Każdy ma swoją opowieść. Spraw, by twoja była wyjątkowa.
Słowa mogą niszczyć, ale mogą też ocalić. Oto historia Pisarki, która spośród tysięcy słów wybiera te najpiękniejsze, by je splatać w niezapomniane historie. To również opowieść o dwojgu młodych ludziach – Weronice i Wiktorze – którzy mają tylko siebie, pragną jedynie poczucia bezpieczeństwa i prawa do miłości. Czy mogą zwyciężyć w nierównej walce z losem?
Ta ksiazka daje nadzieje... wszystkim tym, ktorzy marza o pisaniu ksiazek, a boja sie, ze ich grafomanskich/egzaltowanych wywodow nikt nie bedzie chcial wydac... Rzadko zdarza mi sie tak slabo oceniac przeczytana ksiazke, mam troche wyrzutow sumienia, bo jakby nie bylo to jest czyjes "dziecko", no ale nic nie poradze, ze nie po drodze mi ani z forma, ani z trescia tej ksiazki. (ps. ksiazke dostalam od znajomej, ktora powiedziala: "wiesz co? tej to akurat nie musisz mi oddawac". Powinno mi to bylo dac do myslenia 🤣🙊)
Po wielu przeczytanych książkach tejże autorki mogę z wielką przyjemnością stwierdzić, że trylogia „Pisarki” najbardziej przypadła mi do gust, jest to powieść lekka dla oka a zarazem ciężka dla serca. Od pierwszych stron chce się poznać historię Weroniki/Ewy i po każdym załamaniu chce się ją „podnieść” i przeczytać, że w końcu jest spokojnie. Lektura dla wszystkich miłośników życiowych historii, miłosnych upadków i pięknych nieoczekiwanych zakończeń.
Ewka — alter ego Michalak — to doświadczona przez los pisarka, która odnalazła spokój w australijskim domku z ogrodem nad oceanem. Kobieta trzaska bestseller za bestsellerem, jej wydawca robi aniołki w zarobionych przez nią pieniądzach. Czego można chcieć więcej? Ano tego, by ta skryta zaklinaczka słów uszczęśliwiła świat swoją autobiografią. Na nasze szczęście reinkarnacja Kalliope nie daje się długo namawiać, decydując się przewrotnie na nie-autobiografię — powieść autobiograficzną, w której główną bohaterką będzie jej alter ego, Weronika. (Która też jest alter ego Michalak. Alter ego Michalak napisało powieść o alter ego Michalak z elementami biografii Michalak przyprawione odpowiednią dramaturgią, a Michalak we wstępie prosi, żeby się nie dopatrywać w ksiażce Michalak, czego nie rozumiecie.) Rozpoczyna się bolesne rozdrapywanie blizn z przeszłości... W tym takiej jednej zarobionej po użarciu przez konia.
To znowu jeden z tych cykli, gdzie Pociąg Traum mknie przez Pola Nieszczęść i Wiadukty Rozpaczy, mija Morze Łez, zatrzymując się tylko na stacjach typu "Kolejna Tragedia". Jak życie bohaterów ma być nieszczęśliwe, to cały Wszechświat tego pilnuje: przemoc domowa, klękanie na kaszy, w sikach, molestowanie, zakład poprawczy, wyrzucenie z domu, głód, poniewierka, harówa ponad siły. Czy zdarzają się takie drastyczne biografie? Jak najbardziej, ale u Michalak to tylko niewiarygodne, źle rozstawione rekwizyty z dykty służące do wyciskania współczucia. Mój ulubiony to Marzena, istota przesiąknięta absolutnym złem. Wymieniajcie: bycie skorumpowanym proukratorem, przemoc w białych rękawiczkach, uzależnienie od wódki, donosicielstwo, pogarda dla nizin społecznych, oskarżanie córki o uwodzenie konkubenta, gnojenie siedmiolatki za wierszyk napisany na Dzień Matki... Wymieniajcie — jakie paskudztwo wam nie przyjdzie do głowy, Marzena ma je na koncie.
Już nie ma takich przyciężkawych absurdów, jak kawalerka w centrum Warszawy za 300 zł czy kamienica w nadmorskim miasteczku za tysiąc złociszy, ale Michalakolandia to wciąż dzika kraina, gdzie nikt nawet nie mrugnie na widok szesnastolatki mieszkającej samotnie w nieogrzewanej chałupce, gdzie wszelkie służby porządkowe są tylko po to, by zadręczać prawych obywateli, a dziecko można przepisać na dziko bez żadnych dokumentów do innej szkoły z dnia na dzień.
