Wilgotne lasy hyrkańskie nad Morzem Kaspijskim, martwa Wielka Pustynia Słona, zimny Ardabil nad dawną granicą z Imperium Rosyjskim i zalane żarem tereny dawnej Persji. To Iran, którego nie znacie!
Tomasz Larczyński dojechał tam, gdzie nie docierają turystyczne busy czy pociągi. Dojechał rowerem. Te pełne krajobrazów, smaków, niezwykłej architektury i serdecznych ludzi Pocztówki z Iranu nie stronią przy tym od opisu życia społeczno-politycznego w tym niezwykłym kraju.
"Interesuje mnie ten Iran, o którym nie da się powiedzieć kompletnie niczego zaskakującego. Właśnie taki oczarowuje najbardziej – tam, gdzie poza łatwą egzotyką trafiamy na ludzkie historie, które bez tej formy tradycyjnego „etykietowego” wyróżnienia, mówią o samym człowieku." fragment książki
Książka broni się warstwą faktograficzną, dającą wgląd w autentyczne fragmenty irańskiej codzienności - ale tylko tyle. Autor interesujące obserwacje przeplata ze żmudnymi i niewiele wnoszącymi opisami rowerowych wypraw i spotkań, czego efektem jest dość nużąca lektura. Czyta się tym gorzej, że główna narracja jest przetykana odrębnymi dygresjami w formie blogowych wpisów, co dodatkowo zaburza spójność i wprowadza merytoryczny chaos (do takich tekstualnych zabaw potrzeba pisarsko-redaktorskiej zręczności, której tu brakuje). Larczyńskiemu brakuje reporterskiego warsztatu i wrażliwości, przez co w wielu miejscach mocno orientalizuje i zdradza uwierający protekcjonalizm, a jego opisom brakuje przenikliwości. Efekt, jak to tytułowe pocztówki, jest dość banalny i powierzchowny.
To niestety nie jest dobrze napisana książka. Nie wiem, o co Autorowi chodziło - może wydawnictwa czarne i krytyka polityczna za bardzo podniosły poprzeczkę swoim reportażom, ale jednak oczekiwałam, że będzie o coś chodziło. Tymczasem otrzymałam dziennik z wyjazdu z okazjonalnymi quasi-poetyckimi wtrąceniami. I nie jest to najlepsze, na zmianę czytamy opisy trudów rowerowej wyprawy, pseudointelektualne komentarze i wielkie kawały wiedzy o Iranie, pozbawione jednak fundamentów, w efekcie momentalnie wylatujące z głowy. 20 minut po przeczytaniu książki już wiem, że nie przyswoiłam z niej żadnej istotnej wiedzy. A szkoda.
Jak tytuł "Pocztówki" sugeruje, książka jest raczej lekka, ale jednocześnie nie powstrzymuje się przed komentarzem tam, gdzie autor uznał za stosowne. Mnie się podobała. Szybko się czytało, myślę że sporo zapamiętam (gdyby było więcej faktów, nie zapadłyby mi w pamięć), odpowiadała mi konstrukcja książki i poczucie humoru autora, a jego spostrzeżenia uznaję za trafne. Uwagę mam do edytora, który nie zauważył pewnych błędów, takich jak "Rumi" zamiast "rumii", "którego" zamiast "któremu". Myślę, że znalazłabym takich więcej niż 10, a przecież to krótka książka. Domyślam się dlaczego ta pozycja nie wszystkim trafiła w gust, ale mi, szczęśliwie, tak.