Arnold Lowefell i Mordimer Madderdin znowu się spotykają. Tym razem, by wspólnie wziąć udział w misji w przeklętej krainie rządzonej przez amoralnych władców i zdegenerowanych kapłanów. Zamieszkanej przez dziki lud, który wiarę w Chrystusa połączył z pogańskimi obrządkami. Tysiące mil od granic Cesarstwa, inkwizytorzy będą musieli wypełnić tajną misję kluczową dla całego chrześcijaństwa.
"Płomień i krzyż III" to również opowieść o mało znanych lecz potężnych funkcjonariuszach Wewnętrznego Kręgu Inkwizytorium. O Hildegardzie Reizend - podróżniczce, która przewędrowała świat od Afryki po Himalaje. O biegłym w sztuce magicznej Barnabie Biberze. To również historia Rzymianina, Herenniusza Furiusa - cesarskiego szpiega, który na własne oczy widział Ukrzyżowanie i Zstąpienie Jezusa Chrystusa.
Węzły intryg zaciskają się na szyjach wszystkich bohaterów. Kto musi umrzeć dla dobra chrześcijaństwa, a kto przeżyje, by dalej służyć Sprawie?
Od lat zajmuje się multimediami i szeroko pojmowaną popkulturą. Pracował jako zastępca redaktora naczelnego pism „Click” i „Game Ranking” oraz naczelny magazynu „Fantasy”. Prowadził programy autorskie w Radiu WAWA. Reżyserował dubbingi. Tworzył i tłumaczył scenariusze gier komputerowych. Od kwietnia 2008 – szczęśliwy tata małego Kacperka. Jeden z najpopularniejszych pisarzy fantastycznych. Prowokujący. Zaskakujący. Potrafi rozbawić, zbulwersować, dotknąć do żywego. Wymyka się oczekiwaniom. Ledwie okrzepł w szatach inkwizytora, niespodzianie wdział żupan.
Definitely better than the travesty that was the previous book, but still one of the weaker parts of the cycle. The whole book can be described by one word: anticlimatic.
From the confrontation with an ancient vampire, a holder of secrets from the times of Christ's return to the mystery of the Russian forest and the grand mystery of Arnold's identity and past... whenever it looks as if we were going to finally get some pay off, we are - in a completely anclimatic way - robbed of it. Sure, mystery is important but there's also such thing as artificially keeping the mystery which makes one thing the author himself hasn't figured the solutions.
Apart from that the book feels aimless. There is no tension, no conflict, things happen, people talk, travel, talk some more and that's it.
A plus for letting us see a bit more of the world plus for giving us a faint glimmer of hope that the series is actually going somewhere... unless the author decides to drop it... again.
Ostatni rozdział ratuje tę powieść, wreszcie pojawiają się jakieś konkrety. Szczerze mam dość historii o wewnętrznym kręgu, gdzie wszyscy są super mroczni, przechwalają się mocą i jednocześnie nic nikomu nie chcą powiedzieć wprost lub w ogóle. Taka organizacja nie ma szansy funkcjonować, a same opisy tych ludzi zakrawają na jakieś grafomańskie próby nastolatków. Wiem że autor potrafi pisać dużo lepiej.
Czym dalej idę w las z tą historią tym coraz bardziej mi się podoba. O ile w pierwszym tomie zdecydowanie kręciłam nosem, jakoś nie było mi po drodze ani z fabułą, ani z bohaterami, tak teraz wydarzenia mające miejsce w książce zaczęły mnie interesować. W końcu „Płomień i krzyż” jest według mnie prawilną opowieścią o Arnoldzie Löwefellu, który przez cały czas nie pamięta jakim był człowiekiem będąc Narsesem. Cały czas przypomina sobie kawałek po kawałku, ale to nie daje oczekiwanych przez niego rezultatów. W tym tomie główna fabuła będzie prowadzona po za murami Cesarstwa, na Rusi, gdzie nasi inkwizytorzy – Arnold, Mordimer, Hildegarda Reizend oraz Barnaba Biber (nie, to nie ten Bieber o którym myślicie :P ) będą musieli wykonać ważne zadanie, a mianowicie zmierzyć się z Herenniuszem Furiusem – osobą, która była świadkiem Ukrzyżowania i Zstąpienia Jezusa Chrystusa. Czy podołają temu zadaniu? Jakie przeciwności losu spotkają na swojej drodze? Kto okaże się wrogiem, a kto przyjacielem? Na te pytania prawdopodobnie znajdziecie odpowiedź czytając tę część „Płomienia i krzyża”! Jakie są moje wrażenia po przeczytaniu tej pozycji? Bardzo pozytywne! Tak jak wspomniałam wcześniej czym głębiej wchodzimy w fabułę