No i jest oczywiście romans z pięknym, śniadym, chmurnym kawalerem, z którym w nastolęctwie zamieniło się pięć zdań, ale to wystarczyło do rozpętania Uczucia Tysiąclecia. Wciąż mamy urocze motywy typu "ja mam za sobą kilka romansów i przypadkowych seksów i to jest ok, ale jak ty pocałujesz kogoś w policzek, to jesteś szmatą", "taki jestem zazdrosny, że zabraniam rozmawiać z innymi facetami, ale to z miłości" czy "tak się nakręcam podczas pocałunków, że wymykam się w czasie pieszczot pomasturbować na boku, ach, ręka boli, nie mogę się doczekać, aż będę mógł wejść w twoje wilgotne wnętrze". Michalak chce mieć takiego bad boya, ale szlachetnego, co to jest dobry chłopak, tylko cały świat się na niego uwziął.
Jest w tej książce dziwny fragment patriotyczny, w którym Weronika czyta pamiętniki babci z rzezi wołyńskiej i powstania warszawskiego. Wydawca każe wyrzucić Ewce te fragmenty w imię poprawności politycznej (?...), więc Ewka zrywa się na baczność do Mazurka, deklarując, jakim jesteśmy wspaniałym narodem o wspaniałej przeszłości, Zbawicielem Europy, któremu cały świat każe się wstydzić za swoją wspaniałą historię (najbardziej podoba mi się zasługa, w której Polska nie miała kolonii — mam nadzieję, że ktoś da nam za to ciasteczko), ale ona nie zamierza i będzie pisać Prawdę. Dziwny fragment, widać Michalak się nagle ulały emocje po riserczu do "Miasta Walecznych".
Cóż, to był zmarnowany czas. Mimo pewnych absurdów dodających kolorytu książka jest po prostu nudna. Idziemy od nieszczęścia A do nieszczęścia B, gdzieś tam pod koniec książki miga grubsza intryga, o której niemal nic się nie dowiadujemy, czekaj se czytelniku do kolejnego tomu. Ani to dobra obyczajówka, ani gorący romans, ani komentarz do problemów społecznych, no nic się tam na tym kartonowym tle nie dzieje. Coś się zmieniło od poprzednich książek, już nie ma takich szaleństw, co poprzednio. Trochę mi brakuje tych węży pustych w środku, raków trzustki uzdrowionych siłą miłości i gwałtów korekcyjnych dokonanych przez potwornych muzułmanów. To dalej kiepska książka, może bardziej poprawna, ale nijaka. Może się rozkręci w drugim tomie.
Stało się, Michalak napisała książkę o sobie. Nie wiem na ile wydarzenia z książki są faktami z życia autorki, natomiast sama główna postać Weroniki to czysta Michalak. Z wyglądu (no może trochę podrasowana wersja), z zachowania, charakteru. Główna bohaterka również jak Michalak uważa, że jest najlepszą pisarką na świecie, że cokolwiek napisze, sprzeda się jak świeże bułeczki. Jej poziom próżności wybija poza skale, a wszyscy, którzy piszą negatywne recenzje jej książek to hejterzy. Do tego główna bohaterka chce zostać weterynarzem. Brzmi znajomo?
Książka zaczyna się od rozmowy Ewy Kotowskiej (pseudonim Weroniki) ze swoim wydawcą Konradem. Konrad proponuje "pisarce", aby ta napisała swoją autobiografie. Na co autorka się nie zgadza. Wydawca całą mocą perswazji przekonuje ją do napisania powieści i mówi, że będą reklamowali ją hasłem "Nie jest to autobiografia, ale..." i nikt się nie zorientuje. Proponuje jeszcze film na podstawie jej książki, którego reżyserką będzie sama "pisarka". Ta od razu się zgadza, bo film jest jej marzeniem. Na samym końcu dowiadujemy się, że tak naprawdę autorka już wcześniej napisała połowę swojej "nie-autobiografii". Rozumiecie to? Główna bohaterka krzyczy, że nie będzie pisać o sobie, że nie da rady, po czym okazuję się, że już to zrobiła. Gdzie tu logika?
