Połowa grudnia już za nami, śnieg prószy za oknem, a długie wieczory maksymalnie rozpieszczają; zapach pomarańczy, ciepło bijące z kominka, gruby koc i wciągająca powieść, to absolutny niezbędnik każdego książkoholika. Sama w tym roku złapałam się na tym, że ochoczo sięgam po historie mocno osadzone w świątecznym klimacie. Prym wiedzie kryminał oraz sensacja, ponieważ ani romans, ani literatura obyczajowa nie do końca trafiają w mój gust. Za to tajemnicze morderstwo, skomplikowana zagadka, czy śledztwo poprowadzone pod dyktando domorosłego detektywa, już owszem; nic nie sprawia mi przyjemności bardziej, niż zbrodnia w eleganckim stylu!
****
Mordecai Tremaine, jako doświadczony badacz nielegalnych przedsięwzięć, czuje niejakie zdziwienie, gdy otrzymuje zaproszenie do posiadłości szacownego dżentelmena, którego przyszło mu poznać ledwie parę tygodniu temu. Święta Bożego Narodzenia zazwyczaj mają charakter stricte rodzinny, więc zaskoczenie jest znaczne, bowiem on, Mordecai, do grona rodziny z pewnością nie należy, o szczególnej zażyłości ze swym dobrodziejem, nie wspominając. Ciekawość jednak rośnie, wyobraźnia pracuje, instynkt podpowiada jedno: na przekór logice oraz chęciom, należy wybrać się do wiejskiego dworku, by spędzić w gronie nieznajomych wigilijny wieczór. I jak się szybko okazuje, ta decyzja była strzałem w dziesiątkę – mury domostwa kryją wiele sekretów oraz… Trupa Świętego Mikołaja.
****
Klasyczny angielski kryminał ma to do siebie, że zawsze, ale to zawsze, kojarzyć się będzie z twórczością Agathy Christie. Zresztą to bardzo chwalebne skojarzenie, przydające gatunkowi wspaniałych cech i ogólnej świetności. Nie dziwi też zbytnio chęć czerpania z ów motywów; są one na tyle uniwersalne, atrakcyjne i pociągające, by pragnąć w pełni z nich korzystać.
Francis Duncan, autor ,,Morderstwa na święta’’, ochoczo po schemat ‘zbrodni w zamkniętej przestrzeni’ sięga. Ale, co może dziwić, wcale nie przekształca go na własną modłę, wręcz przeciwnie - pozostaje wierny pierwowzorowi; zamiast zabawy konceptem, przedstawia swemu czytelnikowi oczywistą oczywistość, z jasno określonymi priorytetami i jednoznacznym kierunkiem. Wypełnia historię nie innowacją, nie świeżością pomysłu, oryginalnością, niebanalnością, lecz wszystkim tym, co swojskie i dobrze znane.
Jedyny przejaw ekstrawagancji dostrzec można w tworzeniu arcyskomplikowanej intrygi, gdzie bohater musi się zmierzyć z rozwiązaniami wykraczającymi poza wszelkie ramy; gdzie należy porzucić zwyczajowe traktowanie tematu, powszechne rozumowanie, logikę zwyczajowo podejmowanych działań.
Duncan zdaje się doskonale rozumieć istotę kryminału jako powieści rozpalającej zmysły. Jego książka jest lekka, a jednocześnie skrajnie absorbująca. Kreśli on interesujące postaci, nadaje im wyśmienity rys psychologiczny, w tle akcji umiejscawia wiekową posiadłość, tworząc wokół niej urokliwą aurę mroku oraz niepewności. Całości dopełnia zaś nie tylko fantastycznie zagmatwaną zagadką kryminalną, ale i sylwetką detektywa o nieprzeniknionej naturze i błyskotliwej inteligencji. Całość wypada nadzwyczaj udanie, bo wszystkie elementy doskonale się uzupełniają. Humor, elegancja, odrobina makabry i groteski…
Zdecydowanie, to jedna z tych mile komfortowych lektur, które uprzyjemniają zimowe wieczory!