tym jest ona bardziej interesująca i czyta się ją z większą przyjemnością. W tym tomie pojawiają się nowe postacie takie jak Hildegarda oraz Barnaba. Oboje zostali dobrze wykreowani przez autora. Mają swoje charakterystyczne cechy i umiejętności, którymi niejednokrotnie będą mogli zaprezentować się czytelnikowi. Wydaje mi się, że szczególną uwagę Piekara skierował zwłaszcza na kobietę, której wdzięk i urok był jedną z „broni” jakimi się posługiwała. Nie działała ona wszakże na wszystkich, jednak czasem była przydatna. Odkrywamy kawałek nowego świata, niezbadanego przez ludzi tak dokładnie jak na przykład miejsca w Europie. Pisarz przedstawia Azję jako kontynent dziki, tajemniczy i nieprzewidywalny, a zboczenie z trasy wyznaczonej przez tamtejszych mieszkańców może się zakończyć niekorzystnie dla potencjalnych podróżników. Oczywiście, żeby nie było tak kolorowo jest też kilka rzeczy na które mogłabym ponarzekać. Jedną z nich jest dynamika historii. Kiedy byłam psychicznie nastawiona na to, że fabuła będzie się rozwijać powoli, poznam przebieg podróży naszych bohaterów na Ruś, okazuje się, że trwa to niespełna kilka kartek. Kiedy nastawiam się na szybką akcję, ta wlecze się w nieskończoność. Wydaje mi się, że największy żal mam do Piekary za skrócenie przebiegu walki z Herenniuszem Furiusem, a raczej… jej brak. Miałam wrażenie, że ta wielka, zapowiadana, przerażająca walka będzie rozlewem krwi, przysłowiową rzezią niewiniątek, będzie ostro, zaciekle i mocno, a wystarczyło wyszeptane przez Arnolda zaklęcie od Katriny, by wróg niemalże zmarł, tak jak stał. Być może to tylko moje odczucia, może faktycznie działo się tam… coś… Jednak dla mnie to coś, było pokazane w kilku zdaniach. Ledwo się zaczęło, a już było po wszystkim. Te chwile kiedy nastawiałam się na to, że dowiem się czegoś więcej, a autor spłycał to po całości, zaś wydarzenia nie będące dla mnie wydarzeniami kluczowymi, rozciągały się niczym guma. Czasami akcja biegła w zastraszającym tempie, a czasami wlokła się niemiłosiernie i miałam już serdecznie dość tej książki. To co zaważyło na tym, że uznałam tę pozycję za najlepszą spośród wszystkich trzech, to w głównej mierze zakończenie tego tomu. Byłam pod ogromnym wrażeniem tego jak pisarz potrafi przedstawiać nam poszczególnych bohaterów, których lubimy bądź też nienawidzimy, cały czas ukazuje nam ich w pewnym świetle by na koniec zburzyć ten obraz i przedstawić nam te same postacie w całkiem innym świetle. Tak działo się właśnie w tej części przygód Arnolda Löwefella, gdzie ostatnie karty powieści sprawiły, że otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia i wręcz byłam oburzona, jak w tak kluczowym momencie można zakończyć historię!!! Końcówka zdecydowanie sprawiła, że wciągnęłam się w ten świat, który we wcześniejszych tomach wydawał mi się być bezpłciowy, nieciekawy, ale również taki, który warto poznać, lecz bez większego szału. Teraz koniecznie chcę się dowiedzieć tego, jak potoczą się dalsze losy naszych bohaterów, a zapowiada się bardzo ciekawie. Mam wrażenie, że „Płomień i krzyż. Tom 3” został napisany bardziej przystępnym językiem, prostszym i zrozumiałym dla czytelników, którzy tak jak ja preferują łopatologiczne przedstawienie historii, nie wymagające od nich myślenia i zastanawiania się co oznacza dany wyraz. Fabuła w końcu zaczęła mi się kleić, nareszcie rozumiałam co czytam i byłam ciekawa jak potoczą się losy postaci przedstawionych przez Piekarę. Według mnie warto przemęczyć pierwsze dwa tomy by dojść do tej części i naprawdę polubić zarówno wydarzenia jak i samych bohaterów książki. Historia zaczyna wciągać, w końcu dzieje się coś co przykuło moja uwagę i zmotywowało do tego by nie kończyć przygody z tą opowieścią na tym tomie, a wyczekiwać kontynuacji. Są osoby, które kochają „Płomień i krzyż” oraz są takie, które nie są zadowolone. Wydaje mi się, że sama stoję między jednymi, a drugimi przechylając się nieco w stronę tych, którzy lubią tę serię. Jak będzie z Wami? Jak jest? Czytaliście, macie zamiar? Ja koniecznie muszę dorwać czwarty tom, który z pewnością zostanie wydany przez Fabrykę Słów.