W kolejnej części książki poznajemy młodą Katarzynę Michalak... Znaczy się Weronikę Nocyk/Ewę Kotowską, która mieszka z rodzicami. Jej matka jest prokuratorką, natomiast ojciec jest policjantem. Już na wstępie dowiadujemy się, że rodzice żyją w nienawiści do siebie i do swojego dziecka, które było tylko wpadką. Mała dziewczynka nie jest bita, bo jak twierdzi jej matka "u nas w domu dzieci się nie bije", natomiast często dostaje kary, które jak jesteśmy zapewniani przez narratora, są jeszcze gorsze od bicia. Stanie z rękami w górze, siedzenie we własnym moczu, klęczenie na kaszy. Poznajemy też drugiego głównego bohatera Wiktora Helerta, który mieszka w tej samej kamienicy co Weronika. Wiktor natomiast nie dostaje kar, jest bity przez swojego ojca, który znęca się nad nim i jego matką za każdą najmniejszą rzecz. Ogólnie całość jest bardzo ckliwa, napisana w taki sposób, żeby wywołać w czytelniku współczucie i litość. Niestety jest to zrobione w sposób nieumiejętny, wręcz żenujący. Jeżeli ktoś narzekał na "Małe życie", że jest napisane dla wzbudzenia współczucia, litości i że bohater co chwilę napotyka jakieś problemy, to ostrzegam. W "Pisarce" jest tego znacznie więcej, a przy tym jest napisane o wiele gorzej. Ogólnie fabuła jest denna i żenująca, pełna absurdalnych wydarzeń. Książka zawiera mnóstwo błędów interpunkcyjnych, gramatycznych i logicznych. Michalak ma problemy ze składnią i napisanie zdania złożonego sprawia jej trudność. Autorka nagminnie nadużywa przecinków i wielokropków, wstawiając je czasami w takie miejsca, że przecierałem oczy ze zdumienia. Nie polecam.
Na mojej niezwykle długiej liście książek do przeczytania, znalazły się wstępnie trzy tytuły powieści Pani Katarzyny Michalak i po lekturze „Ściganego”, zdecydowanie miałam ochotę na więcej. Propozycja zrecenzowania „Pisarki” spadła na mnie niespodziewanie, ale ogromnie się ucieszyłam, mogąc zagłębić się w tej opowieści.
Historia Ewy, która jest pisarką, mieszkającą za granicą, rozpoczyna się od przyjęcia propozycji na napisanie autobiografii. W wizji wydawcy, książka ma pozostawić czytelnikowi nutkę niepewności, czy rzeczywiście ma on do czynienia z przeżyciami autorki, czy może jednak są to wydarzenia wymyślone i odpowiednio ubarwione. Nasza bohaterka zagłębia się we wspomnieniach i przelewa na papier trudne historie, pełne nadziei i smutku, toczące się od dzieciństwa, do jej młodzieńczych lat. Weronika będąca postacią stworzoną, która prowadzi nas przez poszczególne wydarzenia, od początku nie miała łatwego życia. Wychowywana w domu bez miłości, uciec mogła dopiero w przyjaźń z chłopcem w okularach, mieszkającym w tej samej kamienicy. Przyjaźń i miłość przezwycięża ból i strach, ale czy na pewno zawsze wystarcza, aby pokonać wszystkie przeciwności?
Nie ukrywam, że wciągnęłam się od pierwszych stron, ponieważ tam gdzie widziałam smutek i beznadzieję, za chwilę pojawiał się jasny promyk. Jeśli jakaś sytuacja wydawała się zgubna, determinacja i miłość, pokonywały przeciwności i pomimo negatywnego rozdźwięku niektórych wydarzeń, miałam wewnętrzne przekonanie, że będzie dobrze, już za chwilkę wszystko się ułoży. Lekki styl pisania sprawia, że przez książkę się sunie i nie da się nie lubić silnej, pogodnej Weroniki, która nigdy nie przestaje walczyć. Podobnie jest z Wiktorem, on też chce wierzyć, z determinacją patrząc w przyszłość. Są też postacie złe, negatywne, jak w życiu każdego z nas, nie zawsze świeci słońce, czasami trzeba przygotować się na łzy. I chyba ostatni element, bohaterka z drugiego planu, a jakże ważna. Mówię tu o babci dziewczynki, wspaniałej, ciepłej osobie, dzięki której z uśmiechem popatrzyłam na moją babcię, która mnie wychowała. I za to autorce dziękuję, bo nawet ta chwila zadumy była mi potrzebna i ogrzała serce.
