Po globalnej stawce o jaką walczono w poprzednim tomie, nadszedł czas na zwolnienie tempa i powrotu na stare śmieci. Ale czy tak do końca?
Powraca znany nam z pierwszego tomu Nicky Cavella. Nie jest to jedyny powrót, bowiem nieco dalej zahaczymy o Rotha i O'Brian, którzy pomagali w pierwszym tomie agencji rządowej w pochwyceniu i zwerbowaniu Franka dla własnych celów. Zwłaszcza ta druga ma tu więcej miejsca na rozwój charakteru. Kobieta najpierw ucieknie z zakładu karnego, a potem będzie w pewnym momencie w bardzo bliskich relacjach z Frankiem.
Zaczyna się od trzęsienia ziemi. Cavella jako jedyny przeżył atak Punishera, zyskując w oczach pozostałych mafiozów, ale nie na tyle, by stać się nowym donem. Świr wie, że dopóki żyje Castle, dopóty cały interes, jakim ma zarządzać, nigdy nie będzie bezpieczny. Dlatego też postanawia go wywabić i zlikwidować... Poprzez prowokację polegającą na wykopaniu kości zamordowanej rodziny Punishera i publicznym oddaniem na nie moczu. Frank nie pozostaje bierny. W furii zaczyna się masowa wyrzynka nowojorskich przestępców.
Jednocześnie wymiar sprawiedliwości w formie generałów z poprzedniego tomu, wysyła za Frankiem pewnego agenta, który okazuje się być byłym O'Brian, a jednocześnie "dobrze" zna Cavellę. Krąg się zacieśnia. Spirala przemocy zaczyna zbierać krwawe żniwo. Tylko po co? Po raz pierwszy raz zadałem sobie te pytanie na tle całej serii MAX. Jest tu też dużo groteskowej wręcz seksualności, zwłaszcza w kawałku historii poświęconej życiu Nicky'iego. Cała ta cioteczka Mo, towarzysząca mu Teresa, siostra Pittsy'iego(tak, tego psychola z jedynki). To wyraziste charaktery, ale moim zdaniem historia jest już przegięta do granic, tak że szew fabularny zaraz pęknie.
Bo jakoś nie chce mi się wierzyć, że Cavella był już takim psycholem od małego, że pokusił się o zamordowanie własnej matki i rodzeństwa. Ojca z racji tego kim był jeszcze bym zrozumiał, ale matkę? W ogóle dużo tu momentów, gdzie autor poleciał na skróty, szczególnie pod koniec tomu. Scena w sypialni, gdzie do akcji wkracza Teresa, pochwycenie i egzekucja pokręconego mafiozy, wątek tajniaka z wyłupanym okiem. I ten nadmiar golizny. Wcześniej nie było jej prawie wcale, a tu miałem wrażenie, że autor chciał nadrobić powstałe braki, choć jak pokazał na przestrzeni trzech dotychczasowych, nie było to potrzebne.
Stale i niezmiennie Punisher zabijać przestępców będzie. I wygląda do tego naprawdę dobrze, choć na początku kreska pana Leandro Fernándeza mnie nie zachwyciła, to już przy scenach akcji wszystko zaczęło ponownie grać jak należy. I taki jest nowy Punisher. Nadal na wszech miar godny polecenia, choć nie bez wad, które tym razem nie mogły przejść bez psioczenia.