Procesy przeciw pornografii literackiej, a później również filmowej i artystycznej, które rozpoczęły się od słynnej sprawy Pani Bovary i trwały przez prawie cały wiek XX, dotykają problemu prawnych, formalnych i gatunkowych wyznaczników pornografii. Czy dzieła pornograficzne mają jakąś wspólną cechę? Pomimo rozlicznych problemów definicyjnych można wyodrębnić jedną – pornografia nie jest i nie była nigdy formą seksualności spotykaną w naturze. Innymi słowy – pornografia jest dziedziną kultury. Dlatego celem tej książki jest potraktowanie pornografii jako kategorii kulturowej, przyjrzenie się jej z dystansu, ograniczenie obiegowej oczywistości, zanalizowanie teoretycznego i praktycznego kontekstu oraz naszkicowanie chociaż w uproszczony sposób jej historii. Praktycznym celem jest zaś zaproponowanie metodologicznej podstawy porn studies, a także pokazanie, jak w krytyczny sposób czytać pornografię literacką.
Po książkę Ewy Stusińskiej sięgnąłem za sprawą niedawno przeczytanej powieści „Dzieje grzechu” Stefana Żeromskiego – chciałem lepiej poznać kontekst historyczny tego dzieła, a także sam temat omawiany przez autorkę. „Dzieje grzechu. Dyskurs pornograficzny…” to książka o charakterze naukowym, poświęcona przede wszystkim postrzeganiu i wykorzystywaniu pornografii w polskiej prozie XX wieku. Autorka analizuje wybrane utwory – wspomniane Dzieje grzechu Żeromskiego, „Zmory” i „Motory” Emila Zegadłowicza, „Na paryskim sztrychu” Rudolfa Niemca oraz „Rudolfa” Mariana Pankowskiego – ale nie tylko. Obszerna, pierwsza część książki przybliża historię pornografii w kulturze europejskiej oraz omawia trzy typy dyskursu: klasyczny, nowoczesny i estetyczny, do których autorka odwołuje się następnie w analizach. Temat podjęty przez autorkę zainteresował mnie właściwie od pierwszych stron; mimo naukowego języka książkę czyta się przyjemnie i z zaciekawieniem. Największym problemem (o ile można to tak nazwać) jest bardzo ścisła, akademicka konstrukcja pracy. Szczególnie widoczne jest to w rozdziałach analitycznych – każdy z nich podzielony jest według trzech perspektyw dyskursywnych, a całość kończą wnioski. Taki układ jest dość monotonny. Szkoda, że autorka nie pokusiła się na bardziej eseistyczną formę, pozwalającą na większą swobodę i żywszą narrację – ale to już całkowicie subiektywna uwaga. Jestem ciekaw, jak Ewa Stusińska wypada w reportażach, które również ma w swoim dorobku 🤔