„Nie możemy obrażać się na los, że dla jednych jest łaskawy, dla nas zaś parszywy. Takie wylosowaliśmy karty. Nasza w tym głowa, by mimo wszystko wygrać nimi życie…”
Akcja jest prowadzona w trzeciej osobie, jednak poprzetykana gdzieniegdzie wstawkami z przemyśleń i jakby wspomnień Ewy-autorki, napisanymi w pierwszej osobie. Był to zabieg, który nie tylko dodawał osobistego tonu, ale też skupiał uwagę na sferze odczuć wewnętrznych i bardzo mi się podobał. Śliczna okładka jest dopełnieniem spójnego i ciekawego wnętrza. Wręcz nie mogę się doczekać kolejnej części, bo po tym tomie otwierającym trylogię, niewątpliwie chcę więcej i serdecznie polecam.
1,5 ~ To nie jest moje pierwsze spotkanie z autorką. Przed pisarką przeczytałam takie książki jak "Poczekajka", "Bezdomna" czy "Była sobie miłość". Jak mogliście już zauważyć mam skomplikowane relacje z twórczością tej autorki. Pomimo niskich ocen, które wstawiam na goodreadsie tym książkom, muszę przyznać że Katarzyna Michalak umie zaskakiwać swoich czytelników. "Pisarka" to nie jest utwór autobiograficzny lecz niektóre wydarzenia mają swoje odzwierciedlenie w realnym życiu. Bardzo mnie zaskoczyła budowa tej książki ponieważ autorka zrobiła swoje alter ego w książce której jest autorką, która tworzy swoje alter ego w swojej osobistej książce. Brzmi to jak masło maślane, ale muszę przyznać że jest to bardzo oryginalny pomysł. Problemy poruszane w tej książce to między innymi przemoc wobec dzieci. Irytowało mnie w książce ciągle powtarzane było, że Weronika była wychowana w domu którym nie bije się dzieci, po czym w tym samym czasie wspomina o sytuacjach nadal będących przemocą. Oprócz tego mamy tutaj toksyczny romans z "Bad Boyem". Zdarzają się w tej książce rzeczy absurdalne lub śmieszne. Jednym z tych fragmentów scena wspomnienia rzezi Wołyńskiej i powstania Warszawskiego. Nie Będę rozwijać tego tematu ponieważ to już może być spoiler. Moim zdaniem to po prostu było niepotrzebne, bardzo losowe i na siłę "patriotyczne". Nie rozumiem sensu tego fragmentu. Podsumowując w moim odczuciu książka była trochę nudna w porównaniu z pozostałą twórczością Katarzyny Michalak. To nie jest dobra książka ale przez to bardzo mi zapadnie w pamięć. Mogę mieć tyle zarzutów do twórczości tej autorki muszę przyznać jedno... Zawsze wymyśli coś co zaskakuje czytelników.
Dawno nie czytałam nic Pani Kasi i zapomniałam jak jej książki potrafią pochłonąć. I mimo że człowiek czasem chciałby główną bohaterką potrząsnąć to tylko dlatego że bardzo jej kibicuje. Spędziłam bardzo miłe chwile zatracając się w tej lekturze i od razu sięgnęłam po kolejną część :)
Trochę taki miszmasz. Dzieje się wszystko i nic. Trochę zabrakło mi konkretów w tym wszystkim. Fajnie się czytało, ale czegoś mi zabrakło. Pewnie sięgnę jeszcze po kolejne tomy. Jeśli szukacie coś lekkiego, przy czym nie trzeba za bardzo myśleć to polecam.
Książka, przy której się wzruszałam i płakałam nad losami bohaterki. Książka, która wzbudza emocje i całe szczęście, że są kolejne tomy, bo ja chcę więcej. Chcę wiedzieć jakie są dalsze losy bohaterów. Książkę czyta się bardzo szybko i bardzo przyjemnie.
Bardzo emocjonalny tom. Trudno było mi przebrnąć przez niektóre fragmenty, np. wpisy z pamiętnika, bo po prostu wywoływały we mnie wybuchy złości pomieszanej z bezsilnością. Na pewno nie jest to pozycja dla osób, które nie potrafią poradzić sobie psychicznie z czytaniem o potwornym cierpieniu innych.
Na początku osobiście nie byłam przekonana co do przeczytania tej książki, czułam do niej jakąś niechęć, nie wiem czym było to spowodowane. Po namowach przyjaciółki stwierdziłam "Co mi szkodzi?". Tak zaczęła się moja przygoda z tą książką. Główna bohaterka nie miała życia usłanego różami, na przeszkodzie od dzieciństwa stali jej rodzice, którzy którzy nie chcieli mieć dziecka od samego początku, wyżywali się na biednej dziewczynce. Wyobrażałam sobie każdą sytuację Weroniki. Ta książka łamała mik serce i od nowa je sklejała, łzy zbierały mi się nie raz w oczach.