To już trzeci tom pobocznej serii w ramach uniwersum "Ja, Inkwizytor", w którym powraca inkwizytor Wewnętrznego Kręgu Arnold Lowefell, a towarzyszy mu nie kto inny jak sam Mordimer Madderdin. Tyle, że całość będzie widziana oczami tegoż pierwszego.
Trzeba przyznać Piekarze, że potrafi pisać, bo gdyby nie to, to bym nie przebrnął przez pierwsze 150 stron, które są nudne jak flaki z olejem. Tom trzeci zaczyna się prawie w tym samym momencie, gdzie kończy się poprzedni. Arnold znów znajduje się w zakonie Amszilas i ponownie tkwi w środku intrygi, która będzie miała kluczowe znaczenie dla całego chrześcijaństwa. Tym razem jednak wątek z poprzedniego tomu, o studniach dusz, doprowadzi Inkwizycję na ślad potężnego wampira, Herenniusza Furiusa, upadłego człowieka, który był jednym ze świadków zejścia Chrystusa z krzyża.
Początek książki to przegadane przygotowania do wyprawy, w której udział wziąć ma nasz bohater, Mordimer (bo już ubił jednego wampira, może doświadczenie się przyda), Hildegarda Reizend (podróżniczka, inkwizytorka) oraz mędrzec sztuk magicznych Barnaba Biber. Każde z nich ma jakieś atrybuty, które mogą zaważyć o przeżyciu wyprawy na tereny Rusi. Książka wskakuje na swój dawny tor dopiero przy wizycie u Ludmiły, lokalnej księżnej, która ma wyekwipować grupę na wyprawę po wampira.
Mam jednak wiele zastrzeżeń do dalszej akcji, bo samo starcie z 1500-letnim przeciwnikiem pozostawiło po sobie spory niedosyt, ponieważ sama walka zajmuje kilkanaście stron, co przy objętości książki stanowi rozczarowanie. Zwłaszcza, że zaraz potem wracamy szybko do zakonu, gdzie w końcu autor odkryje nieco więcej z przeszłości Arnolda, a raczej jego alter ego, Nersesa. Dowiemy się, jak mag znalazł się w tym miejscu oraz jakim sposobem doszło do tej - zmiany ciał. Powiem tylko, że intryga zaczyna się wreszcie zagęszczać, aczkolwiek padają tu kolejne pytania bez odpowiedzi.
Trzeci tom jest zdecydowanie najlepszy z całej dotychczasowej trylogii. Duża zasługa w tym Mordimera czy ciekawego rozwoju świata, aczkolwiek to nadal jest racja podobna do jedzenia postnego. Macie mały ochłap i się nasyćcie. Takie dojenie cyklu jest ze strony autora zrozumiałe, bo im więcej tytułów tym lepsze tantiemy, aczkolwiek jako fan - jestem wk... zdenerwowany. Już się przyzwyczaiłem, że długo nie dostanę odpowiedzi jakie padły w "Łowcy Dusz". "Płomień i Krzyż" da ci tu trochę radochy, o ile wytrwa się początek...
Przede wszystkim książka nie do końca jest tym co nam obiecuje tekst okładkowy. Owszem, wszystko się zgadza ale tylko do pewnego momentu. Potem akcja niesamowicie zwalnia i autor zabiera się za wyjaśnianie tajemnic świata inkwizytorów. Wydaje mi się, że momentami robi się zbyt przegadana, a z tego gadania wynika ostatecznie niezbyt wiele. Jest to pozycja dla fanów tego świata, jego tajemnic i odkrywania smaczków, powiązań i koneksji. Nie jest to natomiast lektura dla fanów akcji, stosów i krzewienia wiary wśród pospolitego ludu. Może się podobać, może również nudzić. Dla mnie gdzieś pośrodku.
Jaaaaaaa, serio?! Ostatnie zdanie mnie rozwaliło xD Mimo mojej głębokiej awersji do publicznych wypowiedzi autora, nie zamierzam udawać, że mi się ta seria nie podoba. Jest coraz ciekawsza z tomu na tom i nie mogę się doczekać głównego wątku. Niestety, kolejny tom muszę dopiero zdobyć.
Audiobook jak zwykle genialny, pan Zadura mistrzostwsko żongluje głosami.
Z nieukrawaną radością wróciłem w świat inkwizytorów. O ile bardzo dobrze mi się czytało tą część, to większą radość mam z 3 kolejnych tomów przygód Mordimera. Jak zawsze smaczny kawałek przypalonego mięsa.
The expedition part is so messed up. The author mentioned that the order of books need to be redacted, I hope it will happen. otherwise it's hard to read right now.