Śmiertelne Dwa miliony za Grunwald, którego nie spodziewał się sam Matejko!
I zapewne nawet w najczarniejszych snach nie mógł przypuszczać, że za sześćdziesiąt lat nadejdą takie czasy, w których polem bitwy będzie cały kraj! Siejące grozę czarne krzyże na białym tle pojawią się znowu. Tym razem na skrzydłach Luftwaffe. Wybuchnie II wojna światowa. Rozpocznie się też śmiertelna gra. Pojawią się ludzie, którzy będą chcieli zniszczyć obraz! Będą zabijać. Będą szukać i ścigać. Wyznaczą nagrodę, jak za największego przestępcę. Niektórzy oddadzą mu swoje życie i poświęcą życie najbliższych.
Dla ratowania płótna. Dla ratowania nadziei. Dla ratowania Bitwy pod Grunwaldem. Ta opowieść jest o nich i o czasach, w których żyli.
Joanna Jodełka is the first woman to win the High Calibre Award for the best Polish crime novel, taking the prize in 2010 for her debut Polychrome (2009). Her second crime novel, The Rattle, was published in 2011, followed by her third in 2012.
Może troszkę zawyżam ocenę tej książki, ale czytało mi się ją całkiem przyjemnie. Nie jest to może literackie arcydzieło, ale za to dostałem bohaterów, którzy wydawali mi się interesujący, satysfakcjonującą fabułę, która niesie ze sobą o tyle większą wartość, że została zainspirowana historycznymi wydarzeniami oraz dobrze oddane realia, w których szczypta humoru zawsze przesiąknięta jest okrucieństwami wojny. W dodatku miałem wrażenie, że autorka wie o czym pisze i temat ten faktycznie ją fascynował. Całkiem fajna przygoda za małe pieniądze - jestem zadowolony.
I dropped the book after listening to it for about an hour. That was too much fiction for me. I like historical books but the descriptions of Matejko painting his picture was a bit too much for my taste. Also the SS meetings didn't appeal to me. Totally not my thing.
Całą przyjemność z lektury psuła tragicznie niedbała korekta. Obok thrillera to nawet nie stało, a obok sensacji nie leżało więc ktoś kto tak to zaklasyfikował na pewno tego nie czytał. To jest powieść obyczajowa z elementami historycznymi. Moim zdaniem dobra. Właśnie w taki sposób powinno się pisać beletrystykę historyczną jeśli chcemy zachęcić kogoś do sięgnięcia po inne materiały i do zapoznania się z prawdą historyczną, z humorem, tworząc niebanalne, charakterystyczne postacie, a jednocześnie dając możliwość poznania historii, która nie jest zbyt popularna, a dla wielu, nawet interesujących się historią, w ogóle nieznana. Polecam nie tylko miłośnikom powieści historycznych.
„Bitwa pod Grunwaldem” Jana Matejki – obraz, o którym było głośno jeszcze przed jego namalowaniem. Wzbudzający ogromne emocje – w Polsce symbol zwycięstwa, w Niemczech uważany za obrazę. I Wojnę Światową przetrwał ukrywany poza granicami Polski i można by mieć nadzieje, że po powrocie do kraju będzie mógł dumnie wisieć na jednej ze ścian warszawskiej Zachęty. Ale wojna wybuchła ponownie. A w jej czasie nie brakowało ludzi chcących odnaleźć najsłynniejsze dzieło Matejki. I zniszczyć.
W książce nie brakuje bohaterów. Pojawiają się postaci prawdziwe, takie jak Stanisław Mikulicz-Radecki i Stanisław Ejsmond – dyrektor i wiceprezes Zachęty oraz inne autentyczne osoby zaangażowane w ratowanie obrazu, czy też czołowe postaci niemieckiej polityki tego okresu, jak Himmler i Göring. Pojawiają się też bohaterowie fikcyjni – przede wszystkim Gerhard von Lossow i Dziurawiec. Ten pierwszy – oficer SS, którego głównym celem w czasie II Wojny Światowej jest odnalezienie i zniszczenie „Bitwy pod Grunwaldem”. Ten drugi – mężczyzna obracający się w mocno podejrzanym towarzystwie Lublina. Początkowo nie wiadomo dlaczego ta dość niejasna postać otrzymuje w książce sporo miejsca i chyba właśnie ta niepozorność i niejednoznaczność jest później jego siłą. Jednak najważniejszym bohaterem tej powieści jest bez wątpienia sam obraz. To wokół jego losów toczy się cała akcja.
Powieść Joanny Jodełki z całą pewnością wciąga i ciekawi, choć przecież wszyscy znamy jej zakończenie. Ale to, jak doszło do ocalenia obrazu z całą pewnością intryguje i emocjonuje. I jak zwykle sam temat już na wstępie rozbudził moje oczekiwania, powodując, że chyba spodziewałam się czegoś… większego literacko. Co nie znaczy, że całość została źle napisana, choć… pewne mankamenty są i to one sprawiają, że mam nieco mieszane uczucia. Otóż pojawiły się błędy nie wyłapane przez korektę. Literówki (mam nadzieję, że to są literówki) zmieniające kompletnie znaczenie użytego słowa, czy przecinek postawiony w takim miejscu, że zdanie w takiej formie nie miało kompletnie żadnego sensu. Wiem, że nikt nie jest nieomylny i przeoczenia po prostu się zdarzają, mogę zrozumieć jedną, dwie literówki w książce, ale więcej już nie. Nie chciałabym, żeby ktoś pomyślał, że podobne błędy zdarzają się na każdej stronie – co to to, to nie. Moja mama nie zwróciła na nie kompletnie uwagi, ale jednak moje polonistyczne serduszko cierpiało.
Czy polecam „2 miliony za Grunwald”? Jeśli jesteś ciekawy tej historii, lubisz opowieści osadzone w czasie wojny i motywy sztuki to tak. Ale jeśli piękno języka i myślisz jak ja, że żadna fabuła go nie nadrobi, to zostawiam to waszej indywidualnej decyzji :)