Ta dziwaczna okładka z ilustracją Bolesława Chromnego, pasuje do tego tekstu.
To tekst dla ludzi z poczuciem humoru i z otwartą głową. To też książka dla tych, którzy potrzebują w życiu zmiany i chcą swoją historię zacząć pisać na nowo. W końcu, to też o wychodzeniu z nałogu, nowym początku i o podróżowaniu :)
„Miałem trzydzieści trzy lata i byłem zupełnie niedorozwinięty. Zacząłem pić i ćpać dwadzieścia lat wcześniej, więc tak naprawdę w momencie, w którym trafiłem na Sobieskiego, miałem wciąż lat trzynaście, a mojej głowie były nadal lata dziewięćdziesiąte.
Wkroczyłem na oddział jako playboy i wielki podróżnik, w klapakach i krótkich spodenkach. Wracałem z Laosu i miałem objawy malarii. Odtrucie i wstępne podleczenie trwało cztery miesiące – od wakacji do zimy. Przez zakratowane okna oglądałem, jak liście żółkną, spadają, aż wreszcie przykrywa je pierwszy śnieg. Na granicy lata i jesieni wypuszczali nas jeszcze na spacery i wtedy biegaliśmy zbierać owoce walające się pod jabłoniami. Te jabłka były zielone i kwaśne, ale pamiętam, że jeszcze nigdy nic mi tak nie smakowało.
Dzień i noc. Dzień i noc. Dzień i noc. Im bliżej wyjścia i im mniej substancji krążyło w mojej krwi, tym więcej miałem lęków przed tym, co za drzwiami. Wyglądałem przez kraty i czułem powiew, który mógłby być od Morza Czarnego. Miałem trzydzieści trzy lata i prawie nigdzie nie byłem, nic nie widziałem, nic nie wiedziałem. Przed zaśnięciem – było nas ośmiu w sali – opowiadałem historie. Chyba tak opowiada się w celi albo to tylko w filmach. Radek, który do teraz już chyba się zapił, mówił, że mu wszystko jedno, czy te historie są prawdziwe, czy nie, bo są super. Mnie jednak skręcało. Tak samo jak wtedy, kiedy okłamałem mamę, że pieniądze, które dała mi na bułki w sklepiku, wrzuciłem do puszki dla bezdomnych kotów biegających po szpitalu. A tak naprawdę wydałem je na kokosowe princessy”. Tamże, s. 19-20.
„Prawdą jest, że jeśli nie wyglądałem przez kraty, to chodziłem tam i z powrotem po oddziałowym korytarzu. Pierwsza sala. Druga sala. Sala telewizyjna. Trzecia sala. Stołówka. Kibel. Czwarta sala. Piata sala. Czwarta sala. Kibel. Stołówka. Trzecia sala. Sala telewizyjna. Druga sala. Pierwsza sala”. Tamże, s.20.
„Anonimowi alkoholicy wydają mi się bardzo miłymi ludźmi i w tych piwnicach kościołów, gdzie zwykle odbywają się mityngi, pierwszy raz czuję się jak u siebie. Bo innego „jak u siebie” zresztą nie mam. Mieszkam znów z mamą, czego również bardzo się wstydzę, bo mam przecież ponad trzydzieści lat”. Tamże, s.23-24.