająca znajomości pojęć z różnych dziedzin, głównie socjologii i antropologii (strukturalizm!). Wg mnie książka o słabo zdefiniowanym odbiorcy. Dla laika za trudna, dla znawcy raczej zbyt ogólna. Zostawiam bez oceny, możliwe, że kiedyś do niej wrócę (jak nadrobię zaległości). PS Wyobrażam sobie, że nie tylko ja miałem podobne przemyślenia, bo późniejsze książki autora są prostsze (Kod Kapitalizmu) lub zawierają obszerny i pogłębiony aneks teoretyczny dla dociekliwych (Turbopatriotyzm). Ergo może był jakiś feedback :)